Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thrash metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thrash metal. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 sierpnia 2017

Dead Cross – Dead Cross (2017) - recenzja płyty

Premiera płyty: 4 sierpnia 2017
gatunek: thrash/metal/punk/hardcore

Mike Patton (Faith No More i mnóstwo innych) oraz Dave Lombardo (perkusista znany ze Slayera) ponownie spotykają się w jednym zespole. Po kolaboracji w Fantomasie teraz w nieco bardziej piosenkowej konwencji. Kto zna wspomnianą grupę muzyczną inspirowaną serią komiksów o słynnym fikcyjnym przestępcy Fantomasie, ten wie że były to albumy konceptualne – poza „Director`s Cut” stanowiące ilustracje do komiksów i szalone szarże stylistyczne. Dla zwykłego śmiertelnika nie do przejścia.

Dead Cross - Dead Cross
Dead Cross - Dead Cross (2017)


A Dead Cross jest projektem, w którym Patton śpiewa zamiast jęczeć/pluć/chrząkać do mikrofonu. Gdybym miał wskazać podobieństwo do innych przedsięwzięć, w jakich brał udział – podałbym The Dillinger Escape Plan i EP-ke z 2002 roku „Irony Is A Dead Scene”. Mike lubi się po prostu wyżyć i poeksperymentować wokalnie.

Płyta faktycznie brzmi jak skrzyżowanie ostrego łupania spod znaku Slayera z mrocznymi, porąbanymi klimatami Fantomasa. 28 minut konkretnego ciupania. Patton nie oszczędza się tu ani trochę. Oprócz premierowych kawałków Dead Cross prezentuje cover „Bela Lugosi`s Dead” zespołu Bauhaus. Można to zrobić mroczniej niż w pierwowzorze? Najspokojniejszy numer na płycie.

Szybkość i wściekłość to bardzo adekwatne określenia do zawartości „Dead Cross”. W takich kawałkach jak „Grave Slave” trudno się nie zakochać od pierwszego razu. Agresywny album, co nie znaczy zróżnicowany. Gitarowo jest to poezja – Mike Crain włożył tu swoje zręczne palce. Na basie udziela się Justin Pearson, a całość produkcyjnie ogarnął Ross Robinson. Debiutancki krążek został wydany w wytwórni Pattona Ipepac Recordings. Patton & Lombardo = sukces.

...


czwartek, 10 września 2015

Slayer - Repentless (2015) - recenzja płyty

Albumów Slayera nie należy słuchać w samochodzie, bo można spowodować niezła kraksę. Albumów Slayera nie powinno się puszczać ukochanej, no chyba że takiej naszpikowanej kolczykami i tatuażami. Wreszcie albumów Slayera nie wypada się oceniać, bo Slayer to nie muzyka, tylko religia. Kropka.

Nie będzie to typowa recenzja płyty, bo do Slayera nie należy tak podchodzić. Ten tekst jest tylko zachętą dla fanów, bo pozostali i tak nie ogarną... Thrash metal znaczy szybko i do przodu. Na "Repentless" tak właśnie jest. 

Slayer - Repentless
Okładka płyty Slayer - Repentless (2015)

Dobre riffy, agresywny śpiew i dynamiczna sekcja rytmiczna niosą nas przez cały album. Od początku do końca jest podobnie, czyli ostro, bez brania jeńców. Płytę napisali Kerry King i Paul Bostaph. Partie perkusyjne brzmią tak doskonale, że już chyba nikt nie pamięta, że kiedyś w Slayerze bębnił niejaki Dave Lombardo. A jak są takie osoby, to na pewno entuzjastycznie przyjmą wyczyny obecnego pałkera. Tu należy zwrócić uwagę na numer "Chasing Death", gdzie Paul naprawdę popracował na bębnach. Mało? "When the stillness comes" - mroczny i powolny jak czołg rozjeżdżający wszystko, co napotka na drodze. Chętnie będę niego wracał. W kółko!

Świetnie do kapeli wprowadził się Gary Holt, który zastąpił nieodżałowanego Jeffa Hannemana. Mnogość riffów koi uszy słuchacza. Obie gitary współpracują ze sobą wzorcowo, choć gdzieś w powietrzu unosi się duch zmarłego gitarzysty.

Szybki rzut oka na moje statystyki: najczęściej słuchanymi numerami są "Season in the Abyss" oraz "South of Heaven". Nie jest to może specjalnie oryginalne, ale ujawnia tendencję słuchacza. Klasyczne numery wchodzą najmocniej. Czy na nowym albumie są kawałki o takim potencjale? Na pewno. Weźmy taki "Cast the First Stone" - niczego mu nie brakuje, żeby skraść moje serce. Ma w sobie epickie intro zwiastujące zagładę. Potem już standardowo: riff, refren, przejście i oczywiście solówka gitarowa. Stary dobry thrash.
Bardzo lubię motoryczny i prosty "Implode". Ten utwór od razu utwierdził mnie w przekonaniu, że album "Repentless" był potrzebny. Nie tylko po to aby poskakać i potrzepać głową, ale również by przekonać wszystkich, że rozwiązanie grupy byłoby głupim pomysłem. Slayer jest nieśmiertelny.

Lista utworów:
1. "Delusions of Saviour" 
2. "Repentless"
3. "Take Control" 
4. "Vices" 
5. "Cast the First Stone" 
6. "When the Stillness Comes" 
7. "Chasing Death" 
8. "Implode" 
9. "Piano Wire" 
10. "Atrocity Vendor"
11. "You Against You"
12.  "Pride in Prejudice"

sobota, 15 listopada 2014

Machine Head - Bloodstone & Diamonds (2014) - recenzja płyty

Lider Machine Head mówiąc o nowej płycie odnosił się do tytułu - wskazując, że krwawnik i diament to dwa najtwardsze materiały na ziemi. Pierwszy z nich w wielu kulturach wykorzystywany był jako amulet oraz symbol sprawiedliwości, natomiast drugi - mocny, o charakterystycznym kształcie - pojawia w logo zespołu, które dwadzieścia dwa lata temu naszkicował Robert Flynn. Czy "Bloodstone & Diamonds" jest albumem epickim, jak sugeruje wokalista?  Sprawdźmy.

Ósmy album Machine Head powstał bez udziału basisty Adama Duce`a, którego zastąpił w ubiegłym roku Jared MacEachern. Na płycie znajduje się dwanaście kompozycji, w tym jeden utwór instrumentalny - "Imaginal Cells" z kolażem słownym zaczerpniętym z audiobooka "Spontaneous Evolution" (autor: Bruce Lipton). Produkcją zajął się nie pierwszy już raz Juan Urteaga. 

Machine Head - Bloodstone & Diamonds
Machine Head - Bloodstone & Diamonds
Płyta rozpoczyna się dwiema torpedami: "Now We Die" (świetne thrashowe solo i praca sekcji rytmicznej) oraz "Killer & Kings"- klasyczne łojenie znakomicie wpisujące się na listę najlepszych numerów Machine Head. Jednym z moich faworytów jest "Nights Of Long Knives" atakujący słuchacza z metalową furią. O pewnej epickości materiału świadczy kilka momentów: smyczki we wstępie do pierwszego kawałka oraz "Sail Into The Black" rozpoczynające się spokojnie z akustyczną gitarą i słyszalnym pianinem oraz solówką podkreślająco patos numeru. W "Eyes Of The Dead" Flynn próbuje momentami śpiewać, chwilowo robi się nawet przyjemnie, ale thrash metalowe tempo i szybka gitarowa solówka (klasyka błyskawicznego dociskania strun do gryfu!) nie pozwalają nikomu zapomnieć, gdzie tkwią korzenie tego zespołu. Ten i praktycznie każdy kawałek na płycie stanowi też dowód na to, że Machine Head nie pozwala, by słuchacz się nudził (przejścia, motywy, zmiany tempa). "Beneath The Silt" mógłby spokojnie wyjść spod ręki muzyków zespołu Down - soczysty riff sludge metalowy, specyficzny sposób śpiewania sprawiają, że możemy zanurzyć się w mule rzeki Missisipi. Co jeszcze? "In Comes The Flood" z chórem śpiewającym "America, America" i rewelacyjnym riffem podbitym basem Jareda. Robert Flynn wpada w swój charakterystyczny nieco patetyczny sposób śpiewania, który jednak równoważy agresywnym krzykiem (żeby nie było za miło). Jeszcze to solo i smyki. Przebojowy "Game Over" rozkręci niejeden młyn pod sceną. Miód na serce zwolenników solidnego uderzenia. Wspomniałem o "Take Me Through The Fire"? W ogóle nie ma tu słabych, ani nawet średnich kompozycji. Jest po prostu dzieło! W tym ciężkim graniu jest tyle smaczków, że wiele kapel może tylko pozazdrościć. Co tu dużo pisać, trzeba posłuchać.

Kilka tygodni temu miałem przeczucie, że nowe Machine Head będzie wydarzeniem. Nie myliłem się. Kwartet z Oakland bez większych problemów kupił mnie po raz setny. "Bloodstone & Diamonds" to mocna i inteligentna płyta, która się nie nudzi i można ją spokojnie nazwać jedną z najlepszych w dorobku grupy.


Lista utworów:
1. „Now We Die”                                                                
2. „Killers & Kings”                                                                             
3. „Ghosts Will Haunt My Bones”                                                                               
4. „Night of Long Knives”                                                               
5. „Sail into the Black”                                                                      
6. „Eyes of the Dead”                                                                      
7. „Beneath the Silt”                                                                        
8. „In Comes the Flood”                                                                 
9. „Damage Inside”                                                                           
10. „Game Over”                                                                  
11. „Imaginal Cells” (instrumental)                                                                              
12. „Take Me Through the Fire”
 

środa, 15 października 2014

Acid Drinkers - 30 kawałków, które musisz znać!



Acid Drinkers
fot. Kobaru/materiały prasowe
Acid Drinkers wydali niedawno kolejną płytę, wypada więc przy tej okazji poświęcić kilka słów na temat poprzednich dokonań zespołom. Ten przewodnik po dyskografii pisany jest z perspektywy osoby, która dwanaście lat interesuje się twórczością kwasożłopów. Wybór był rzeczą niełatwą i musiałem ograniczyć się do 30 utworów, a przecież świetnych nagrań jest dużo więcej.
Kolejność utworów związana jest z kolejnością ich występowania na płytach. Zaczynam zatem od debiutu. Oto moja playlista:

1. I Fuck The Violence and I'm Sure I'm Right ["Are You a Rebel?"]
Na początek coś z debiutanckiego albumu, na którym było szybko i thrash metalowo. Dodatkowo można usłyszeć Litzę (gitara i wokal wspierający). Już na początku acidzi pokazywali, że mają smykałkę do świetnych refrenów.

2. Seek and Destroy ["Strip Tease"]
Jeśli już Acid Drinkers biorą się za cudze utwory, zawsze odciskają na nich swoje piętno. Tym razem szybki, mocny numer Metalliki zagrany został akustycznie... Ciekawostką jest to, że zespół wokalnie wspiera " Seek and Destroy" Edyta Bartosiewicz.

3. Pizza Driver ["Vile Vicious Vision"]
Jak dla jest to pierwszy wielki numer zespołu i zarazem początek ich drogi ku szerszej publice. Koncertowy kiler z galopującym solo (niektórzy doszukują się wpływów Thin Lizzy) i genialnym riffem, trudno pomylić z jakimkolwiek innym kawałkiem.

4. Another Brick In The Wall ["Fishdick"]
Czy ta legendarna kompozycja Pink Floyd doczekała się w Polsce lepszej przeróbki? Szczerze wątpię.  Pamiętam z czasach studiów i zapijania sesji egzaminacyjnej, że często trafiałem w rockowych pubach właśnie na powyższy utwór. Rozpędzone refreny miażdżą!

5. Balada ["Fishdick"]
Wyobraźcie sobie, że "Balada" jest odrzutem z sesji zespołu Flapjack, a przecież brzmi naprawdę zacnie. Gościnnie udziela się tu niejaka Patrycja Kosiarkiewicz (jak ktoś nie kojarzy - związana głównie z nurtem muzyki pop).

6. Slow And Stoned - Method Of Yonash ["Infernal Connection"]
"Infernal Connection" to jeden z pierwszych kultowych albumów zespołu. Zespół gra mocno, gra dobrze, a produkcja Litzy oraz miksy Adama Toczko i Tomasza Bonarowskiego to światowy poziom realizacji dźwięku.  "Slow And Stoned (Method Of Yonash") z gościnnym udziałem rapera Karramby atakuje bębnami, a potem jest stonerowy riff i lekko patetyczny nastrój utworu.

7. Drug Dealer ["Infernal Connection"]
Lekko progresywny numer z mocniejszymi refrenami . Ślimak udowadnia tu, że potrafi nie tylko łoić, ale też zagrać fajną wstawkę perkusyjną.

8. Infernal Connection ["Infernal Connection"]
Tytułowy numer ze skandowanym "infernal connection" - jeden z moich ulubionych. Co tu dużo mówić, kwintesencja albumu. Rozpoczyna się spokojnie, leniwie, ale od pierwszych nut wiemy, że będzie mocne pierdolnięcie. Bardzo wyraźne zaznaczone bębny Ślimaka dodatkowo podkręcają potęgę utworu. Natomiast ostatnie minuty puszczone od tyłu świadczą o przewrotności, bo kiedy nastawiamy się na coś, zespół czyni rzecz wręcz odwrotną.

9. Two Be One ["The State Of Mind Report"]
Świetne otwarcie albumu z mocno hardcore`owym sznytem. Taki kawałek mogliby nagrać kolesie z Biohazard albo Agnostic Front. Jest moc, kopniak z wpadającymi w ucho chórkami.

10. Solid Rock ["The State Of Mind Report"]
Bardzo ciekawa kompozycja - zespół zaprezentował w niej konkretny riff, solówkę, zmiany tempa i przejścia (na bogato).

11. United Suicide Legion ["The State Of Mind Report"]
Spokojniejsze zwrotki, mocniejsze refreny (skandowany tytuł zapadający w pamięć) i przeszywające gitarowe solo. Trudno znaleźć lepszą reklamę albumu "The State Of Mind Report".

12. Solid Rock II ["The State Of Mind Report"]
Sepultura i Soulfly w jednym kawałku. Plemienne granie a w chórkach m.in. Tomasz Budzyński i Dariusz Malejonek.

13. High Proof Cosmic Milk ["High Proof Cosmic Milk"]
Ten album i ten utwór pokazują, że w tamtym czasie Acid Drinkers znajdowało się pod wpływem Sepultury. Jednak nie można tu mówić o kopiowaniu, a raczej o twórczej inspiracji.

14. Proud Mary ["High Proof Cosmic Milk"]
Creedence Clearwater Revival spotyka Sepulturę - tyle mogę powiedzieć o tym hiciorze. "Proud mary" stanowi kolejna próbę zaistnienia w szerszej społeczności fanów muzyki rockowej.  Próbę zdecydowanie udaną. "High Proof Cosmic Milk" to ostatnia płyta z Litzą.

15. Cops Broke My Bear ["Amazing Atomic Activity"]
Po prostu fajny utwór w średnim tempie z przyzwoitym refrenem. Na tyle fajny, że znalazł się w zestawieniu. W roli drugiego gitarzysty występuje na płycie Perła.

16. My Pich ["Amazing Atomic Activity"]
Pisałem w recenzji nowej płyty, że w " God Hampered His Life" słychać echa Killing Joke*. Tu jest bardzo podobnie zwłaszcza w zwrotkach. Jednak poza specyficznymi wokalami sporo dzieje się też w warstwie muzycznej.

17. Home Submarine ["Amazing Atomic Activity"]
Warto posłuchać chociażby ze względu na linię basu Titusa. Inne przesłanki też są dobre.

18. Calista ["Broken Head"]
Charakterystyczny riff, charakterystyczny śpiew Titusa. Takich kompozycji można wyszukać więcej w dyskografii zespołu, jednak na płycie "Broken Head" nic tak nie przykuwa mojej uwagi jak "Calista".

19. Youth ["Broken Head"]
Drugi kawałek, który należy wyróżnić. Wpada w ucho, warto posłuchać.

20. Desease Foundation ["Acidofilia"]
Wejście tego numeru jest zabójcze. Numer od początku kopie tyłek i tak zostaje już do końca.

21. Stick Around ["Acidofilia"]
Miałem problem z wybraniem spośród kilku pozycji na płycie, ostatecznie zdecydowałem się na "Stick Around". Czemu? Ze względu na wokal, tzw. linia melodyczna urzeka mnie jak cholera (tak dla jasności - chodzi o zwrotki).

22. Dammed Diamond ["Acidofilia"]
Riff powala. I dlatego wybrałem też ten kawałek.

23. Acidofilia ["Acidofilia"]
W 2012 roku nie było mnie stać na tę płytę. Chodziłem do sklepów muzycznych i słuchałem w kółko. Tytułowy utwór uznaję za przełomowy - od niego stałem się acidofilem!
P.s.
Monumentalna, powolna "Acidofilia" może rozsadzić membrany w głośnikach, dlatego zalecam słuchać ostrożnie.

24. The Ball And The Line ["Rock Is Not Enough"]
Ledwo skład wzmocnił Tomasz "Lipa" Lipnicki i już słychać wpływ Illusion (gitara i śpiew Lipy). Utwór "The Ball And The Line" mógłby spokojnie wylądować na jakiejś płycie macierzystej formacji Tomka (podobnie jak "Stray Bullets").

25. Swallow The Needle ["Verses Of Steel"]
Porcja dobrego thrashu na bardzo wysokim poziomie. W wielu recenzjach i omówieniach powraca określenie - udane połączenie starej szkoły i świeżych brzmień (między thrashem a nu metalem). Coś w tym jest.

26. We Died Before We Start To Live ["Verses Of Steel"]
Przypomina czasy "High Proof Cosmic Milk". Gitarowo sporo się tu dzieje. Sprawdźcie koniecznie.

27. Blues Beatdown ["Verses Of Steel"]
Swego czasu mój ulubiony kawałek AD. "Blues Beatdown" świadczy o ogromnym potencjale kompozytorskim nieodżałowanego Aleksandra "Olassa" Mendyka, który na albumie wspierał zespół śpiewając  i grając na gitarze.

28. Love Shack ["Fishdick Zwei"]
Ktoś powie - po co tyle coverów? Otóż po to, by pokazać jak acidzi potrafią z dystansem i żartem podejść do szlagierów muzyki. "Love Shack" było kolejnym działaniem mającym na celu promocję marki AD, a że przy okazji wyszedł ciekawy teledysk, to chyba nikt nie ma do grupy żalu o ten komercyjny wyskok.

29. Don`t Drink Evil Things ["25 Cents For A Riff"]
Udana płyta i bardzo dobry kawałek promujący. Nawiązanie do najlepszych kompozycji z przeszłości.

30. 25 Cents For A Riff ["25 Cents For A Riff"]
Wow! - pomyślałem - Acid Drinkers mają nadal patent na wymyślanie świeżych riffów, są mistrzami w nagrywaniu konkretnych numerów, gdzie wszystko się zgadza. I oby tak zostało!

Dodatkowo polecam: Hate Unlimited, Konsument.
A jakie są wasze ulubione kawałki Acid Drinkers? Piszcie.

* Niektórzy twierdzą, że nie Killing Joke a Motorhead.

sobota, 11 października 2014

Acid Drinkers - 25 Cents For A Riff (2014) - recenzja płyty

Płyty kwasożłopów dzielą się według mnie na 3 grupy: te jajcarskie ("Fishdick" i "Fishdick Zwei"), ostre (np. "La Parte Du Diable") i te zjawiskowe/moje ulubione (np. "High Proof Cosmic Milk", "Acidofilia", "The State Of Mind Report", "Infernal Connection" albo "Verses Of Steel"). Najnowszy album zalicza się raczej do tej ostatniej grupy. Skąd takie wnioski?

Acid Drinkers - 25 Cents For A Riff
Przede wszystkim na "25 Cents for a Riff" otrzymujemy dość zróżnicowany zestaw utworów. Wśród inspiracji pojawia się:  Motörhead (co nie jest niczym nowym), pustynne brzmienie (stonerowe riffy w "Me", "Madman`s Joint" albo "Chewed Alive"), wpływy thrash metalu oraz grupy Killing Joke (w "God Hampered His Life" wokal brzmi podobnie jak Jaz Coleman). Z kolei utwór, który promuje płytę "Don`t Drink Evil Things" nawiązuje do niektórych kompozycji z "Acidofilii". Dorzućmy do tego świetną partię basu Titusa w numerze otwierającym, soczyste riffy Popcorna oraz Jankiela, a także charakterystyczne brzmienie garów Ślimaka i kolejne fajne momenty na albumie można wymieniać przez dłuższą chwilę. A zakończeniem dzieła jest klasyczna ballada "My Soul's Among The Lions" z akustyczną gitarą.

Album "25 Cents for a Riff" jest interesujący, jak zwykle dobrze nagrany i wyprodukowany, ale w przypadku Acid Drinkers to od lat norma. Kompozycje nie nużą po pierwszym przesłuchaniu, a okładka autorstwa Jerzego Kurczaka jest świetna (jedna z najlepszych w historii zespołu). Ta płyta to dynamit, ta płyta prędko się nie znudzi. Po dwudziestu pięciu latach grania, szesnastu nagranych płytach*, należy śmiało powiedzieć, że ich muzyka jest zdecydowanie więcej warta, niż 25 centów za riff.

Lista utworów:
1. „25 Cents For a Riff”
2. „Me”
3. „God Hampered His Life”
4. „Don't Drink Evil Things”
5. „Chewed Alive”
6. „Not By Its Cover”
7. „Demise”
8.  „Riot In Eden”
9.  „The Noose”
10. „Madman's Joint”
11. „Enjoy Your Death”
12. „My Soul's Among The Lions”
* 14 płyt studyjnych, 2 albumy z coverami.