Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łąki łan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą łąki łan. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 grudnia 2016

Najlepsze polskie płyty 2016 roku

Pierwszy rzut oka na moje zestawienie i już wiadomo, że w tym roku będzie lżej. Tak się złożyło. Nie przypadła mi do gustu nowa płyta Acid Drinkers (solidna łupanka). Wybrałem płyty głównie z nurtu muzyki alternatywnej. Zupełnie mniej rockowych rzeczy, ale szczyt zestawienia okupuje świetna gitarowa rzecz. Zabieram Was w podróż po polskich brzmieniach roku 2016. Tylko z czystej formalności dodam - to jest mój subiektywny ranking. Nie jestem wyrocznią. Nie recenzuję EP-ek, kompilacji, płyt koncertowych oraz składanek. Podsyłam/sugeruję/akcentuję rzeczy według mnie godne uwagi.

11. OSTR - Życie po śmierci
Stawkę otwiera OSTR ze swoim najnowszym albumem, który jest zbiorem bardzo osobistych doświadczeń związanych z przebytą przez artystę chorobą. Mocno emocjonalny charakter tekstów koresponduje z dozą dystansu, jakiego raper nabrał do wielu spraw. Nie jestem wielkim fanem tego gatunku (być może zbyt mało słucham muzyki z tych klimatów), ale zawsze chętnie sięgam po nowe krążki OSTR-a.  Od strony muzycznej da się zaobserwować coraz większy wpływ elektronicznych brzmień na podkłady poszczególnych kawałków.

Data premiery: 26 lutego 2016



10. Big Cyc - Czarne Słońce Narodu
Dawno, dawno temu... Wiele lat temu słuchałem Big Cyca. No i zespół wrócił do łask, głównie za sprawą płyty "Czarne Słońce Narodu". Albumu chwytliwy, publicystyczny i jak większość twórczości tej grupy mocno prześmiewczy. Nie wybrałem tej płyty ze względu na przekaz. Ona po prostu trafia, stanowi solidną pozycję w zestawieniu.  Numer "Antoni wzywa do broni" miażdży! Big Cyc jest jednym z tych zespołów, które potrafią napędzać się ważnymi wydarzeniami politycznymi. Taka woda na młyn ich twórczości. A muzycznie? Jest to wciąż melodyjny punk rock/rock.

Data premiery: 13 maja 2016



9. Brodka - Clashes
To nie jest gitarowa muzyka, to jest elektroniczne granie. Brodkę polubiłem dzięki wydanemu w 2010 roku albumowi "Granda" i tamtej pory mocno jej kibicuję. To jest przykład tego, że można zerwać z mainstreamowym wizerunkiem i ckliwymi numerami na rzecz alternatywnego grania. Przemyślana, konceptualna płyta jednak w przeciwieństwie do poprzedniej płyty nie przynosi lekkich folkowych  kompozycji. W elektronicznych numerach pojawia się więcej przestrzeni, psychodeli. To jest dojrzały album, efekt wieloletnich poszukiwań.

Data premiery: 13 maja 2016



8. Kaliber 44 - Ułamek tarcia
Jedna z najbardziej wyczekiwanych płyt 2016 roku była dla mnie lekkim rozczarowaniem. W porównaniu do poprzednich płyt wypada... inaczej. To jest nowy Kaliber, to są spore zmiany. Joka i Abradab przez te lata nabrali dystansu do muzyki. Mniej się podpalają. I choć podkłady oraz teksty są na dobrym poziomie, trudno znaleźć numery, które rzuciłyby mnie na kolana. Jest dobry, równy poziom. Materiał płynie. I to mi wystarcza, by umieścić tę płytę w zestawieniu. 

Data premiery: 12 lutego 2016



7. Łąki Łan - Syntonia
Jakiż ja miałem kłopot z tym albumem. Początkowo go totalnie odrzuciłem. Zespół odpłynął od swoich funkowo-rockowych korzeni. Na "Syntoni" jest więcej electro niż w całej dotychczasowej twórczości zakręconych artystów z Łąki Łan. Ale ma to swój urok. Zwłaszcza jak się posłucha "Pola Ar" oraz "Bombaju". Zastanawia mnie tylko, czemu Paprodziad będąc tak oryginalnym tekściarzem rzuca się czasami na numery po angielsku. Może po prostu te częstsze wizyty w telewizjach śniadaniowych i mniej gitarowe granie świadczą o coraz mocniejszych aspiracjach zespołu do wejścia w główny nurt muzyki. A może się mylę.

Data premiery: 18 listopada 2016

6. Kult - Wstyd
Najlepsza płyta Kazika Staszewska od kilkunastu lat. W zasadzie poprzedni album Kultu tak bardzo mnie zirytował, że przestałem ich słuchać. "Wstyd" nie od początku mi odpowiadał, ale najwięcej dobrego czyni tu numer tytuły, który jest genialny (widzieliście wideo w technice 360°?). 52 minut porządnego grania to też spokojniejsze kompozycje ("Cisza nocna" oczarowuje) i  solidny "Madryt". Tak trzymać drodzy panowie!

Data premiery: 14 kwietnia 2016





5. Luxtorpeda - Mywawynas
Zrobiła się niezła produkcja w tej Luxtorpedzie - 4 płyty w 5 lat. Na szczęście jeszcze magia zespołu nie uleciała. Jest nawet wyraźny wskaźnik wzrostu kreatywności: punk rock z "Siódme" czy skandowane "Mywaswynas". Oczywiście nie zabrakło hymnów ("Jak Husaria"). Porządna płyta. Kolejny raz! Oby tak dalej.

Data premiery: 1 kwietnia 2016







4. Łona & Webber - Nawiasem mówiąc
Dla wielu osób będzie to album roku. Taki gadany rap, opowiadane historie, intrygujące podkłady. Już sam początek płyty to miazga w postaci luźnego numeru "Hałas!", który powoduje, że trudno się oderwać. No właśnie - bity, podkłady, dźwięki. Sączą się z głośników i jest to drugie równie ważne 50% poza tekstami. Ulubiony numer to dla mnie "Błąd" - mógłbym słuchać w kółko! Najlepszy stricte hip-hopowy album 2016 roku? Fani Taco Hemingwaya teraz wyłączają stronę mojego bloga. Hehe.

Data premiery: 22 kwietnia 2016



3. Fisz Emade Tworzywo - Drony
Czego początkowo nie dostrzegłem w poprzednim albumie od razu dotarło do mnie podczas słuchania "Dronów". Muzyka elektroniczna z leniwymi wokalami oraz rapem zostawionym gdzieś w tyle. Tak, to jest muzyka alternatywna. "Biegnij dalej sam" jest jedną z najlepszych piosenek 2016 roku. Wpada w uchu, uzależnia. Funkowe "Telefon" oraz "Parasol" i już nie mogę usiedzieć w miejscu. Bracia Waglewscy drugi raz z rzędu wyrwali mnie z sandałków. Lubię to!

Data premiery: 21 października 2016




2. Krzysztof Zalewski - Złoto
Obiecałem sobie, że nie popełnię drugi raz tego samego błędu - nie ominę płyty Krzysztofa Zalewskiego. Jak postanowiłem - tak uczyniłem. Śledziłem cierpliwie aktualności i pewnego dnia bach! Jest! Drugi album Zalewskiego. Dobry tekściarz, romantyk, osobowość. Dzięki temu alternatywno-rockowo-elektronicznym brzmieniom znalazł właściwą muzyczną przystań. "Miłość miłość" oraz "Luka" to apogeum możliwości kompozycyjnych Krzyśka. Takie perły. Pokochałem też "Głowę" z krzykliwymi wokalizami. Nuda to przy tej płycie najbardziej adekwatne słowo. 

Data premiery: 18 listopada 2016


1. Organek - Czarna Madonna
Organek numerem jeden! Ktoś miał wątpliwości? Po entuzjastycznej recenzji jaką popełniłem tuż po premierze mogę tylko dodać, że "Czarna Madonna" trafiła w moje uszy i serce błyskawicznie. I pozostanie tam na zawsze! 
Data premiery: 4 listopada 2016









Rok 2016 obfitował w dobre polskie albumy. Kilka rzeczy miałem wrzucić do rankingu, ale ostatecznie zrezygnowałem. I warto dodać, że jest to bardzo komfortowa sytuacja dla słuchacza, że można przebierać w propozycjach i mieć kłopoty bogactwa.

Jak co roku proszę - wpiszcie swój top w komentarzach. Strzałeczka!


piątek, 22 listopada 2013

Łąki Łan - relacja z koncertu (Lizard King, Kraków 21.11.2013)

Podczas pisania tej relacji biję się w pierś, bo przez lata nie przepadałem za zespołem Łąki Łan i dopiero album "Armanda" przełamał moje negatywne nastawienie. Idąc na koncert do krakowskiego klubu Lizard King nie wiedziałem czego się spodziewać muzycznie. Byłem jedynie pewien, że będzie sporo szaleństwa (przebrań, świecących okularów, maskotek na scenie i łąkowego nastroju).

Łąki Łan
fot. Łąki Łan [materiały promocyjne zespołu]

Pod klubem pojawiliśmy się po 20, żeby ominąć support (nie wiem jak zagrali i czy w ogóle - nieważne - nie chcieliśmy sobie psuć klimatu przystawkami). Przed wejściem ustawiła się spora kolejka ludzi. Jednak nie czekaliśmy zbyt długo i weszliśmy do środka, ale w szatni zabrakło dla nas miejsca... Na szczęście mieliśmy bilety. Lokal pękał w szwach. Okazało się też, że pod sceną i na schodach nie ma gdzie stanąć. Z trudem wcisnęliśmy się na balkon, pełni obaw że akustyka może okazać się niezbyt satysfakcjonująca. I zaczęło się oczekiwanie - czyli najlepszy moment przed koncertem, kiedy napięcie rośnie niczym dorodne grzyby po solidnym deszczu.

Łąki Łan w Krakowie
fot. SH - Łąki Łan
 O godzinie 20.15 pięciu muzyków w charakterystycznych przebraniach wkroczyło na scenę. Publika oszalała. Artyści rozpoczęli dynamicznym elektronicznym kawałkiem i za chwilę do składu dołączył Paprodziad w przebraniu biskupa traw (jak on potrafi rozkręcić imprezę!). Tak, proszę szanownych czytelników, ten tekst nie może się obyć bez metafor i porównań rodem z poetyki flory i fauny.
  
Gdy zagrali "Lovelock" publiczność wpadła w ekstazę. Zabawa pod sceną, zabawa przy barze, zabawa na schodach, tańce na balkonach. A muzycy tylko podkręcali atmosferę coraz ciekawszymi zachowaniami (rozdawali balony, zimne ognie i  chryzantemy publice). Ludzie noszeni na rękach, skakanie ze sceny, kolorowe przebrania to tylko wybrane elementy ludycznych obyczajów, jakie sprytny obserwator balkonowy (czyli ja) mógł dostrzec z góry.

Niesiony muzyką funk, elektroniką i elementami disco całkowicie poddałem się tej wspaniałej wibracji. Łąki Łan zaprezentowali to, co mają najlepszego: "Galeon" "Bzyk" z wplecionym pod koniec motywem Fatboy Slim, zagrane mocniej niż na płycie"Dziadarap". Nie mogło zabraknąć też "Big Baton", nastrojowego utworu "Armanda" oraz "Łan Pała" i "Selawi" a na bis oczywiście "Jammin`". Dwie godziny znakomitej zabawy, wypełnionej szaleństwem i świetnie zagraną muzyką. Super akustyka! Na balkonie słychać było każdy niuans.


Łąki Łan w Lizard Kingu to jeden z najlepszych koncertów, jakie widziałem w życiu. 1000% energetycznego naładowania!

Łąki Łan w Krakowie
fot. SH


Pośród łanów traw na kamieniu czai się 6 istot: POŃ KOLNY, BONK, MEGA, PAPRODZIAD,  ZAJĄC COKICTOKLOC i JEŻUS MARIAN. Łąka zaczyna falować, kolorowe kwiaty wychylają swe łodygi ku słońcu, by napełnić się energią niezbędną do wzrostu. Tak w przyrodzie dokonuje się cud istnienia...

piątek, 13 września 2013

Nekro Gruba Mama na Łące...

Wybieramy się na sajko, czyli koncert Nekromantix - ziomków z Danii, którzy grają tzw. psychobilly (upraszczając: mieszanka punk rocka z ironią, grozą, horrorem i wszelkimi zombie (tak tak, był kiedyś taki zombiaczy projekt co się zwał bez kultury). Zamiast gitary basowej muzycy używają kontrabasu, co sprawa że brzmienie jest o wiele ciekawsze (dudniące? głębsze?). Ich płyty w Polsce są słabo dostępne i przede wszystkim drogie. Uzbieranie całej dyskografii na nie pewno do łatwych nie należy.

Matka Ziemia wydała na swe polskie łono dwa kosmiczne zespoły. Przy tej okazji polecam imprezowo-funkowo-elektroniczne albumy:

1. Big Fat Mama - Music for your Grandma [2013]
Debiut fonograficzny. Funkadelic maczał w tym palce. Jednak tym, którzy mieli okazję być na koncertach ekipy ze Szczecina, zapewne rzuciło się w ucho, iż kawałki w miksie zyskały nowe elementy (gdzieś tam jakaś elektronika, chórek, sekcja dęta itd.). Cieszy fakt wydania spójnego, dobrze wyprodukowanego albumu. Początek w postaci "One" rzuca na kolana i tak już zostaje.


2. Łąki Łan - Armanda [2012]
Trzeci album w dyskografii. Bardziej elektroniczny klimat niż Gruba Mama, taki polski Daft Punk. Teksty abstrakcyjne, muzyka bujająca. Takimi hiciorami jak: "Jammin`" czy "Łan Pała" można rozkręcić niejedno "emeryten party".

Spróbujecie?