Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slayer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slayer. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 sierpnia 2017

Dead Cross – Dead Cross (2017) - recenzja płyty

Premiera płyty: 4 sierpnia 2017
gatunek: thrash/metal/punk/hardcore

Mike Patton (Faith No More i mnóstwo innych) oraz Dave Lombardo (perkusista znany ze Slayera) ponownie spotykają się w jednym zespole. Po kolaboracji w Fantomasie teraz w nieco bardziej piosenkowej konwencji. Kto zna wspomnianą grupę muzyczną inspirowaną serią komiksów o słynnym fikcyjnym przestępcy Fantomasie, ten wie że były to albumy konceptualne – poza „Director`s Cut” stanowiące ilustracje do komiksów i szalone szarże stylistyczne. Dla zwykłego śmiertelnika nie do przejścia.

Dead Cross - Dead Cross
Dead Cross - Dead Cross (2017)


A Dead Cross jest projektem, w którym Patton śpiewa zamiast jęczeć/pluć/chrząkać do mikrofonu. Gdybym miał wskazać podobieństwo do innych przedsięwzięć, w jakich brał udział – podałbym The Dillinger Escape Plan i EP-ke z 2002 roku „Irony Is A Dead Scene”. Mike lubi się po prostu wyżyć i poeksperymentować wokalnie.

Płyta faktycznie brzmi jak skrzyżowanie ostrego łupania spod znaku Slayera z mrocznymi, porąbanymi klimatami Fantomasa. 28 minut konkretnego ciupania. Patton nie oszczędza się tu ani trochę. Oprócz premierowych kawałków Dead Cross prezentuje cover „Bela Lugosi`s Dead” zespołu Bauhaus. Można to zrobić mroczniej niż w pierwowzorze? Najspokojniejszy numer na płycie.

Szybkość i wściekłość to bardzo adekwatne określenia do zawartości „Dead Cross”. W takich kawałkach jak „Grave Slave” trudno się nie zakochać od pierwszego razu. Agresywny album, co nie znaczy zróżnicowany. Gitarowo jest to poezja – Mike Crain włożył tu swoje zręczne palce. Na basie udziela się Justin Pearson, a całość produkcyjnie ogarnął Ross Robinson. Debiutancki krążek został wydany w wytwórni Pattona Ipepac Recordings. Patton & Lombardo = sukces.

...


wtorek, 29 grudnia 2015

Najciekawsze albumy 2015 roku cz. II [zagraniczne]

Zwycięska płyta powinna nazywać się "Album Of The Year", a nosi tytuł... Przed nami druga część zestawienia (miejsca 10-1). Najbardziej subiektywny a zarazem najbardziej obiektywny ranking zagranicznych płyt roku 2015. Dwanaście miesięcy temu 1 miejsce zajęła płyta metalowa. Machine Head ze swoim "Bloodstone & Diamonds". Tym razem triumf odniósł album nieco lżejszy, aczkolwiek z pazurem.

Z uwagi na to, że 8 z 10 wyróżnionych tu płyt już recenzowałem, druga część podsumowania jest krótsza, bardziej treściwa. Myślę sobie jednak, że zestaw jest tak bardzo zróżnicowany, iż wśród wytypowanych przeze mnie rzeczy każdy fan dobrej muzyki znajdzie coś dla siebie.
 

The Chemical Brothers - Born In The Echoes
10. The Chemical Brothers - Born In The Echoes
Od razu polubiłem "Born In The Echoes". Chemiczni Bracia nie odcinają kuponów, każdy kolejne wydawnictwo rozwija styl zespołu. Singiel "Go" to nie tylko dynamiczny elektroniczny numer z wpadającą w ucho ścieżką basu, ale też świetnym wokalem rapera Q-Tipa. Po pierwszym odsłuchu nietrudno będzie zapamiętać również transowo-hipnotyczny "Under Neon Lights". A każde kolejne przesłuchania pozwają odkryć inne świetne kompozycje. Szanowni Państwo, będę szczery - na "Born In The Echoes" nie ma słabych momentów. Nie będę zatem gołosłowny, jeśli powiem że lata mijają, a The Chemical Brothers wciąż nie chcą oddać palmy pierwszeństwa w wyznaczaniu trendów muzyki elektronicznej.
Data premiery: 17 lipca 2015

The Prodigy - The Day Is My Enemy
9. The Prodigy - The Day Is My Enemy
Chociaż okres świetności zespołu przypada na lata dziewięćdziesiąte, to najlepszy moim zdaniem album wydali w roku 2009 ("Invaders Must Die"). Apetyty fanów były dosyć spore. Ogromna okazała się także rozpiętość not w recenzjach: od totalnej krytyki poprzez laurki. Moja ocena mieści się gdzieś w środku, ale bliżej mi do pochlebstw. Z powodu: bardzo dobrych singli, sporej dynamiki i agresywności materiału, a przede wszystkim ze względu na "Wild Frontier" (numer oraz teledysk). Pokochałem ten utwór miłością szczerą, czystą, nieśmiertelną. Cieszy mnie to, że dzięki wspomnianym elementom The Prodigy utrzymało wysoki poziom.
Data premiery: 30 marca 2015

The Dead Weather - Dodge And Burn
8. The Dead Weather - Dodge And Burn
Jest Jack White oraz Alison Mosshart, Jack Lawrence i Dean Fertita. Trzecia płyta supergrupy wypada dobrze. Garażowe brzmienie zespołu momentami nieco ewouluje, ale nadal jest to formuła, którą już dobrze znamy i kochamy. Niby wszystko się zgadza. Choć... Jacka White`a trochę jakby mniej. Ale poza tym wszystko jest na swoim miejscu. The Dead Weather nie schodzi ze swojego wysokiego poziomu. Na zakończenie funduje nam jednak utwór, który kompletnie nie przystaje do reszty. "Impossible Winner" łamie schemat płyty. Nie jest to zły numer. Jednak ta stylistyczna wolta zasiała we mnie ziarno niepokoju. Trudno to racjonalnie ocenić, ale męcząc się przy recenzji tej płyty permanentnie wracały do mnie myśli - a może to początek końca? Tak czy inaczej "Dodge and Burn" należy umieścić w podsumowaniu roku na wysokiej lokacie, choć nie ukrywam, że mogło być odrobinę lepiej.
Data premiery: 25 września 2015

Slayer - Repentless
7. Slayer - Repentless
Rok temu zestawieniem rządziły ciężkie albumy (Slipknot, Godsmack, Machine Head). W tym roku na dobrą sprawę mniej jest mocnej muzyki, ale nie mogło zabraknąć Slayera. O kulisach powstawania "Repentless" pisałem przy okazji recenzji, dlatego ograniczę się jedynie do konkluzji, że zmiany personalne nie zaszkodziły zespołowi. Wciąż grają porządny thrash metal, wciąż do ich muzyki można potrzepać głową. Slayer zachowuje wysoki poziom i zdolności kompozytorskie. Niewiele jest kapel, które na przestrzeni lat utrzymały styl wiernie trzymając się ideałów młodości. Na tym albumie oczywiście nie znajdziemy (tradycyjnie) żadnych ballad i zapchajdziur. Warto zwrócić uwagę na pracę bębniarza (np. w "Chasing Death"). Moim faworytem jest "Implode", który realizuje prostą filozofię: szybko, ostro i do przodu. I to jest kwintesencja Slayera.
Data premiery: 11 września 2015

Eagles Of Death Metal - Zipper Down

6. Eagles Of Death Metal - Zipper Down
Wbrew mylącej nazwie Amerykanie grają muzykę bardzo lekką i przystępną, rzekłbym nawet przebojową. A taki "Complexity" to materiał na niezły hicior. Co z tego, skoro EODM są tak bardzo przebojowi jak i niezależni jednocześnie. Jessie Hughes i Josh Homme nagrywają kolejną dobrą płytę i zdecydowanie najlepszą od czasów rewelacyjnego debiutu. Szkoda że ostatnio w trasy wybiera się sam Jessie (bez Josha, a skład uzupełniają muzycy koncertowi), bo ta seksowno-rockowo-kosmiczna miksutra podana przez duet mogłaby nieźle wstrząsnąć publiką. A tak pozostaje nam słuchanie krążka "Zipper Down". Zestaw numerów jest naprawdę porządny i nie potrzebuje dodatkowej rekomendacji. A jeśli nie wierzycie - spójrzcie na okładkę płyty. Ta prowokacyjna grafika odsłania wiele, ale nie wszystko. Zatem, słuchamy!
Data premiery: 2 października 2015

Slaves - Are You Satisfied?
5. Slaves - Are You Satisfied?
Nie było w tym roku lepszego debiutu. Slaves to proste rockowe granie z punkowym pazurem. Album daje słuchaczowi pełnię satysfakcji. Zachowując proporcje mógłbym ich premierowe dzieło uznać "Never Mind the Bollocks. Here`s the Sex Pistols" XXI wieku! Ironiczni, bezczelni, młodzi, fascynujący. Wielka Brytania ma szczęście do debiutów. Rok temu świat podbijał Royal Blood, a teraz kolejny rewelacyjny duet wypływa na szerokie wody. Gdyby przeanalizować moje zestawienie - "Are You Satisfied?" wygrałoby w rankingu - najbardziej niezobowiązująca płyta 2015 roku.
Data premiery: 1 czerwca 2015



The Sword - High Country
4. The Sword - High Country
Druga co do wielkości niespodzianka w zestawieniu. Ta niepozorna kapela ze Stanów mocno zakorzeniona w stoner rocku wydała album bardziej klasyczny. Najnowszym dziełem muzycy The Sword pokazali również, że nieustanny rozwój może przynieść piękne owoce. Początkowo miałem wrażenie, że obcuję z jakimś hard rockowym dziełem przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Sekcja dęta  w "Early Snow" rozłożyła mnie na łopatki. Ta wolta stylistyczna oraz fakt doskonałości i równości materiału, to najmocniejsze argumenty, żeby płytę "High Country" ulokował tuż przy samym podium najciekawszych produkcji 2015 roku.
Data premiery: 21 sierpnia 2015

Killing Joke - Pylon
3. Killing Joke - Pylon
Ten album płynie. Od pierwszej do ostatniej minuty Killing Joke wchodzi na wysokie obroty i tak zostaje do samego końca. Kilka tygodni temu pisałem w recenzji tego dzieła, że trudno wyróżniać poszczególne fragmenty, bo album stanowi zwartą całość. Moje słowa o "Pylon" nie straciły na znaczeniu. Płyta jest wydarzeniem na scenie muzycznej. To dynamit rzucony w zadowolony tłum, gdzie każdy przyjął już bezpieczne położenie. Jeżeli jednak miałbym odpowiedzieć na pytanie - czemu nie jest to numer jeden tego roku, to podałby tylko jeden argument - te 90 minut do zdecydowanie za dużo.
Data premiery: 23 października 2015


Disturbed - Immortalized
2. Disturbed - Immortalized
Na ten moment mój ulubiony album Disturbed. Przerwa w działalności zrobiła zespołowi dobrze. Muzycy wrócili w świetnej (życiowej?) formie. Zero zapychaczy, zero przeciętniactwa. Każdy numer wnosi coś interesującego na płytę. Przeróbka "The Sound of Silence" formacji Simon and Garfunkel, która jest być może najlepszym tego typu utworem w dyskografii. Słuchanie Disturbed na nowo staje się czymś pożądanym. Materiał jest dynamiczny, melodie wpadają w ucho, kawałki łatwo zapamiętać. Charakterystyczne okrzyki Draimana w "Who", dwa rewelacyjne numery: "Open your Eyes" i "What Are You Waiting For?", to najmocniejsze strony "Immortalized". Gdy pada hasło "najlepsze 3 płyty 2015" od razu przychodzi mi do głowy właśnie dzieło Disturbed. Mocne rockowe granie, niemożliwy do podrobienia wokal i równie wyjątkowe rockowo/metalowe brzmienie.
Data premiery: 21 sierpnia 2015

Faith No More - Sol Invictus
1. Faith No More - Sol Invictus
Corey Taylor (wokalista Slipknot) uznał ten album najlepszą płytą 2015 roku. W pełni się z nim zgadzam. Czekając na płytę Faith No More miałem ogromne obawy. Te kilkanaście lat przerwy w działalności grupy mogło spor zmienić. Na szczęście "Sol Invictus" to dzieło doskonałe. Na pewno najdojrzalsze w dyskografii amerykańskiej formacji. Cztery muzyczne indywidualności i wybitny wokal, który przemycił na płytę najznakomitsze elementy z różnych swoich projektów, a wypadkową tych działań jest rzecz zacna. Więcej na temat "Sol Invictus" w mojej recenzji.

Data premiery: 19 maja 2015

--------------

Zobacz także:
Najciekawsze albumy 2015 roku cz. I [zagraniczne]
Muzyczne rozczarowania 2015 roku

czwartek, 10 września 2015

Slayer - Repentless (2015) - recenzja płyty

Albumów Slayera nie należy słuchać w samochodzie, bo można spowodować niezła kraksę. Albumów Slayera nie powinno się puszczać ukochanej, no chyba że takiej naszpikowanej kolczykami i tatuażami. Wreszcie albumów Slayera nie wypada się oceniać, bo Slayer to nie muzyka, tylko religia. Kropka.

Nie będzie to typowa recenzja płyty, bo do Slayera nie należy tak podchodzić. Ten tekst jest tylko zachętą dla fanów, bo pozostali i tak nie ogarną... Thrash metal znaczy szybko i do przodu. Na "Repentless" tak właśnie jest. 

Slayer - Repentless
Okładka płyty Slayer - Repentless (2015)

Dobre riffy, agresywny śpiew i dynamiczna sekcja rytmiczna niosą nas przez cały album. Od początku do końca jest podobnie, czyli ostro, bez brania jeńców. Płytę napisali Kerry King i Paul Bostaph. Partie perkusyjne brzmią tak doskonale, że już chyba nikt nie pamięta, że kiedyś w Slayerze bębnił niejaki Dave Lombardo. A jak są takie osoby, to na pewno entuzjastycznie przyjmą wyczyny obecnego pałkera. Tu należy zwrócić uwagę na numer "Chasing Death", gdzie Paul naprawdę popracował na bębnach. Mało? "When the stillness comes" - mroczny i powolny jak czołg rozjeżdżający wszystko, co napotka na drodze. Chętnie będę niego wracał. W kółko!

Świetnie do kapeli wprowadził się Gary Holt, który zastąpił nieodżałowanego Jeffa Hannemana. Mnogość riffów koi uszy słuchacza. Obie gitary współpracują ze sobą wzorcowo, choć gdzieś w powietrzu unosi się duch zmarłego gitarzysty.

Szybki rzut oka na moje statystyki: najczęściej słuchanymi numerami są "Season in the Abyss" oraz "South of Heaven". Nie jest to może specjalnie oryginalne, ale ujawnia tendencję słuchacza. Klasyczne numery wchodzą najmocniej. Czy na nowym albumie są kawałki o takim potencjale? Na pewno. Weźmy taki "Cast the First Stone" - niczego mu nie brakuje, żeby skraść moje serce. Ma w sobie epickie intro zwiastujące zagładę. Potem już standardowo: riff, refren, przejście i oczywiście solówka gitarowa. Stary dobry thrash.
Bardzo lubię motoryczny i prosty "Implode". Ten utwór od razu utwierdził mnie w przekonaniu, że album "Repentless" był potrzebny. Nie tylko po to aby poskakać i potrzepać głową, ale również by przekonać wszystkich, że rozwiązanie grupy byłoby głupim pomysłem. Slayer jest nieśmiertelny.

Lista utworów:
1. "Delusions of Saviour" 
2. "Repentless"
3. "Take Control" 
4. "Vices" 
5. "Cast the First Stone" 
6. "When the Stillness Comes" 
7. "Chasing Death" 
8. "Implode" 
9. "Piano Wire" 
10. "Atrocity Vendor"
11. "You Against You"
12.  "Pride in Prejudice"

czwartek, 3 września 2015

Gorące premiery jesieni 2015...

…czyli płyty, na które najbardziej czekam.

Tak się złożyło, że lato mamy gorące, a o jesieni nie powinno się jeszcze wspominać. Nie każdy lubi. Nie każdy chce. A muzycznie będzie się sporo działo. Fanom mocnego grania i tym, co wolą lżejsze brzmienia wrzesień na pewno będzie się dobrze kojarzyć.

Slayer „Repentless”
W obozie thrash metalowej legendy ze Stanów sporo się działo. Śmierć gitarzysty Jeffa Hannemana, zmiana wytwórni płytowej, to rzeczy o których pisałem na początku roku. Teraz już mamy pewność, że 11 album powstał i pojawi się w sprzedaży 11 września. Płyta będzie zawierać  12 numerów, natomiast na drugim wiośle zadomowił się Gary Holt (Exodus). Czego możemy oczekiwać? Mocnego i mrocznego materiału w sprawdzonej thrashowej formule (niech dobrą zachętą będą wypuszczone na przestrzeni ostatniego roku kawałki: „When the Stillness Comes” oraz „Implode”).

Beirut „No no no”
Przez długi czas sporo słuchałem nagrań projektu Zacha Condona. Beirut jako formacja sięgająca po folk z Bałkanów oraz wiele brzmień z całego świata od początku wydawał się bardzo intrygujący. Teraz artysta zabierze nas w kolejne muzyczne podróże (Gibraltar). Oglądając jednak klip do „No no no” szybko zorientujemy się, że Beirut też potrafi mieć dystans do swojej twórczości. Premiera albumu 11 września.  



The Dead Weather „Dodge and Burn”
Oj, ostrzą sobie ząbki miłośnicy garażowego rocka. Wkrótce ich święto - formacja The Dead Weather szykuje na 25 września krążek zatytułowany "Dodge and Burn". Już na podstawie singli daje się wyczuć, że Jack White, Alison Mosshart, Dean Fertita i Jack Lawrence zamierzają odpalić bombę. Supergrupa  wraca na scenę muzyczną z nowym albumem , który jest trzecim dziełem w dyskografii zespołu (wydanym 5 lat po świetnym „Sea of Cowards”). Czy i tym razem nasze serca zapłoną?

Eagles of Death Metal - Zipper Down
Okładka płyty Eagles of Death Metal - Zipper Down


Eagles of Death Metal „Zipper Down”
Jessie Hughes i Josh Homme spotykają się po raz czwarty. Jak na razie mogliśmy usłyszeć singiel „Complexity”, który już został wydany wcześniej na solowym albumie Jessiego pt.  "Honkey Kong" (artysta występuję tam pod pseudonimem Boots Electric). Czego się możemy spodziewać? Prostego garażowego rocka z wielkim jajem. Jeśli wierzyć słowom Hughesa, to nowy LP jest „jak Antonio Banderas w Wywiadzie z wampirem spotykający Toma Cruise`a”*. Zatem bądźcie czujni!






*  www.nme.com/ [dostęp 24.08.2015, 19:35].

czwartek, 8 stycznia 2015

Najbardziej wyczekiwane płyty 2015 roku

#Slayer #Faith No More #Prodigy

Co roku zastanawiam się, kto mnie zaskoczy. Po przejrzeniu listy zapowiadanych premier mam już swoich faworytów. Chcecie ich poznać? Oto oni:

Björk
W ubiegłym roku w polskich kina pokazywany był zapis koncertu "Biophilia Live" - świetne widowisko muzyczno-wizualne, podczas którego mogliśmy usłyszeć artystkę wraz z towarzyszącym jej chórem oraz muzykami. Smaczku wydarzeniu dodawały instrumenty, z których część została skonstruowana specjalnie na ten koncert. Björk należy do osób nie lubiących nudy i stagnacji. Szykujcie się w 2015 roku na kolejny osobliwy album islandzkiej wokalistki. Dziewiąta płyta powstaje przy współpracy z wenezuelskim producentem - Arca oraz ambientowy producent The Haxan Cloak.

Bjork
Björk/materiały prasowe


The Prodigy
Piekielnie trudno będzie przebić tak wyśmienity album jakim był wydany w 2009 roku "Invaders Must Die". Takie zadanie stoi przed zaplanowanym na 30 marca "The Day Is My Enemy", ale brytyjskie trio słynie z bardzo świeżego podejścia do muzyki elektronicznej i na pewno możemy spodziewać się czegoś oryginalnego. Liczę na porządny materiał.

The Prodigy - The Day Is My Enemy
Prawdopodobnie nowa okładka płyty The Prodigy/facebook.com


Faith No More
Oj, pogrywają sobie z nami. Najpierw reaktywacja, długa trasa koncertowa i zaprzeczenia, że będzie coś więcej. Później znowu wspólne granie i nadzieja. Dziś już mamy pewność - będzie nowa płyta. Niedawno ukazał się singiel "Motherfucker" i zrobiło się niezłe zamieszanie. Fani podzieleni, ja podzielony. Początkowo byłem sceptyczny, ale do diaska! Ktoś musi przywalić w 2015 dziełem epokowym. Może właśnie zrobią to: Mike Patton, Jon Hudson, Billy Gould, Roddy Bottum i Mike Bordin? Czekacie? Jeśli tak, to pogadamy 15 kwietnia!


Slayer
Ten zespół jest niezniszczalni! A w ostatnich latach problemy Slayera nie omijały. Najpierw szeregi kapeli opuścił Dave Lombardo, który jest bardzo krytycznie nastawiony do aktualnych poczynań byłych kolegów. Natomiast w maju 2013 roku zmarł gitarzysta Jeff Hanneman. Mimo wszystko Kerry King i Tom Araya postanowili pchać ten kamień thrashu pod górę. Jedno jest pewne, na nowej płycie nie musimy spodziewać się ballad. Szykuje się za to bezkompromisowa  szybka jazda. Posłuchajcie numeru "Implode":



Coś jeszcze? Na nowy Bloodhound Gang już chyba przestałem czekać. Dużo gadania, napinania muskułów i zero konkretów. Kolejna płyta Limp Bizkit wciąż pozostaje w planach, choć zespół wypuścił już kilka singli. Podobno Black Sabbath nie chce kończyć, a Red Hot Chili Peppers też coś tam chce wydać. Gorącą premierą stycznia będzie "The Pale Emperor" Marylina Mansona. W lutym posłuchamy nowego Kid Rocka, a w kwietniu Paradise Lost (choć to wcale nie jest to takie pewne). Wkrótce poznamy kolejne zapowiedzi. Nuda nam nie grozi.

środa, 20 sierpnia 2014

Ulubione tematy muzycznych sporów

Gdyby zrobić ranking zagadnień, o które fani muzyki kłócą się najczęściej, to poniższe tematy znalazłyby się w czołówce. Zwykle różnice zdań dotyczą wokalistów, reaktywacji po latach czy diametralnych zmian brzmienia. Niektóre z poruszonych poniżej kwestii bardziej pasują jednak do nonsensopedii, niż do poważnych dyskusji.

Metallica skończyła się w latach 80 lub na Black Album
Przedstawiciele Wielkiej Czwórki thrash metalu nagrali 11 płyt studyjnych (jedną z Lou Readem) oraz kilka minialbumów, koncertówek i kompilacji. Jeśli w latach osiemdziesiątych trzymali się ostrego metalowego brzmienia, to w kolejnych dekadach muzycy Metalliki próbowali innych rozwiązań, dzięki czemu wyszły płyty hard rockowe, album z coverami, koncert z orkiestrą symfoniczną czy nawet dzieło zahaczające momentami o nu metal* ("St. Anger"). Wśród zarzutów jakie formułuje część fanów pojawia się ten, że zespół od czasów czarnego albumu (albo już od "...And Justice for All" z 1988 roku) nie nagrał niczego dobrego, że błędem było porzucenie thrash metalu. Jako argument często w dyskusji przytacza się przykład Slayera, który "pozostał wierny swoim ideałom". Cokolwiek by to nie znaczyło, krytyków Metalliki ostatniego dwudziestolecia szczególnie bolą takie płyty jak album "Lulu" wydany wspólnie z Lou Readem. Tu można się zgodzić, ale czy faktycznie "Death Magnetic" też zasługuje na potępienie?

Metallica - Tour 1991
Metallica - Tour 1991


Black Sabbath i Ozzy Osbourne
Spory związane z sabbathami dotyczą wokalisty/wokalistów. Istnieje obóz Ozzy`ego Osbourne`a, jest też fanklub Ronniego Jamesa Dio. A przecież frontmantów było o wiele więcej. Z Black Sabbath występował też wokalista Deep Purple - Ian Gillan czy Glenn Hughes oraz Tony Martin**. Najwięcej kontrowersji budzi Ozzy. Artysta potępiany jest za jednowymiarowość śpiewania, ale są też  wyznawcy, którzy traktują charakterystyczną manierę wokalną Osbourne`a jako znak pewnej epoki i symbol hard rocka, prekursora heavy metalu z nutą okultyzmu. Black Sabbath i Ozzy to jednak solidna firma, a wydana w 2013 roku płyta świadczy o tym, że panowie nadal potrafią zatrząść sceną muzyczną.

Slayer bez Hannemana
W 2013 roku śmierć gitarzysty zespołu wywołała szok w środowisku muzycznym. Oczywistym stało się, że metalowa scena od tego momentu nie będzie już taka sama. Jeff Hanneman cierpiał na alkoholową marskość wątroby, genialna maszyneria riffów przegrała z konsekwencjami nałogu. Jakiś czas później okazało się, iż zespół nie zakończy działalności i nadal będzie grał. Pod adresem Slayera posypało się za mnóstwo krytyki - jak to możliwe?! zespół bez Hannemana?! Negatywnie do obecnej sytuacji nastawiony jest były perkusista zespołu - Dave Lombardo: Można by to łatwo naprawić. Nigdy nie prosiłem o nic więcej, niż bycie traktowanym jednakowo. Na pewno popełniłem różne błędy, ale nigdy moją intencją nie było odejście. Kto doprowadził ten zespół do świetności? To, co tam się teraz dzieje mnie obrzydza. Jeff nie chciałby, żeby do tego doszło - podobnie jak ja [źródło: terazrock.pl]. Z kolei Tom Araya zapowiada nową płytę jako hołd złożony Jeffowi, którego na koncertach zastępuje Gary Holt (gitarzysta formacji Exodus, a od 2011 roku również muzyk Slayera). Fani są podzieleni...

Slayer
Slayer (źródło: slayer.net)

Reaktywacja Led Zeppelin
Nie mam żadnych sensacyjnych wiadomości, zespół po śmierci perkusisty Johna Bohnama w 1980 roku zawiesił działalność. I tylko raz ją wznowił. Było to w roku 2007, kiedy Led Zeppelin dali jeden jedyny koncert w londyńskiej O2 Arena. Wtedy w rolę pałkera wcielił się syn Johna - Jason***. I choć muzycy podkreślali, że tamten występ był wyjątkiem, to niejednokrotnie w prasie pojawiały się wzmianki o możliwym wznowieniu działalności zespołu. Podobno nawet swego czasu artyści pracowali nad nowym materiałem (Jason Bohnam, Jimmy Page, John Paul Jones), jednak szansę ponownego występowania na jednej scenie przekreśliła postawa Roberta Planta, który stanowczo wykluczył taką opcję: Trasa byłaby absolutną menażerią interesów i esencją wszystkiego, co gówniane w rozsławionym stadionowym rocku. Jesteśmy otoczeni cyrkiem ludzi, którzy chcą mieć nasze płomienne dusze. Nie jestem częścią szafy grającej! [źródło: rollingstone.com]
Czy faktycznie reaktywacja legendy rocka byłaby jedynie menażerią interesów?

*Sam powoduję kontrowersje. Dobra, niech będzie, że jest to płyta prezentująca nowoczesne brzmienie metalowe...
**...oraz kilku innych mniej znanych.
*** Zapis koncertu pt. "Celebration Day" [CD/BluRay] ukazał się w 2012 roku.