Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alice in chains. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alice in chains. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Najlepsze albumy 2018 roku

To był najgorszy rok w muzyce od lat. Nie mogłem przez długi czas zmobilizować się do napisania podsumowania. Trochę poszedłem na łatwiznę i oparłem zestawienie na płytach, które gdzieś zaznaczyły się w mojej świadomości w 2018 roku. Brakuje tu debiutów i młodych kapel. Nie do końca przekonują mnie zachwyty na zeppelinową Gretą Van Fleet, czyli kreowanym przez media rockowym odkryciem ostatnich miesięcy. Mimo wszystko strasznie to wtórne...

W poniższym skromnym rankingu umieściłem albumy, które są po prostu porządne i nie można się do nich doczepić. Zapewne za jakiś czas odkryję, że pominąłem coś ważnego. Dlatego jak zwykle proszę o wyrozumiałość. To jest subiektywne zestawienie (pod mój gust muzyczny oraz aktualne fascynacje i zainteresowania). Częstokroć nie dostrzegam dobrych albumów, by je w swoim czasie odkryć i pokochać. Mimo wszystko mam nadzieję, że komuś poniższy ranking przypadnie do gustu.


ZAGRANICZNE [aktualizacja 10.02.2019]

Cypress Hill - Elephants on Acid
8. Cypress Hill - Elephants on Acid

Zaskakująca płyta - mroczna, dziwna, niepokojąca. W recenzji napisałem: nowy album Cypress Hill jest trochę takim Parnassusem rapu. Odrobinę intrygujący i wciągający jak nie powiem co, ale też trochę nieodgadniony. Klimat przemocarny. Może za kilkanaście lat zostanie okrzyknięty opus magnum. Zdanie podtrzymuję. Choć na płycie jest zbyt dużo instrumentalnych numerów, to całość się broni. Kto może sobie pozwolić nagrać tak odważną i niekomercyjną płytę rapowa w świecie, w którym rządzi dziwny koszmarek zwany "trapem"? Cypress Hill!
Data premiery: 28 września 2018 







A Perfect Circle - Eat the Elephant
7. A Perfect Circle - Eat the Elephant
Długo trzeba ostatnio czekać na nowe płyty Toola i A Perfect Circle. Jednak powyższy tytuł wart był cierpliwości. Porządna produkcja i kilka naprawdę solidnych numerów. Czasami podjedzie Toolem ("The Doomed"), a nawet rzekłbym przebojowo jak w " So Long, And Thanks For All The Fish" (jednakowoż zachowując ramy przebojowości APC). Album zdecydowanie sprawdza się podczas ponurych jesienno-zimowych wieczorów, bo też taki jest: lekko depresyjny, z małymi prześwitami słońca pośród kłębiących się czarnych chmur progresywnego rocka. "Eat the Elephant" wymaga od słuchacza skupienia i uwagi, wprawnego ucha, za które odwdzięcza się paletą dźwięków (pianino czy smyczki znakomicie korelują tu z klasycznym rockowym instrumentarium). Dziwaczne teksty i wspomniana już wcześniej aura nie odbiegają od dotychczasowych dokonań A Perfect Circle, więc fani powinni kochać tę płytę, a pozostali mogą ją również docenić.
Data premiery: 20 kwietnia 2018


Jack White - Boarding House Reach
6. Jack White - Boarding House Reach
Trzecia solowa płyta Jacka raczej niczym nowym nie zaskakuje. Klasycznie jest to charakterystyczne brzmienie opierając się dość luźno na fundamentach bluesach i rocka. Na płycie usłyszymy też żeński chór,  organy Hammonda czy syntezatory, elektroniczną perkusję (wokale i część instrumentów nagrał sam Jack White); ale także skrzypce, trąbkę czy tubę. Wgryzając się w szczegóły wypada wyróżnić niesamowity numer "Corporation", którzy brzmi jak najlepsze kompozycje Stevie Wondera. Czadowy i chyba najlepszy na całym albumie!  Jack White na albumie "Boarding House Reach" nie boi się eksperymentować, podążać swoją ścieżką. Część osób może narzekać na brak chwytliwych, przebojowych kompozycji (a słyszeli "Over and Over"?), ale przecież po to artysta wydaje solowe płyty, aby dać na nich upust swoim muzycznych fascynacjom, które wymykają się konwencji. Jacek Nizikiewicz świetnie podsumował "Boarding House Reach" w ramach swojej recenzji dla "Teraz Rocka" słowami: Popkulturowy muzyczny befsztyk, niczym najlepszy film Tarantino, podróż w nieznane, dzikie, piękne krainy.[1]
Data premiery: 23 marca 2018

Lenny Kravitz - Raise Vibration
5. Lenny Kravitz - Raise Vibration
Kravitz po raz kolejny ofiarował nam kwintesencję siebie. Tym razem jednak ograniczył ilość smętnych popowych numerów i postawił na solidną rockową-funkową ucztę. Zabrał nas na kilkadziesiąt minut do muzycznych lat 70 do swoich muzycznych korzeni. Poprowadził szlakiem soulu. Bawiłem się świetnie. Wrócę jeszcze nie raz za sprawą takich dzieł jak "Who Really Are the Monsters?" czy "The Majesty of Love". Recenzję płyty znajdziecie tu: Raise Vibration.
Data premiery: 7 września 2018







Dave Matthews Band - Come Tomorrow
4. Dave Matthews Band - Come Tomorrow
W Polsce nikt się nie spieszy z wydaniem nowego albumu DMB, a poza granicami naszego kraju jest dostępny od czerwca. "Come Tomorrow" doczekał się już trzech singli. To jest kawał dobrej płyty: równej, bardzo klimatycznej. Wystarczy wspomnieć urzekający nastrojowy numer "Samurai Cop" oraz energetyczny "Can`t stop", żeby zrozumieć z jak świetnym materiałem mamy do czynienia. Dave Matthews Band potrafi oczarować stonowaną kompozycją opartą o gitarę akustyczną i smyczki ("Here On Out") oraz naładować rockowym "She". No i oczywiście mój faworyt "Do You Remember" - beztroski, zadziorny a zarazem jakiś taki wciągający ruchome piaski. Każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie.
Data premiery: 8 czerwca 2018 (świat)

Therapy? - Cleave
3. Therapy? - Cleave
W zasadzie to mógłbym przyznać temu albumowi pierwsze miejsce, bo jest równie dobry co płyta Monster Magnet. Jakiś drobny detal zdecydował o tym, że tego nie uczyniłem, ale nie traktujcie tego aż tak bardzo serio. Therapy? miło mnie zaskoczyło. Album jest po prostu świetny. Wracam do "Cleave" co jakiś czas i utwierdzam się w tej tezie. Więcej o płycie możecie przeczytać w Recenzji.
Data premiery: 21 września 2018








Monster Magnet - Mindfucker
2. Monster Magnet - Mindfucker
Ostatnie dzieło Monster Magnet to kosmiczna, odjechana podróż w psychodeliczną krainę stoner rocka, psychodelicznego rocka i nie wiem czego.  Dave Wyndolf śpiewa w zespole od początku, w 2019 roku stuknie im "trzydziestka". Wciąż są konsekwentni i oddani swojego brzmieniu i stylowi. Jak komuś podejdzie Monster Magnet wpada w trans i nie może przestać słuchać. Ściana dźwięku, pojechanych solówek i świetnych wokali. Nie trzeba zażywać środków odurzających wystarczy odpalić krążek "Mindfuck", który z mózgu zrobi... Wypada wskazać numer tytułowy, ale każdy inny będzie równie reprezentatywny. Staruszkowie nadają tempo skostniałemu rockowi XXI wieku.
Data premiery: 23 marca 2018


 
Electric Six - Bride of the Devil
1. Electric Six - Bride of the Devil 
W pierwszej wersji zestawienia przeoczyłem ten album. Jednak kilka odtworzeń "Narzeczonej diabła", sprawiło że zakochałem się w najnowszym dziele Electric Six. Przyznam szczerze, po ostatnich średnich albumach grupy nie spodziewałem się niczego wyjątkowego. "Bride of the Devil" to jednakże petarda! Bez zbędnych wypełniaczy. Rewelacyjnie wypada energetyczny "Daddy`s Boy" oraz "You`re Toast" ze świetnymi gitarowymi riffami i solówką, czy wolniejszy numer "(It Gets a Little) Jumpy". No i ten niesamowity magiczny finał "The Worm in the Wood" - Dick Valentine osiągnął tu apogeum swoich umiejętności wokalnych (i nie chodzi o popisy), tylko o stworzenie ujmującej linii wokalnej, którą zapętlałem w kółko i w kółko. Polecam! Znany, niedoceniony album 2018 roku.
Data premiery: 5 października 2018


ROZCZAROWANIA

A teraz krótko o rozczarowaniach, bo było ich trochę.
- Alice In Chains - Rainier Fog - najgorsze wydawnictwo tego zespołu jakie kiedykolwiek słyszałem. Kocham tę grupę - nawet gdy na wokalu udziela się DuVall - jednak ostatni krążek przynosi przeciętność i nudę. Monotonia i zero ciekawych kompozycji. Obraz nędzy i rozpaczy. Przesłuchałem i nie chcę wracać do tego.
- The Prodigy - No Tourists - brzmi jak odpad z sesji poprzednich płyt. W zasadzie grupa próbuje nieudolnie nawiązać do sprawdzonych patentów i robi to dość słabo.

POLSKIE ALBUMY

W tym roku postanowiłem zrezygnować z zestawienia polskiej muzyki. Za mało słuchałem rodzimych produkcji. Na pewno warto zwrócić uwagę na płytę Lao Che oraz Krzysztofa Zalewskiego. Natomiast w muzycznych zestawieniach często pojawiają się też takie pozycje jak albumy zespołów Riverside czy Behemoth, po które na pewno sięgnę w swoim czasie...

Entropia - Vacuum
A wśród albumów czai się bardzo udana produkcja Entropia - Vacuum, która być może pozamiatała polską scenę muzyczną. Kompletnie nie znam się na post-metalu, czy jak ten gatunek się fachowo nazywa, jednakże zespół z Oleśnicy kładzie swoim dziełem na łopatki. Może przytoczę info o grupie z profilu społecznościowego: Przekonani, że przyszłość świata musi być psychodeliczna lub nie będzie jej wcale, Entropia wychodzi z cienia jako wyznawcy postulatów Terrence'a McKenny i dążąc do restytucji tożsamości plemiennej oraz odrzucenia materialistycznej cywilizacji jako gwałtu na kosmicznym porządku. Wznosząc oczy ku bezkresnej próżni oczekujemy w milczeniu nadchodzącej odpowiedzi. Nic ponad to.  


A jaki jest Wasz muzyczny top 2018 roku?

[1] https://www.terazmuzyka.pl/plyty/2130/jack-white/boarding-house-reach-recenzja.html


...

wtorek, 3 czerwca 2014

Ranking festiwali muzycznych w Polsce w roku 2014

Lato pełne festiwali

To jest mój subiektywny opis festiwali z uwzględnieniem gustu muzycznego oraz doświadczeń lat minionych. Kilka z dużych imprez miałem okazję odwiedzić, na niektóre z nich się wybieram, na pozostałe w tym roku zabrakło pieniędzy/czasu/wolnego itd. Od razu zastrzegam, że nie oceniam darmowych festiwali (gdzie wstęp jest bezpłatny np. Woodstock) oraz takich o których niewiele mogę powiedzieć (bo nigdy nie byłem i nie planowałem się tam wybrać).

Open`er Festival (Gdynia, 2-5.07.2014)
Open`er Festival 2014
(źródło:www.opener.pl)
Prawdziwy lider wśród festiwali jest uznawany za jeden z najlepszych w Europie. Gdyby nie to, że w ubiegłym roku bliżej mi było do Hradec Kralove, by obejrzeć Queens of the Stone Age, pewnie trzeci raz wybrałbym się na to nadmorskie święto muzyki. W 2014 line-up zwala z nóg. Organizatorzy postanowili ściągnąć prawdziwą śmietankę: Faith No More, Pearl Jam, Lykke Li, Jack White, The Black Keys, Interpol. Byłem dwukrotnie i bardzo lubię ten klimat. Karnet na Open`era to naprawdę coś pożądanego tego lata.
Doświadczenia: 2009 (Faith No More), 2011 (Primus, Prince).
Zalety: atmosfera, lista artystów, bliskość morza.
Wady: z Małopolski daaaleko ;)

Orange Warsaw Festival (Warszawa, 13-15.06.2014)
Orange Warsaw Festival 2014
(źródło: www.orangewarsawfestival.pl)
Każdy szanujący się mieszkaniec stolicy powinien już mieć karnet. Warszawski festiwal dzielnie staje w szranki z Open`erem. Lista zaproszonych artystów jest zacna: Queens of the Stone Age, The Prodigy, Pixies, Limp Bizkit, Florence+the Machine, Kings of Leon, Kasabian. Są też mocni reprezentanci polskiej sceny muzycznej jak Jamal czy Skubas. Jest też kilka legend muzyki czarnej: Snoop Dogg, Outkast czy Jurassic 5. Zagra nawet David Guetta czy Ska-P (ska punk rodem z Hiszpanii). Organizatorzy postawili na firmy znane i sprawdzone w naszym kraju. Mnie szczególnie żal, że nie zobaczę prawdziwej ikony sceny alternatywnej, czyli zespołu Pixies.
Doświadczenia:  brak.
Zalety: lista artystów.
Wady: Stadion Narodowy na Coldplay nie zdał egzaminu pod względem akustyki, mam nadzieję że na festiwalu będzie inaczej.

Sonisphere Festival (Warszawa, 11.07.2014)

Sonisphere Festival 2014
Prawdziwa torpeda wśród festiwali. Edycja z 2010 roku gościła na lotnisku Bemowo czwórkę thrashu: Metallikę, Slayera, Megadeth i Anthrax. Przyznam szczerze, że planowałem wyjazd na tamten koncert, ale się nie udało. Festiwal wciąż trzyma poziom. Zmieniła się lokalizacja. Tym razem na Stadionie Narodowym zaprezentuje się Alice In Chains, Kvelertak oraz 50% czwórki thrashu, czyli zespoły Anthrax i Metallica (który to raz w Polsce?). Dla miłośników mocnego grania pozycja obowiązkowa.
Doświadczenia:  brak
Zalety: line-up.
Wady: obawy odnośnie do akustyki wyrażałem już wcześniej.

Impact Festival (Łódź, 11-12.06.2014)
Impact Festival 2014
W zasadzie to... Black Sabbath. Dla tego zespołu warto się wybrać do łódzkiej Atlas Areny. Wygląda na to, iż prekursorzy heavy metalu tak łatwo nie odłożą gitar... Szkoda tylko, że światowa trasa koncertowa a także nowa płyta już bez pierwszego perkusisty. Billy Ward odszedł z zespołu w 2012 roku. Oczywiście podczas Impact Festivalu można będzie również posłuchać drugiej legendy rocka - Aerosmith.
Doświadczenia:  brak
Zalety: Black Sabbath.
Wady: brak mocnych supportów dla gwiazd festiwalu; dość przeciętna strona internetowa (sam profil na facebooku wszystkiego nie załatwi).

Off Festival (Katowice, 1-3.08.2014)

Off Festival
Największą gwiazdą festiwalu organizowanego przez Artura Rojka jest... Artur Rojek. Tak to wygląda, bo tegoroczna edycja oparta jest w dużej mierze na artystach mniej znanych. Ktoś powie,  że polski raper Zeus czy szkocka grupa Belle & Sebastian. Hm... W przeszłości bywali tu m.in. Iggy Pop and the Stooges, Smashing Pumpkins czy gitarzysta Sonic Youth - Thurstone Moore...
Doświadczenia:  2012 (Iggy Pop and the Stooges)
Zalety: specyficzny klimat.
Wady: hipsterka i brak headlinera, który przyciągnąłby tłumy do poznawania tych mniej znanych artystów.

Life Festival (Oświęcim, 25-28.06.2014)
Life Festival 2014
Ta impreza pewnie będzie mieć ciężko prześcignąć największe festiwale, ale co roku organizatorzy znajdują sposób, żeby ściągnąć kogoś wyjątkowego. Udało się i tym razem. O ikonie Ericu Claptonie nie będę pisał, bo już wszystko o nim zostało napisane. Nie wypada jednak nie wspomnieć o koncertowym wydarzeniu roku - jakim jest pierwszy w Polsce występ Soundgarden. Takiej okazji nie można przepuścić! Formacja z Seattle wydała niedawno świetny album, teraz będzie możliwość sprawdzić jak nowe numery prezentują się na żywo. Brawa także za supporty. Przed Soundgarden zagra Luxtorpeda (naprawdę mocna pozycja na polskim rynku rockowym). A na festiwalu pojawią także Jamal, Skubas i Kaliber 44.
Doświadczenia:  wybieram się.
Zalety: świetnie gwiazdy festiwalu.
Wady:  na razie nie stwierdzono.

Zastanawiacie się gdzie ten ranking? Ostatecznie wszystkim festiwalom przyznaję dyplomatycznie pierwsze miejsce, bo każdy jest na swój sposób wyjątkowy i najlepszy.
Wstydu na pewno nie ma. Kiedyś gwiazdy omijały nasz kraj z daleka, teraz walą drzwiami i oknami. Poza festiwalami tymi większymi i mniejszymi można się wybrać na różne koncerty klubowe. Jest w czym wybierać.
W tym roku nie odbędzie się Live Music Festival w Krakowie (wycofał się sponsor). Reaktywacja zapowiadana jest na rok 2015. Castle Party to nie moje klimaty, a o Jarocinie niewiele słyszałem. A może ktoś z Was podzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat polskich festiwali muzycznych?

środa, 1 stycznia 2014

John Revolta - Explode (2014) - recenzja płyty

Z założenia bomba, która ma wybuchnąć w Twoim odtwarzaczu. Czy mamy do czynienia z eksplodującym materiałem? Odpowiedź w recenzji płyty John Revolta "Explode" (premiera 10 stycznia 2014).

Warto omówić dokładnie cały materiał, bo pewnie nie wszyscy kojarzą wrocławski zespół John Revolta. Skład powstały jakiś rok temu nagrał 33 minutowy album, na którym znalazło się dziesięć utworów. Nad produkcją materiału czuwał Paweł Ewertowski. Okładkę zaprojektowała Anna Twardowska. Grafika płyty to strzał w dziesiątkę - konceptualna, spójna, mocno rzucają się w oczy (tak by nie móc przejść obok niej obojętnie). Brawo!
Okładka płyty John Revolta
"Explode" rozpoczyna intro sugerujące, że słuchacza czeka ostra jazda. Następnie w głośników leci prawdziwy kiler "Drive-In" - mocny, hard rockowy kawałek z darciem gęby Gauy i świetną solówką Bartesa. Później pojawia się "Get Away" znany z teledysku. Nieco spokojniejszy (choć wciąż z nogą na gazie) jest "The Sand Song"- warto zwrócić uwagę na bas Zajonca w zwrotce. Kawałek ma radiowy potencjał (może trafi na singla).  Nie wiedzieć czemu, refren autorowi powyższego tekstu skojarzył się z Danzigiem. O bogactwie kompozycyjnym tego utworu świadczy też przejście (przed solówką) a la Tool (podobne bębny i bas). Jak czerpać to od najlepszych. "Into the Swarm" ukazuje dojrzałość muzyków John Revolta; niby balladowy utwór (bębny, bas i gitara tworzą tu fajny klimat),  mocniejszy refren i znowu spokojna zwrotka. Kolejne dwa tracki z płyty były dostępne w sieci do ściągnięcia za darmo. W zasadzie można powiedzieć o nich tyle: ostre, hard rockowe. "Space Runnin`" - to mój faworyt na płycie - znakomicie podkreśla zadziorność materiału. "Green Valley" stanowi swoisty romans ze stoner rockiem: sabbathowy riff, wokale Gałkowskiego niczym Johna Garcii (znanego m.in. z takich kapel jak: Kyuss, Unida, Slo Burn czy Vista Chino). Końcówka albumu to punkrockowy "The Asteroide" i inspirowany twórczością Rage Against The Machine złowieszczy "My Riot". To wszystko! Ponad trzydzieści minut hardrockowej jazdy z elementami grunge`u i stonera.
 
Album "Explode" jest spójny, mocny, osadzony na dobrych wzorcach : Black Sabbath, Alice in Chains, Rage Against The Machine, Kyuss. Bardzo udany debiut. Bomba wybuchła. Boom!

Twórcy albumu John Revolta "Explode":
Marcin Gałkowski - wokal
Bartłomiej Duszkiewicz - gitara
Mateusz Sławecki - bas
Jan Pudłowski - perkusja

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Najciekawsze albumy 2013 roku cz. II [zagraniczne]

Oto dziesięć najlepszych płyt 2013 według Sanestisa Hombre. Jest tu funk, rock, stoner oraz rap. Prawdziwy muzyczny misz masz, pomieszanie z poplątaniem. 

10. Pearl Jam - Lightning Bolt

Powrót do wysokiej formy. Świetna mieszanka czadowych i nastrojowych kompozycji składa się na znakomicie wyważoną płytę pozbawioną wypełniaczy. Pearl Jam postanowił zaczerpnąć trochę z wibracji Pink Floyd, dorzucił nieco punk rocka i doprawił swoimi charakterystycznymi przyprawami.

 Data premiery: 11 października 2013








9. Monster Magnet - Last Patrol 

"Last Patrol" to już 9 album Monster Magnet. Czy oni kiedykolwiek nagrali coś słabego? Dla mnie raczej nie. Co dostajemy tym razem? Powrót do korzeni i space rocka owocuje równym albumem, gdzie nie ma słabych numerów. Klasyczne czady rockandrollowe mieszają się z balladami i ponoć niepopularnymi współcześnie solówkami. Fani głosu Dave`a Wyndorfa na pewno nie zawiodą się.

Data premiery: 15 października 2013





 8. Eminem - The Marshall Mathers LP 2

Eminem wraca do formy i nawiązuje stylistycznie do kultowego albumu "The Marsall Mathers". Dobre podkłady, niezłe refreny (może czasami zbyt popowe), różne sprawdzone chwyty (parodia, naśladownictwo) i doskonała produkcja Ricka Rubina sprawiają, że trudno coś zarzucić tej trwającej 117 minut płycie. Pewnie w wielu rankingach znajdzie się na szczycie. Natomiast u mnie po wielu godzinach przemyśleń ląduje na ósmej pozycji.

 Data premiery: 5 listopada 2013




7. Alice In Chains - The Devil Put Dinosaurs Here

Kolejna płyta w zestawieniu, o której można rzecz - nie wchodzi od razu, ale daje przy każdym przesłuchaniu coraz więcej frajdy. Album bardzo zbliżony brzmieniowo do poprzedniego. Jednak wyróżnikiem "The Devil Put Dinosaurs Here" jest świetny kawałek "Stone" - ten bas, ten riff, ta moc. Typowy walec hard rockowy - powolny, ciężki, niszczący wszystko co napotka na drodze.

 Data premiery: 28 maja 2013





6. Trombone Shorty - Say That To Say This

Absolutne odkrycie tego zestawienia. Jeśli płyty wymienionych tu artystów znałem, to w przypadku twórczości Troya Andrewsa było odwrotnie. Pod koniec listopada usłyszałem po raz pierwszy i mogłem od razu napisać Trombone Shorty, czyli w poszukiwaniu straconego czasu. Album "Say That to Say This" ma wszystko co lubię: funkowy vibe, świetne kompozycje i przede wszystkim znak rozpoznawczy - dęciaki (trąbka, puzon, saksofony). Klimat Nowego Orleanu. To trzeba znać! 

 Data premiery: 10 września 2013


5. Arctic Monkeys - AM
Kto by się spodziewał, że tak pozytywnie zareaguję na kolejne wydawnictwo arktycznych małp? Sam w to dziś nie wierzę. Artctic Monkeys to taka fuzja rocka z muzyka taneczną (niektórzy używają czasami ohydnej łatki "indie"). Na płycie "AM" pojawia się Josh Homme (kilka razy wymieniany w tym zestawieniu) oraz Pete Thomas (Elvis Costello) i Bill Ryder-Jones (The Coral). Wreszcie genialne "R U mine" znalazło miejsce na jakimś albumie. Wreszcie jakiś pop rockowy kawałek oczarował mnie bez opamiętania ("Why'd You Only Call Me When You're High?"). Wreszcie!

Data premiery: 6 września 2013


4. Sound City - Real To Reel

Grohl ma smykałkę do supergrup (projekt Probot, Them Crooked Vultures, a teraz Sound City Players). Wysoka lokata w zestawieniu to sprawka m.in. "Mantry" (gościnnie Trent Reznor i Josh Homme) oraz "podkręconego" Paula McCartneya ("Cut me some slack"). Należy dodać, że płyta jest ścieżką dźwiękową do filmu dokumentalnego o słynnym studio nagraniowym Sound City.

Data premiery: 12 marca 2013





3. Tomahawk - Oddfellows
Album ukazał się 29 stycznia i ta odległa data premiery spowodowała, że początkowo on nim zapomniałem. Szybko się jednak zreflektowałem i już jest w rankingu. Wysoko! Mike Patton (Faith No More/Fantomas/Mr Bungle/Peeping Tom i inne projekty) na wokalu, Trevor Dunn (Mr Bungle) na basie, Duane Denison (The Jesus Lizard) na gitarze oraz perkusista John Stanier (Helmet) to na pewno przykład supergrupy. Album "Oddfellows" to też przykład super płyty. Tak jak poprzednie na bardzo wysokim poziomie. Patton zazwyczaj bardziej przykłada wagę do ekspresji wokalnej aniżeli do wiekopomności tekstów. I robi to świetnie.
Data premiery: 29 stycznia 2013


2. Queens of the Stone Age - ...Like Clockwork
Najnowsza płyta Królowych nie należy do łatwych - zwłaszcza dla fanów klasycznego stoner rocka. Tym razem Josh Homme skręcił w stronę progresji. Jednak kilka kompozycji wbija w fotel i można je umieścić wśród najlepszych kawałków "pustynnego rocka". Na szczególną uwagę zasługuje rewelacyjny "My God is a Sun" czy nieco luźniejszy "I Sat by the Ocean" (muzyczne nawiązanie do poprzedniej płyty). "I Appear Missing" poraża ekstatyczną solówką podkreślają niesamowity lekko patetyczny nastrój utworu. Na uwagę zasługuje również okładka albumu, teledyski, cała oprawa wizualna trasy koncertowej. QOTSA dają radę!
Data premiery:
3 czerwca 2013


1. Daft Punk - Random Access Memories
Arcygenialny album, opus magnum współczesnej elektroniki. Użycie żywych instrumentów, świetnie kompozycje, od których nie sposób się oderwać i zacna lista gości, sprawiają że "Random Access Memories" powinno znaleźć ważne miejsce w historii muzyki. Tak naprawdę o najnowszym dziele Daft Punk mógłbym napisać wypracowanie analizując każdy utwór z osobna. Niech jednak za podsumowanie mojego wyboru posłuży informacja o ogromnym sukcesie "Get lucky", który jest nie tylko przebojem komercyjnym, ale też świetnym funkowym kawałkiem. Wreszcie dobra muzyka szturmowała listy przebojów!

Data premiery: 17 maja 2013


Dwie płyty stonerowe w dziesiątce a trzy w zestawieniu świadczą nie tylko o tym, że nadal lubię ten gatunek muzyczny, ale także o fakcie istotnej siły twórców pustynnego brzmienia. W ogóle rok 2013 potwierdził siłę niektórych kapel, był czasem wielkich powrotów i ciekawych kolaboracji. Oby przyszły okazał się równie owocny.

Układanie tego rankingu było świetną zabawą. Nie trzeba go traktować jako jakiegoś super ważnego zestawienia. Każdy ma swój gust. Co komu w duszy gra...

sobota, 12 października 2013

Pearl Jam - Lightning Bolt (2013) - recenzja



Soundgarden wrócili ze świetnym albumem, Alice In Chains zaprezentowali dobrą kontynuację "Black Gives Way to Blue". Przyszła kolej na nowy Pearl Jam.

Okładka płyty


Początek płyty jest naprawdę dynamiczny. Pierwszy kawałek "Getaway" [fajna krótka solówka] oraz punkowy "Mind Your Manners" [powinien sprawdzić się jako koncertowa rozgrzewka] to Pearl Jam w szczytowej formie. W trzecim utworze tempo nie spada, choć kompozycja jest bardziej stonowana (Eddie śpiewa momentami niżej), wyróżnia się też linia basu Jeffa Amenta. "Sirens" to ballada uspokajająca klimat albumu z lekko odjechaną solówką. Tytułowy "Lightning Bolt" może się podobać ze względu na różnorodność stylistyczną, zmiany tempa i kolejne gitarowe wycieczki. "Infalible" zaczyna się floydowsko i ducha progresji widać częściowo w brzmieniu [ta specyficzna wibracja]. W rozmarzonym "Pendulum" jest wszystko co najlepsze: akustyczne gitary mieszające się z rockabillowymi, nastrojowa perkusja. Na szczęście zespołowi nie brakuje pary, nie dostają zadyszki i raczą nas kolejnymi dobrymi kompozycjami. Jest także southernowo-bluesowy groove w "Let the records play" i finałowy nastrojowy "Future days" z pianinem Brendana O`Briena (producenta i muzyka współpracującego m.in. z Bobem Dylanem, RATM, AC/DC czy Stone Temple Pilots). Przyczepić mógłbym się jedynie do "Sleeping by myself", które w żaden sposób nie porywa.



"Lighning Bolt" należy uznać za powrót do wielkiej formy. To twórcze nawiązanie do lat świetności, a nie próba silenia się na powtórzenie sukcesu "Ten" czy "Yield"(nic dwa razy się nie zdarza). "Lightning Bolt" to album wyważony, dający sporo przyjemności ze słuchania. Będę do niego wracał.