Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monster magnet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monster magnet. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Najlepsze albumy 2018 roku

To był najgorszy rok w muzyce od lat. Nie mogłem przez długi czas zmobilizować się do napisania podsumowania. Trochę poszedłem na łatwiznę i oparłem zestawienie na płytach, które gdzieś zaznaczyły się w mojej świadomości w 2018 roku. Brakuje tu debiutów i młodych kapel. Nie do końca przekonują mnie zachwyty na zeppelinową Gretą Van Fleet, czyli kreowanym przez media rockowym odkryciem ostatnich miesięcy. Mimo wszystko strasznie to wtórne...

W poniższym skromnym rankingu umieściłem albumy, które są po prostu porządne i nie można się do nich doczepić. Zapewne za jakiś czas odkryję, że pominąłem coś ważnego. Dlatego jak zwykle proszę o wyrozumiałość. To jest subiektywne zestawienie (pod mój gust muzyczny oraz aktualne fascynacje i zainteresowania). Częstokroć nie dostrzegam dobrych albumów, by je w swoim czasie odkryć i pokochać. Mimo wszystko mam nadzieję, że komuś poniższy ranking przypadnie do gustu.


ZAGRANICZNE [aktualizacja 10.02.2019]

Cypress Hill - Elephants on Acid
8. Cypress Hill - Elephants on Acid

Zaskakująca płyta - mroczna, dziwna, niepokojąca. W recenzji napisałem: nowy album Cypress Hill jest trochę takim Parnassusem rapu. Odrobinę intrygujący i wciągający jak nie powiem co, ale też trochę nieodgadniony. Klimat przemocarny. Może za kilkanaście lat zostanie okrzyknięty opus magnum. Zdanie podtrzymuję. Choć na płycie jest zbyt dużo instrumentalnych numerów, to całość się broni. Kto może sobie pozwolić nagrać tak odważną i niekomercyjną płytę rapowa w świecie, w którym rządzi dziwny koszmarek zwany "trapem"? Cypress Hill!
Data premiery: 28 września 2018 







A Perfect Circle - Eat the Elephant
7. A Perfect Circle - Eat the Elephant
Długo trzeba ostatnio czekać na nowe płyty Toola i A Perfect Circle. Jednak powyższy tytuł wart był cierpliwości. Porządna produkcja i kilka naprawdę solidnych numerów. Czasami podjedzie Toolem ("The Doomed"), a nawet rzekłbym przebojowo jak w " So Long, And Thanks For All The Fish" (jednakowoż zachowując ramy przebojowości APC). Album zdecydowanie sprawdza się podczas ponurych jesienno-zimowych wieczorów, bo też taki jest: lekko depresyjny, z małymi prześwitami słońca pośród kłębiących się czarnych chmur progresywnego rocka. "Eat the Elephant" wymaga od słuchacza skupienia i uwagi, wprawnego ucha, za które odwdzięcza się paletą dźwięków (pianino czy smyczki znakomicie korelują tu z klasycznym rockowym instrumentarium). Dziwaczne teksty i wspomniana już wcześniej aura nie odbiegają od dotychczasowych dokonań A Perfect Circle, więc fani powinni kochać tę płytę, a pozostali mogą ją również docenić.
Data premiery: 20 kwietnia 2018


Jack White - Boarding House Reach
6. Jack White - Boarding House Reach
Trzecia solowa płyta Jacka raczej niczym nowym nie zaskakuje. Klasycznie jest to charakterystyczne brzmienie opierając się dość luźno na fundamentach bluesach i rocka. Na płycie usłyszymy też żeński chór,  organy Hammonda czy syntezatory, elektroniczną perkusję (wokale i część instrumentów nagrał sam Jack White); ale także skrzypce, trąbkę czy tubę. Wgryzając się w szczegóły wypada wyróżnić niesamowity numer "Corporation", którzy brzmi jak najlepsze kompozycje Stevie Wondera. Czadowy i chyba najlepszy na całym albumie!  Jack White na albumie "Boarding House Reach" nie boi się eksperymentować, podążać swoją ścieżką. Część osób może narzekać na brak chwytliwych, przebojowych kompozycji (a słyszeli "Over and Over"?), ale przecież po to artysta wydaje solowe płyty, aby dać na nich upust swoim muzycznych fascynacjom, które wymykają się konwencji. Jacek Nizikiewicz świetnie podsumował "Boarding House Reach" w ramach swojej recenzji dla "Teraz Rocka" słowami: Popkulturowy muzyczny befsztyk, niczym najlepszy film Tarantino, podróż w nieznane, dzikie, piękne krainy.[1]
Data premiery: 23 marca 2018

Lenny Kravitz - Raise Vibration
5. Lenny Kravitz - Raise Vibration
Kravitz po raz kolejny ofiarował nam kwintesencję siebie. Tym razem jednak ograniczył ilość smętnych popowych numerów i postawił na solidną rockową-funkową ucztę. Zabrał nas na kilkadziesiąt minut do muzycznych lat 70 do swoich muzycznych korzeni. Poprowadził szlakiem soulu. Bawiłem się świetnie. Wrócę jeszcze nie raz za sprawą takich dzieł jak "Who Really Are the Monsters?" czy "The Majesty of Love". Recenzję płyty znajdziecie tu: Raise Vibration.
Data premiery: 7 września 2018







Dave Matthews Band - Come Tomorrow
4. Dave Matthews Band - Come Tomorrow
W Polsce nikt się nie spieszy z wydaniem nowego albumu DMB, a poza granicami naszego kraju jest dostępny od czerwca. "Come Tomorrow" doczekał się już trzech singli. To jest kawał dobrej płyty: równej, bardzo klimatycznej. Wystarczy wspomnieć urzekający nastrojowy numer "Samurai Cop" oraz energetyczny "Can`t stop", żeby zrozumieć z jak świetnym materiałem mamy do czynienia. Dave Matthews Band potrafi oczarować stonowaną kompozycją opartą o gitarę akustyczną i smyczki ("Here On Out") oraz naładować rockowym "She". No i oczywiście mój faworyt "Do You Remember" - beztroski, zadziorny a zarazem jakiś taki wciągający ruchome piaski. Każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie.
Data premiery: 8 czerwca 2018 (świat)

Therapy? - Cleave
3. Therapy? - Cleave
W zasadzie to mógłbym przyznać temu albumowi pierwsze miejsce, bo jest równie dobry co płyta Monster Magnet. Jakiś drobny detal zdecydował o tym, że tego nie uczyniłem, ale nie traktujcie tego aż tak bardzo serio. Therapy? miło mnie zaskoczyło. Album jest po prostu świetny. Wracam do "Cleave" co jakiś czas i utwierdzam się w tej tezie. Więcej o płycie możecie przeczytać w Recenzji.
Data premiery: 21 września 2018








Monster Magnet - Mindfucker
2. Monster Magnet - Mindfucker
Ostatnie dzieło Monster Magnet to kosmiczna, odjechana podróż w psychodeliczną krainę stoner rocka, psychodelicznego rocka i nie wiem czego.  Dave Wyndolf śpiewa w zespole od początku, w 2019 roku stuknie im "trzydziestka". Wciąż są konsekwentni i oddani swojego brzmieniu i stylowi. Jak komuś podejdzie Monster Magnet wpada w trans i nie może przestać słuchać. Ściana dźwięku, pojechanych solówek i świetnych wokali. Nie trzeba zażywać środków odurzających wystarczy odpalić krążek "Mindfuck", który z mózgu zrobi... Wypada wskazać numer tytułowy, ale każdy inny będzie równie reprezentatywny. Staruszkowie nadają tempo skostniałemu rockowi XXI wieku.
Data premiery: 23 marca 2018


 
Electric Six - Bride of the Devil
1. Electric Six - Bride of the Devil 
W pierwszej wersji zestawienia przeoczyłem ten album. Jednak kilka odtworzeń "Narzeczonej diabła", sprawiło że zakochałem się w najnowszym dziele Electric Six. Przyznam szczerze, po ostatnich średnich albumach grupy nie spodziewałem się niczego wyjątkowego. "Bride of the Devil" to jednakże petarda! Bez zbędnych wypełniaczy. Rewelacyjnie wypada energetyczny "Daddy`s Boy" oraz "You`re Toast" ze świetnymi gitarowymi riffami i solówką, czy wolniejszy numer "(It Gets a Little) Jumpy". No i ten niesamowity magiczny finał "The Worm in the Wood" - Dick Valentine osiągnął tu apogeum swoich umiejętności wokalnych (i nie chodzi o popisy), tylko o stworzenie ujmującej linii wokalnej, którą zapętlałem w kółko i w kółko. Polecam! Znany, niedoceniony album 2018 roku.
Data premiery: 5 października 2018


ROZCZAROWANIA

A teraz krótko o rozczarowaniach, bo było ich trochę.
- Alice In Chains - Rainier Fog - najgorsze wydawnictwo tego zespołu jakie kiedykolwiek słyszałem. Kocham tę grupę - nawet gdy na wokalu udziela się DuVall - jednak ostatni krążek przynosi przeciętność i nudę. Monotonia i zero ciekawych kompozycji. Obraz nędzy i rozpaczy. Przesłuchałem i nie chcę wracać do tego.
- The Prodigy - No Tourists - brzmi jak odpad z sesji poprzednich płyt. W zasadzie grupa próbuje nieudolnie nawiązać do sprawdzonych patentów i robi to dość słabo.

POLSKIE ALBUMY

W tym roku postanowiłem zrezygnować z zestawienia polskiej muzyki. Za mało słuchałem rodzimych produkcji. Na pewno warto zwrócić uwagę na płytę Lao Che oraz Krzysztofa Zalewskiego. Natomiast w muzycznych zestawieniach często pojawiają się też takie pozycje jak albumy zespołów Riverside czy Behemoth, po które na pewno sięgnę w swoim czasie...

Entropia - Vacuum
A wśród albumów czai się bardzo udana produkcja Entropia - Vacuum, która być może pozamiatała polską scenę muzyczną. Kompletnie nie znam się na post-metalu, czy jak ten gatunek się fachowo nazywa, jednakże zespół z Oleśnicy kładzie swoim dziełem na łopatki. Może przytoczę info o grupie z profilu społecznościowego: Przekonani, że przyszłość świata musi być psychodeliczna lub nie będzie jej wcale, Entropia wychodzi z cienia jako wyznawcy postulatów Terrence'a McKenny i dążąc do restytucji tożsamości plemiennej oraz odrzucenia materialistycznej cywilizacji jako gwałtu na kosmicznym porządku. Wznosząc oczy ku bezkresnej próżni oczekujemy w milczeniu nadchodzącej odpowiedzi. Nic ponad to.  


A jaki jest Wasz muzyczny top 2018 roku?

[1] https://www.terazmuzyka.pl/plyty/2130/jack-white/boarding-house-reach-recenzja.html


...

poniedziałek, 7 lipca 2014

5 najbardziej wyczekiwanych zespołów w Polsce

…(powinienem dodać) przeze mnie…

5. David Bowie
Ten gwiazdor nigdy nie grał w Polsce, a zaplanowany w 1997 roku koncert, który miał odbyć się w Gdańsku, został odwołany ze względu na kiepską sprzedaż biletów. Obejrzeniem Bowiego na żywo zainteresowanych było ledwie tysiąc osób (to mało jak na pulę piętnastu tysięcy dostępnych biletów). Dziś zapewne frekwencja byłaby o wiele wyższa, zwłaszcza po tym jak artysta wydał w ubiegłym roku znakomity album „The Next Day”.

4. Godsmack
Amerykański zespół rzadko rusza się poza swój kraj, można zatem twierdzić, iż nieprędko przyjedzie do Europy, a co dopiero do Polski.  Naprawdę?! Godsmack przygotowuje nowy album „1000 horsepower”, a wokalista Sully Erna wlewa jednak w serca fanów krople nadziei taką oto wypowiedzią: Przeżyliśmy wspaniałe chwile grając w przeszłości za granicą. Nie możemy się doczekać by wrócić do Europy i dalej. Nowy singiel przypomina nasze wczesne dni, kiedy zaczynaliśmy budować grono fanów, więc nasza historia to nic innego jak wzrost znaczenia nazwy Godsmack dzięki ciężkiej pracy i graniu koncertów. Jesteśmy gotowi pokazać każdemu czym jest Godsmack!.*

3. Monster Magnet
Ostatni raz grali w Polsce w 2008 roku w warszawskim klubie Stodoła. Trzy lata później zapowiedzieli, że wystąpią w Krakowie. Kupiłem bilet. Odwołali. Klub Studio zaplanował w czerwcu 2011 roku trzy koncerty: Monster Magnet, Corrosion of Conformity, Black Label Society. Jak można się było domyślać, do skutku doszedł tylko ten ostatni… na którym zresztą byłem. Zatem od kilku lat czekam na bogów stoner rocka i doczekać się nie mogę…

2. Electric Six
To jedna z tych kapel, które chyba nie słyszały o takim miejscu jak Polska. Grają sporo koncertów, ale omijają nasz kraj szerokim łukiem. Wielka szkoda, bo elektryczna szóstka świetnie sprawdziłaby się jako gwiazda jednego z dużych festiwali (Open`er albo Orange Warsaw Festival). Apel do organizatorów muzycznych wydarzeń – Szanowni Państwo, do dzieło!

1. Foo Fighters
Dave Grohl pozostaje obojętny na prośby i błagania fanów. Jedyny koncert zespołu odbył się w 1996 roku w Sopocie, czyli w czasach dla wielu jakże odległych. Podobno szansą aby zmienić ten stan rzeczy jest inicjatywa crowdfundingu – fani zespołu z Richmond jako pierwsi skorzystali z tej możliwości, zrobili ściepę i ściągnęli Foo Fighters do swojego miasta. Czy ktoś u nas podejmie rękawice?


A wy na kogo czekacie? Wpisujcie swoje typy.


_______________

* cytat za: http://www.godsmack.pl/nowa-plyta-godsmack-1000-horsepower/ [dostęp: 7.07.2014 19:14]

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Najciekawsze albumy 2013 roku cz. II [zagraniczne]

Oto dziesięć najlepszych płyt 2013 według Sanestisa Hombre. Jest tu funk, rock, stoner oraz rap. Prawdziwy muzyczny misz masz, pomieszanie z poplątaniem. 

10. Pearl Jam - Lightning Bolt

Powrót do wysokiej formy. Świetna mieszanka czadowych i nastrojowych kompozycji składa się na znakomicie wyważoną płytę pozbawioną wypełniaczy. Pearl Jam postanowił zaczerpnąć trochę z wibracji Pink Floyd, dorzucił nieco punk rocka i doprawił swoimi charakterystycznymi przyprawami.

 Data premiery: 11 października 2013








9. Monster Magnet - Last Patrol 

"Last Patrol" to już 9 album Monster Magnet. Czy oni kiedykolwiek nagrali coś słabego? Dla mnie raczej nie. Co dostajemy tym razem? Powrót do korzeni i space rocka owocuje równym albumem, gdzie nie ma słabych numerów. Klasyczne czady rockandrollowe mieszają się z balladami i ponoć niepopularnymi współcześnie solówkami. Fani głosu Dave`a Wyndorfa na pewno nie zawiodą się.

Data premiery: 15 października 2013





 8. Eminem - The Marshall Mathers LP 2

Eminem wraca do formy i nawiązuje stylistycznie do kultowego albumu "The Marsall Mathers". Dobre podkłady, niezłe refreny (może czasami zbyt popowe), różne sprawdzone chwyty (parodia, naśladownictwo) i doskonała produkcja Ricka Rubina sprawiają, że trudno coś zarzucić tej trwającej 117 minut płycie. Pewnie w wielu rankingach znajdzie się na szczycie. Natomiast u mnie po wielu godzinach przemyśleń ląduje na ósmej pozycji.

 Data premiery: 5 listopada 2013




7. Alice In Chains - The Devil Put Dinosaurs Here

Kolejna płyta w zestawieniu, o której można rzecz - nie wchodzi od razu, ale daje przy każdym przesłuchaniu coraz więcej frajdy. Album bardzo zbliżony brzmieniowo do poprzedniego. Jednak wyróżnikiem "The Devil Put Dinosaurs Here" jest świetny kawałek "Stone" - ten bas, ten riff, ta moc. Typowy walec hard rockowy - powolny, ciężki, niszczący wszystko co napotka na drodze.

 Data premiery: 28 maja 2013





6. Trombone Shorty - Say That To Say This

Absolutne odkrycie tego zestawienia. Jeśli płyty wymienionych tu artystów znałem, to w przypadku twórczości Troya Andrewsa było odwrotnie. Pod koniec listopada usłyszałem po raz pierwszy i mogłem od razu napisać Trombone Shorty, czyli w poszukiwaniu straconego czasu. Album "Say That to Say This" ma wszystko co lubię: funkowy vibe, świetne kompozycje i przede wszystkim znak rozpoznawczy - dęciaki (trąbka, puzon, saksofony). Klimat Nowego Orleanu. To trzeba znać! 

 Data premiery: 10 września 2013


5. Arctic Monkeys - AM
Kto by się spodziewał, że tak pozytywnie zareaguję na kolejne wydawnictwo arktycznych małp? Sam w to dziś nie wierzę. Artctic Monkeys to taka fuzja rocka z muzyka taneczną (niektórzy używają czasami ohydnej łatki "indie"). Na płycie "AM" pojawia się Josh Homme (kilka razy wymieniany w tym zestawieniu) oraz Pete Thomas (Elvis Costello) i Bill Ryder-Jones (The Coral). Wreszcie genialne "R U mine" znalazło miejsce na jakimś albumie. Wreszcie jakiś pop rockowy kawałek oczarował mnie bez opamiętania ("Why'd You Only Call Me When You're High?"). Wreszcie!

Data premiery: 6 września 2013


4. Sound City - Real To Reel

Grohl ma smykałkę do supergrup (projekt Probot, Them Crooked Vultures, a teraz Sound City Players). Wysoka lokata w zestawieniu to sprawka m.in. "Mantry" (gościnnie Trent Reznor i Josh Homme) oraz "podkręconego" Paula McCartneya ("Cut me some slack"). Należy dodać, że płyta jest ścieżką dźwiękową do filmu dokumentalnego o słynnym studio nagraniowym Sound City.

Data premiery: 12 marca 2013





3. Tomahawk - Oddfellows
Album ukazał się 29 stycznia i ta odległa data premiery spowodowała, że początkowo on nim zapomniałem. Szybko się jednak zreflektowałem i już jest w rankingu. Wysoko! Mike Patton (Faith No More/Fantomas/Mr Bungle/Peeping Tom i inne projekty) na wokalu, Trevor Dunn (Mr Bungle) na basie, Duane Denison (The Jesus Lizard) na gitarze oraz perkusista John Stanier (Helmet) to na pewno przykład supergrupy. Album "Oddfellows" to też przykład super płyty. Tak jak poprzednie na bardzo wysokim poziomie. Patton zazwyczaj bardziej przykłada wagę do ekspresji wokalnej aniżeli do wiekopomności tekstów. I robi to świetnie.
Data premiery: 29 stycznia 2013


2. Queens of the Stone Age - ...Like Clockwork
Najnowsza płyta Królowych nie należy do łatwych - zwłaszcza dla fanów klasycznego stoner rocka. Tym razem Josh Homme skręcił w stronę progresji. Jednak kilka kompozycji wbija w fotel i można je umieścić wśród najlepszych kawałków "pustynnego rocka". Na szczególną uwagę zasługuje rewelacyjny "My God is a Sun" czy nieco luźniejszy "I Sat by the Ocean" (muzyczne nawiązanie do poprzedniej płyty). "I Appear Missing" poraża ekstatyczną solówką podkreślają niesamowity lekko patetyczny nastrój utworu. Na uwagę zasługuje również okładka albumu, teledyski, cała oprawa wizualna trasy koncertowej. QOTSA dają radę!
Data premiery:
3 czerwca 2013


1. Daft Punk - Random Access Memories
Arcygenialny album, opus magnum współczesnej elektroniki. Użycie żywych instrumentów, świetnie kompozycje, od których nie sposób się oderwać i zacna lista gości, sprawiają że "Random Access Memories" powinno znaleźć ważne miejsce w historii muzyki. Tak naprawdę o najnowszym dziele Daft Punk mógłbym napisać wypracowanie analizując każdy utwór z osobna. Niech jednak za podsumowanie mojego wyboru posłuży informacja o ogromnym sukcesie "Get lucky", który jest nie tylko przebojem komercyjnym, ale też świetnym funkowym kawałkiem. Wreszcie dobra muzyka szturmowała listy przebojów!

Data premiery: 17 maja 2013


Dwie płyty stonerowe w dziesiątce a trzy w zestawieniu świadczą nie tylko o tym, że nadal lubię ten gatunek muzyczny, ale także o fakcie istotnej siły twórców pustynnego brzmienia. W ogóle rok 2013 potwierdził siłę niektórych kapel, był czasem wielkich powrotów i ciekawych kolaboracji. Oby przyszły okazał się równie owocny.

Układanie tego rankingu było świetną zabawą. Nie trzeba go traktować jako jakiegoś super ważnego zestawienia. Każdy ma swój gust. Co komu w duszy gra...

piątek, 25 października 2013

5 największych zarzutów w recenzjach muzycznych

Dziś ponarzekam i na pretensje odpowiem pretensjami. Tak szanowni czytelnicy, będzie o krytyce w recenzjach muzycznych. Chciałbym wejść w polemikę z argumentami recenzentów, które bardzo często pojawiają się w ich tekstach. 

1. Komercja! Sprzedali się!
Tak naprawdę, nie wiem do dziś, co autorzy tych haseł mają na myśli twierdząc, że dany artysta się sprzedał. Czy chodzi o wzrost ilości sprzedanych płyt, czy o sprzedanie się do większego wydawnictwa, czy może o zaprzedanie duszy diabłu przemysłu fonograficznego (sprzedaniu ideałów młodości itd.). Nie ważna semantyka. Sprzedali się i koniec! Komercha! Czasami nagranie melodyjnego lub bardziej łagodnego kawałka wystarczy, by na artystę posypały się gromy. Melodia to nie jest taka łatwa sprawa, a twórcy wpadających w ucho kawałków tworzyli przecież podwaliny muzyki (Queen, James Brown, Michael Jackson - ten z początków kariery, Elvis Presley). Czy on też się sprzedali? 

obrazek

 2. Skończyli się przed pierwszą płytą
To już totalna głupota i raczej zgrywa niektórych, ale zdarzało się, że czytałem w recenzjach opinie, wedle których dany zespół najlepiej brzmiał w garażu, na pierwszych koncertach, gdzieś na festynie, aniżeli na regularnym wydawnictwie. Litości...

3. Nie osiągnęli poziomu debiutu
Jest niewielu artystów, którym na sucho uchodzi wydawanie takich samych płyt (sztandarowym przykładem AC/DC). Ale przecież słuchanie jednego i tego samego w kółko bywa nużące. Eksperymenty, rozwój, szukanie nowych dróg, nieoczywiste inspiracje to jest coś dobrego. Trzeba raczej podziwiać muzyków, że ryzykują i narażają się na gniew fanów, krytyków nagrywając materiał zupełnie inny od poprzedniego. Wracając do tego debiutu, to czasami pierwsza płyta jest tak dobra, że nie da się jej powtórzyć. Czy Pearl Jam nagrywając dziś "Lighting Bolt" ma kopiować specyfikę "Ten"? Wątpię. Czy Monster Magnet powinien wypuszczać dziś "Spine of God 2"? Nigdy!

4. Powrót do korzeni jako skok na kasę
Black Sabbath w prawie oryginalnych składzie wydali płytę. Brzmi ona podobnie jak pierwsze płyty. Niektórzy recenzenci podłapali trop i uznali ten powrót do korzeni jako próbę zarobienia. Akurat w tym przypadku mogę się zgodzić z tym, iż "korzenny sabbath" brzmi wtórnie, ale czy aby na pewno to był skok na kasę?

Black Sabbath w 2013 roku


5. Zespół dryluje kieszenie swoich fanów
Fanów wypada szanować. Fani przecież kupują płyty, chodzą na koncerty, wspierają artystów głosując w różnych plebiscytach itd. Artyści chcąc okazać wdzięczność i czasami trochę podreperować budżet wydają koncertówki, the best of albo boxy i różne okolicznościowe rzeczy (książki, albumy, DVD itd.). Czy jest to aż takie niefajne? Kupuje ten, kto chce. Nikogo się nie zmusza.

Czytam wiele recenzji, czasami zgadzam się z ich autorami, ale w przypadku powyższych argumentów nóż otwiera się w kieszeni. Jak nie masz nic ciekawego do napisania, to nie pisz nic, zamiast kopiować puste slogany, farmazony wprowadzające ludzi w błąd.

Pozdrawiam Was Sanestis Hombre, który się sprzedał, bo nie osiągnął poziomu debiutu, a jego powrót do korzeni dryluje kieszenie fanów.

niedziela, 29 września 2013

Nowości płytowe - czyli co nie umknie mojej uwadze

Miałem napisać o nowym Arctic Monkeys, ale zmieniłem plan. Wspomnę o tej płycie pod koniec roku przy okazji podsumowania, a tymczasem pragnę zwrócić uwagę na kilka zapowiedzi wydawniczych rynku muzycznego AD 2013.

14 października Pearl Jam wypuszcza swój dziesiąty studyjny album. Na razie mieliśmy okazję posłuchać pierwszego singla z "Lightning Bolt" zatytułowanego "Mind your manners" (polecam obejrzenie klipu). Jeśli całość będzie utrzymana na takim pułapie... może być ciekawie.


15 października (21.10.2013 w PL) wychodzi nowy album Monster Magnet - "Last Patrol". Płyta ma być powrotem do korzeni, czyli do space rocka. Ostrze sobie zęby na to wydawnictwo, bowiem "Mastermind" naprawdę Davidowi Wyndorfowi i spółce wyszedł zajebiście.

Okładka płyty


I na koniec zła informacja - swoją płytę planuje także wydać Celine Dion. Znowu jej okropnie denerwujący wokal będzie gwałcił moje uszy (przecież zawsze znajdzie się jakieś radio ustawione na komercyjną stację). Mam tylko cichą nadzieję, że data premiery będzie symboliczna - 1 listopada (data światowej premiery). I tym wydawnictwem artysta pogrzebie swoją muzyczną karierę.