Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ostr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ostr. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 lutego 2018

O.S.T.R. - W drodze do szczęścia (2018) - recenzja płyty

O.S.T.R. - W drodze do szczęścia
O.S.T.R. - W drodze do szczęścia
Tradycyjnie w lutym O.S.T.R. wydaje nowy album. Tym razem dwa lata po "Życiu po śmierci", czyli krążku na którym mocno odcisnęło się piętno związane z przebytą chorobą. To słowo tu musiało się pojawić, aby reszta tekstu mogła dotyczyć innych aspektów twórczości rapera. Warto też podkreślić, że O.S.T.R. ponownie współpracował przy produkcji albumu ze sprawdzona ekipą (Killing Skills oraz DJ Haem). Wydana 23 lutego 2018 roku "W drodze do szczęścia" jest trzecią częścią nieformalnej trylogii.

Wzrok przyciąga okładka autorstwa Grzegorza FORINA Piwnickiego. Świetna! Trudno się od niej odkleić. Przyciąga jak magnes. Równie mocno jak znakomite teledyski i wszystko przemyślane (ta kolorystyka w "Słuchu"). O.S.T.R. jest konsekwentny również w kwestii podkładów. Kiedyś często jazzowe, funkowe, a ostatnio głównie elektroniczne. Początkowo nie byłem entuzjastą tej stylistycznej wolty, jednak ostatnio przekonuję się do niej. Zwłaszcza że widać dużą spójność brzmienia. Kompozycje są bardziej stonowane, nastrojowe - wiadomo dlaczego - patrz akapit pierwszy.
 
Uzależnia mnie ten kawałek - "Prędkość" - genialny, nakręcający jak wygrane w kasynie. Tak samo świetne "Alcatraz" i "Słuch". Cechą albumów O.S.T.R.-a jest przeplatanie wyróżniających się numerów takimi przyzwoitymi. Brzmi to dziwnie. Wiem... Akurat na recenzowanej płycie usłyszałem utwory na swój sposób nastrojowe jak "Ot tak po prostu", które niekoniecznie trafiają w mój gust. Tak czy inaczej jest dobrze, bo przecież słowo "przyzwoite" nie znaczy "słabe".

Choć uchodzę za największego fana płyt "Jazzurekcja", "Jazz w wolnych chwilach" oraz "Ja tu tylko sprzątam", to najnowsze dzieło rapera z łódzkich Bałut trzyma poziom. Cieszy mnie fakt, iż w kwietniu zobaczę go na żywo podczas katowickiego koncertu.


...

niedziela, 18 grudnia 2016

Najlepsze polskie płyty 2016 roku

Pierwszy rzut oka na moje zestawienie i już wiadomo, że w tym roku będzie lżej. Tak się złożyło. Nie przypadła mi do gustu nowa płyta Acid Drinkers (solidna łupanka). Wybrałem płyty głównie z nurtu muzyki alternatywnej. Zupełnie mniej rockowych rzeczy, ale szczyt zestawienia okupuje świetna gitarowa rzecz. Zabieram Was w podróż po polskich brzmieniach roku 2016. Tylko z czystej formalności dodam - to jest mój subiektywny ranking. Nie jestem wyrocznią. Nie recenzuję EP-ek, kompilacji, płyt koncertowych oraz składanek. Podsyłam/sugeruję/akcentuję rzeczy według mnie godne uwagi.

11. OSTR - Życie po śmierci
Stawkę otwiera OSTR ze swoim najnowszym albumem, który jest zbiorem bardzo osobistych doświadczeń związanych z przebytą przez artystę chorobą. Mocno emocjonalny charakter tekstów koresponduje z dozą dystansu, jakiego raper nabrał do wielu spraw. Nie jestem wielkim fanem tego gatunku (być może zbyt mało słucham muzyki z tych klimatów), ale zawsze chętnie sięgam po nowe krążki OSTR-a.  Od strony muzycznej da się zaobserwować coraz większy wpływ elektronicznych brzmień na podkłady poszczególnych kawałków.

Data premiery: 26 lutego 2016



10. Big Cyc - Czarne Słońce Narodu
Dawno, dawno temu... Wiele lat temu słuchałem Big Cyca. No i zespół wrócił do łask, głównie za sprawą płyty "Czarne Słońce Narodu". Albumu chwytliwy, publicystyczny i jak większość twórczości tej grupy mocno prześmiewczy. Nie wybrałem tej płyty ze względu na przekaz. Ona po prostu trafia, stanowi solidną pozycję w zestawieniu.  Numer "Antoni wzywa do broni" miażdży! Big Cyc jest jednym z tych zespołów, które potrafią napędzać się ważnymi wydarzeniami politycznymi. Taka woda na młyn ich twórczości. A muzycznie? Jest to wciąż melodyjny punk rock/rock.

Data premiery: 13 maja 2016



9. Brodka - Clashes
To nie jest gitarowa muzyka, to jest elektroniczne granie. Brodkę polubiłem dzięki wydanemu w 2010 roku albumowi "Granda" i tamtej pory mocno jej kibicuję. To jest przykład tego, że można zerwać z mainstreamowym wizerunkiem i ckliwymi numerami na rzecz alternatywnego grania. Przemyślana, konceptualna płyta jednak w przeciwieństwie do poprzedniej płyty nie przynosi lekkich folkowych  kompozycji. W elektronicznych numerach pojawia się więcej przestrzeni, psychodeli. To jest dojrzały album, efekt wieloletnich poszukiwań.

Data premiery: 13 maja 2016



8. Kaliber 44 - Ułamek tarcia
Jedna z najbardziej wyczekiwanych płyt 2016 roku była dla mnie lekkim rozczarowaniem. W porównaniu do poprzednich płyt wypada... inaczej. To jest nowy Kaliber, to są spore zmiany. Joka i Abradab przez te lata nabrali dystansu do muzyki. Mniej się podpalają. I choć podkłady oraz teksty są na dobrym poziomie, trudno znaleźć numery, które rzuciłyby mnie na kolana. Jest dobry, równy poziom. Materiał płynie. I to mi wystarcza, by umieścić tę płytę w zestawieniu. 

Data premiery: 12 lutego 2016



7. Łąki Łan - Syntonia
Jakiż ja miałem kłopot z tym albumem. Początkowo go totalnie odrzuciłem. Zespół odpłynął od swoich funkowo-rockowych korzeni. Na "Syntoni" jest więcej electro niż w całej dotychczasowej twórczości zakręconych artystów z Łąki Łan. Ale ma to swój urok. Zwłaszcza jak się posłucha "Pola Ar" oraz "Bombaju". Zastanawia mnie tylko, czemu Paprodziad będąc tak oryginalnym tekściarzem rzuca się czasami na numery po angielsku. Może po prostu te częstsze wizyty w telewizjach śniadaniowych i mniej gitarowe granie świadczą o coraz mocniejszych aspiracjach zespołu do wejścia w główny nurt muzyki. A może się mylę.

Data premiery: 18 listopada 2016

6. Kult - Wstyd
Najlepsza płyta Kazika Staszewska od kilkunastu lat. W zasadzie poprzedni album Kultu tak bardzo mnie zirytował, że przestałem ich słuchać. "Wstyd" nie od początku mi odpowiadał, ale najwięcej dobrego czyni tu numer tytuły, który jest genialny (widzieliście wideo w technice 360°?). 52 minut porządnego grania to też spokojniejsze kompozycje ("Cisza nocna" oczarowuje) i  solidny "Madryt". Tak trzymać drodzy panowie!

Data premiery: 14 kwietnia 2016





5. Luxtorpeda - Mywawynas
Zrobiła się niezła produkcja w tej Luxtorpedzie - 4 płyty w 5 lat. Na szczęście jeszcze magia zespołu nie uleciała. Jest nawet wyraźny wskaźnik wzrostu kreatywności: punk rock z "Siódme" czy skandowane "Mywaswynas". Oczywiście nie zabrakło hymnów ("Jak Husaria"). Porządna płyta. Kolejny raz! Oby tak dalej.

Data premiery: 1 kwietnia 2016







4. Łona & Webber - Nawiasem mówiąc
Dla wielu osób będzie to album roku. Taki gadany rap, opowiadane historie, intrygujące podkłady. Już sam początek płyty to miazga w postaci luźnego numeru "Hałas!", który powoduje, że trudno się oderwać. No właśnie - bity, podkłady, dźwięki. Sączą się z głośników i jest to drugie równie ważne 50% poza tekstami. Ulubiony numer to dla mnie "Błąd" - mógłbym słuchać w kółko! Najlepszy stricte hip-hopowy album 2016 roku? Fani Taco Hemingwaya teraz wyłączają stronę mojego bloga. Hehe.

Data premiery: 22 kwietnia 2016



3. Fisz Emade Tworzywo - Drony
Czego początkowo nie dostrzegłem w poprzednim albumie od razu dotarło do mnie podczas słuchania "Dronów". Muzyka elektroniczna z leniwymi wokalami oraz rapem zostawionym gdzieś w tyle. Tak, to jest muzyka alternatywna. "Biegnij dalej sam" jest jedną z najlepszych piosenek 2016 roku. Wpada w uchu, uzależnia. Funkowe "Telefon" oraz "Parasol" i już nie mogę usiedzieć w miejscu. Bracia Waglewscy drugi raz z rzędu wyrwali mnie z sandałków. Lubię to!

Data premiery: 21 października 2016




2. Krzysztof Zalewski - Złoto
Obiecałem sobie, że nie popełnię drugi raz tego samego błędu - nie ominę płyty Krzysztofa Zalewskiego. Jak postanowiłem - tak uczyniłem. Śledziłem cierpliwie aktualności i pewnego dnia bach! Jest! Drugi album Zalewskiego. Dobry tekściarz, romantyk, osobowość. Dzięki temu alternatywno-rockowo-elektronicznym brzmieniom znalazł właściwą muzyczną przystań. "Miłość miłość" oraz "Luka" to apogeum możliwości kompozycyjnych Krzyśka. Takie perły. Pokochałem też "Głowę" z krzykliwymi wokalizami. Nuda to przy tej płycie najbardziej adekwatne słowo. 

Data premiery: 18 listopada 2016


1. Organek - Czarna Madonna
Organek numerem jeden! Ktoś miał wątpliwości? Po entuzjastycznej recenzji jaką popełniłem tuż po premierze mogę tylko dodać, że "Czarna Madonna" trafiła w moje uszy i serce błyskawicznie. I pozostanie tam na zawsze! 
Data premiery: 4 listopada 2016









Rok 2016 obfitował w dobre polskie albumy. Kilka rzeczy miałem wrzucić do rankingu, ale ostatecznie zrezygnowałem. I warto dodać, że jest to bardzo komfortowa sytuacja dla słuchacza, że można przebierać w propozycjach i mieć kłopoty bogactwa.

Jak co roku proszę - wpiszcie swój top w komentarzach. Strzałeczka!


środa, 17 sierpnia 2016

Męskie Granie (Stadion Korony, Kraków 13.08.2016) - na krótko

Tym razem nie będzie typowej relacji z koncertu, a jedynie materiał wideo. Trzeci raz z rzędu miałem przyjemność znaleźć się na jednym z wydarzeń trasy Męskiego Grania. Tym razem padło na Kraków i Stadion Korony. Miejscówka przyjemna, bo dużo zieleni. A nade wszystko dużo dobrej muzyki.



Nie będę ukrywał, że tegoroczny line-up interesował mnie głównie za sprawą Organka (świetny, intensywny koncert) oraz L.U.C, którego wspierali Rebel Babel Ensemble (odkrycie dnia). Oczywiście świetnie zaprezentował się OSTR (jeszcze lepiej niż rok temu, choć trochę mu się przybrało na wadze) oraz Brodka. Projekt SBB był też niezły (nie przekonał mnie jedynie Włodi, bo rapował dość monotonnie). Domowe Melodie to zdecydowanie nie mój gatunek muzyczny.



Męskie Granie Orkiestra jak zwykle na poziomie. Watahą rządzili w tym roku Tomek Organek, OSTR i Dawid Podsiadło. Oprócz coverów zagrali też hymn tegorocznej edycji. Dwukrotnie bisowali. Było naprawdę gorąco. Polecam! 


 

niedziela, 3 stycznia 2016

Najlepsze polskie płyty 2015 roku

Nie rozumiem fenomenu Korteza, którego widziałem na żywo podczas "Męskiego Grania". Zanudzał niemiłosiernie. Ten gość choć wrażliwy, to muzycznie smutniejszy od Radiohead, Joy Division i Portishead razem wziętych. Z polskich smutasów lubię tylko Skubasa. Depresyjne teksty Korteza działają na mnie negatywnie, a monotonne brzmienie gitary raczej zniechęca. W przeciwieństwie do polskich dziennikarzy, wcale nie uważam roku 2015 za udany na rodzimej scenie muzycznej.

Sporo było poprawnych albumów jak nowe Lipali, ale zabrakło więcej tak wyśmienitych dzieł pokroju Lao Che. Stąd też w tegorocznym rankingu zrezygnowałem z typowego zestawienia i postanowiłem nagrodzić trzy płyty, bo od razu uznałem je za naprawdę dobre, a pozostałe albumy jedynie wyróżnić. Zresztą sam się zdziwiłem, bo na liście docenionych pojawiły się rzeczy, o których słuchanie bym się w przeszłości nie podejrzewał. Jest naprawdę inaczej niż w latach poprzednich!


Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch Orchestra and Choir - 1976: A Space Odyssey
3. Zbigniew Wodecki with Mitch & Mitch Orchestra and Choir - 1976: A Space Odyssey
Odświeżony debiut Zbyszka Wodeckiego nagrany z enigmatyczną rockową formacją Mitch & Mitch oraz orkiestrą i chórem ukazują fenomen tamtych kompozycji. Utworów, które brzmią świeżo, niektóre fantastycznie. A najlepsze jest to, że nigdy nie uzyskały statusu hitów, a potencjał posiadają ogromny. Wodecki dał wydanemu w 1976 roku albumowi drugie życie. Pokazał też, że wciąż niewielu na rodzimej scenie muzycznej może mu dorównać. Płyta przepełniona jest numerami z kategorii "easy listening", ale nie sądzę aby komercyjne stacje chciały go namiętnie grać. A szkoda! Bo takie "Rzuć to wszystko co złe" czy "Panny mego dziadka" oczarowują swoim pięknem, prostotą i bogatą aranżacją. Kto by pomyślał, że odkryję wyjątkowość tej płyty i nawet zamówię wydawnictwo CD/DVD? No kto?!

O.S.T.R. - Podróż zwana życiem
2. O.S.T.R. - Podróż zwana życiem
Lata mijają, a ja sięgam po kolejne dzieła Ostrego. To jedyny raper w Polsce, który nie popada w przeciętność. Wprawdzie już nie kładzie na łopatki jak w przeszłości, ale wciąż potrafi wprowadzić w zadumę. Tym razem tematyka tekstów bardziej skupia się na rodzinie ("Post scriptum"), co jest zrozumiałe, jeśli spojrzeć na ostatnie przejścia artysty (problemy zdrowotne). Nie brakuje oczywiście typowego dla artysty spojrzenia z dystansu na otaczającą rzeczywistość. Materiał brzmi dość równo, a na szczególną pochwalę zasługują zacne podkłady. Bardzo polubiłem numer tytuły. A Wy?



1. Lao Che Dzieciom - Dzieciom
Nie umieszczenie tej płyty wśród najlepszych (a już widziałem takie rankingi) to zbrodnia nad zbrodniami. "Dzieciom" muzycznie i tekstowo bije na głowię inne tegoroczne gitarowe propozycje. Wyjątkowość wylewa się z każdego miejsca albumu. Najmocniejsze fragmenty? Wszystkie są mocne! Na początku orientalny "Dżin", zawadiacki  i swingująco-jazzowy "Tu" (stylistycznie mocno zbliżony do muzyki Koli), później bujający ""Wojenka" z funkowymi klawiszami i gitarą (tak powinien wyglądać antywojenny manifest XXI wieku). "Znajda" to psychodeliczna jazda (transowemu afrykańskiemu perkusyjnemu rytmowi towarzyszą trąbka, organy i pojechana gitara). Kolejny utwory stanowią bardziej stonowaną i nastrojową część albumu. Natomiast końcówka to rockowa "Legenda o Smoku" i świetny funkowy numer (a może nawet afrobeatowy?) "A chciałem o sobie". Teksty Spiętego  oczywiście na wysokim poziomie, można o nich pisać osobny artykuł. Nie chcę nikomu odbierać przyjemności, polecam wsłuchanie się w album "Dzieciom". Nie będziecie się nudzić. Polska płyta roku!

Wyróżnione:
* Riverside - Love, Fear and the Time Machine - pozycja gorsza od poprzedniego dzieła zespołu, ale na polskiej scenie w kategorii rocka progresywnego wciąż nie ma dla nich konkurencji.
* Various Artists - Albo inaczej - jazzowe przeróbki hip-hopowych numerów. Płyta promowana przez media, ale wydaje się, że trochę nie do końca doceniona przez słuchaczy. Tylko tu Wodecki śpiewa Peję, a Wojciech Gąssowski Kalibra-44.
* The Dumplings - See You Later - nie tak przebojowy album, jak krążek debiutancki lecz bardzo porządny materiał. Electropop w wydaniu młodego zabrzańskiego duetu Justyna Święc i Kuba Karaś, to bardzo klimatyczne granie. "Nie gotujemy" powinno przypaść do gustu nie tylko fanom muzyki elektronicznej.
* Kabanos - Balonowy album - początkowo zignorowałem tę płytę, ale wróciła do mnie jak bumerang. Wydany w 2015 "Balonowy album" jest godnym następcą "Dramatu współczesnego". Kabanos w formie!

...

niedziela, 26 lipca 2015

Męskie Granie 2015 (Chorzów-Park Śląski, 25.07.2015) - relacja z koncertu

Singiel "Armaty" początkowo nie zrobił na mnie wrażenia, jednak po kilku przesłuchaniach bardzo go polubiłem. Tak bardzo, by i w tym roku wybrać się do Chorzowa na koncert. Ubiegłoroczne występy artystów zaostrzyły apetyt, chociaż bardzo liczyłem, że zobaczę na żywo koncert Organka, to i tak nie żałuję 89 zł wydanych na bilet.

Krótko o organizacji, bo w tym roku Męskie Granie było wręcz idealne. Mnóstwo przenośnych toalet; woda, ręczniki, mydło; burgery, dobre piwo i świetna akustyka - same plusy. Dodatkowo bardzo dobra lokalizacja - Park Śląski z posadzonymi wszędzie różami o wartości 5 mln zł! Parkingów mnóstwo. Jedynym mankamentem był brak w Męskie Granie Orkiestra zapowiadanych Fisza oraz Krzysztofa Zalewskiego. Na szczęście oglądałem ich w ubiegłym roku, więc nie musiałem żałować.

Organizatorzy przygotowali niespodziankę na początek - występ Orkiestry Dętej KWK Knurów. Niestety o 16:30, więc się nie załapałem. Natomiast tuż po nich na scenie zainstalował się duet The Dumplings. I ten chwalony, utalentowany zespół złożony z młodych artystów tj. Justyny Święs i Kuby Karasia porwał mnie swoją electropopową muzyką. Sam się dziwiłem, bo oglądając teledyski nie czułem tego klimatu, ale "Betonowy las" na żywo zabrzmiał rewelacyjnie. Muszę przyznać, że te wszystkie nagrody, które zebrali za debiut należały im się w 100%.

Męskie Granie 2015
fot. Męskie Granie 2015/Kev Fox &Smolik i Natalia Grosiak
Zaraz po elektronicznym duecie zjawił się mózg Męskiego Grania, czyli Andrzej Smolik wraz z Kevem Foxem. Artyści zaprezentowali swój klimatyczny materiał. Podczas występu dwukrotnie wspomagał ich Organek.  Pod koniec grania doszło do zabawnej sceny, kiedy Brytyjczyk zamierzał już opuścić scenę, Andrzej niczym wprawny generał przywołał swojego kolegę do porządku , czego efektem było najbardziej dynamicznie wykonanie numeru z całej  setlisty. 

Nie zdziwiło mnie, że podczas występu Natalii Przybysz pod sceną zrobiło się ciasno. A gdy tylko z głośników poleciały pierwsze takty "Miodu" a potem "Nie będą twoją laleczką" publiczność oszalała z radości. Później Natalia wykonało przebój zespołu Breakout "Do kogo idziesz?", a wiadomo że niełatwo zbliżyć się do poziomu wokalnego Miry Kubasińskiego. Dała radę. No i ku uciesze fanów zrzuciła wierzchnie odzienie prezentując swoje wyćwiczone ciało, czym pewnie wprawiła w kompleksy niejedną dziewczynę. Refren "Królowej Śniegu" chóralnie odśpiewany przez tłum wypadł całkiem przyzwoicie. Jedno jest pewne, jeżeli niektóre osoby narzekały, że Natalia na scenie podczas Openera była dość powściągliwa, to w Chorzowie pokazała się jako wulkan pozytywnej energii. Publiczność ją uwielbia i nie jest to przejściowa miłość.

Męskie Granie 2015
fot. Męskie Granie 2015/OSTR

Wysoki poziom napięcia podtrzymał skutecznie O.S.T.R., który na Męskim Graniu pojawił się w towarzystwie Kohana oraz DJa Haema. Adam Ostrowski zanęcił publiczność do zabawy, do robienia hałasu i skakania.  W swojej publicystyce odnosił się do niedawno przebytej choroby, komplementował żonę i matkę (no i przesyłał mnóstwo pozytywnej energii). Ten gość ma w sobie mnóstwo sił i trzeba się cieszyć, że choć lekarze nie dawali mu za wielu szans, dziś może biegać po scenie i wypluwać z ust frazy z prędkością karabinu maszynowego. "Po drodze do nieba", "Kochana Polsko" czy "Nie ucieknę stąd", to absolutne klasyki, które wybrzmiały podczas sobotniego występu rapera.

Formację Hey widziałem ostatnio kilka razy, więc poszedłem na burgera, ale to wcale nie przeszkodziło w tym, żeby usłyszeć wspólne wykonanie z Natalią Przybysz numeru "4 pory roku". Kasia Nosowska tradycyjnie zawstydzona (od ponad dwudziestu lat) i ubrana w jakiś czarny worek (mam deja vu, chyba już to pisałem w innej relacji?!). Klasyka! Finałem było zagranie kawałka Ultravox.

Artura Rojka lubiłem z czasów Myslovitza i bardzo cenię za organizację OFF FESTIVALU. Nie sądziłem, że będę go oglądał w solowym projekcie. Artysta zebrał muzyków i nagrał materiał, który mocno romansuje z muzyką elektroniczną. Ze znanych mi numerów usłyszałem m.in. "Beksę".  Jednak najbardziej przypadła mi do gustu wersja "Ring of fire" - odjechana, elektroniczna, szalona.

O godzinie 23:00 wszyscy zdali sobie sprawę, że przyszedł czas na finał. Tym razem na flankach Męskie Granie Orkiestra ustawili się Organek (prawdziwy dyrygent i żartowniś) oraz Budyń (znany z Pogodno, co lubi wygłupy i takie tam). W środku oczywiście za całym instrumentarium elektronicznym - Andrzej Smolik. Na samej górze sekcja dęta, a na przedzie scenie podczas pierwszego utworu - Orkiestra Dęta KWK Knurów. Skład MGO rozpoczął występ od "Elektrycznego", którego partie wokalne wykonuje Budyń. Potem do zespołu dołączają kolejno Tomek Lipiński (Tilt/Brygada Kryzys) oraz Mela Koteluk śpiewająca Maanam, a także Kasia Nosowska ("Jeśli wiesz co chcę powiedzieć"). Wśród gości możemy też usłyszeć Natalię Grosiak ("Deszcze niespokojne") i rapera Miuosha ("Piosenka młodych wioślarzy" Kultu). Najbardziej jednak ujęły mnie wykonania "Spalam się", gdzie publikę podkręcił świetny O.S.T.R. oraz "Jestem sam" Organka z repertuaru Maleńczuka. Ostatnim numerem były "Armaty".

Choć Budyń z Organkiem próbowali zaklinać deszcz, to podczas całego koncertu finałowego lało. Publiczność przepędziła zasłaniających widok fotoreporterów (kto to widział takie dziwy?). A Piotr Stelmach prowadzący jak zwykle z rozmachem całe wydarzenie, musiał o północy wszystkim podziękować i zaprosić na kolejne edycje Męskiego Grania. Teraz pora na Poznań i Warszawę, a zakończenie trasy jak zwykle w Żywcu. Jeżeli zastanawiacie się czy warto, niech zachętą będzie cytat pewnej osoby, która stała za mną i dzwoniła do bliskiej osoby - "kochanie jest super. Szkoda że cię tu nie ma. Koncert przerósł moje najśmielsze oczekiwania". Pozdrawiam fanów dobrej polskiej muzyki.