Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 lutego 2014

Wywiad z Adamem Kozłowskim (Skangur)

Bębniarz na próby dojeżdża z Wiednia

Choć Skangur wydał trzy płyty i dał setki koncertów w Polsce i za granicą, nadal walczy o należne jest miejsce na rynku muzycznym, a ostatnio zmaga się także z problemami personalnymi. Zespół szuka basisty, a perkusista pokonuje po kilkaset kilometrów, by zjawić się na próbie. Przy okazji nowego wywiadu na blogu zapraszam do lektury interesującej rozmowy z Adamem Kozłowskim - gitarzystą, tekściarzem i kompozytorem krzeszowickiego formacji Skangur. 

Adam Kozłowski
Adam Kozłowski (fot. SH)
(Sanestis Hombre) SH: Zacznijmy może od Waszej ostatniej płyty. Ukazała się w 2012 roku i osobiście uważam, że kopie tyłki. Jesteście z niej zadowoleni?

Adam Kozłowski: Na pewno na tle poprzednich płyt jest najlepsza. Pierwsza płyta, jak często u wielu zespołów – była bardzo spontaniczna. Jest na niej wiele przypadkowości.  Druga była nagrywana w atmosferze dość dużej "napinki"  z ludźmi typu "najemnicy". Efekt – całość nie do końca autentyczna. "Zet Wu eL Jot" powstała  w pół roku, nagraliśmy ją w tydzień z niewielkimi tylko poprawkami. Ja z perspektywy prawie dwóch lat zrobiłbym tylko bardziej ambientowe brzmienie, trochę bardziej przestrzenne. I żałuję, że nie grałem na niej na kaczce [taki efekt]. Ale jesteśmy z niej zadowoleni. Wszystkie teksty są moje oprócz kawałka "Idź" Pawła Borowieckiego. Z muzą było trochę inaczej: większość pomysłów rytmiczno-harmonicznych jest moja, ale sporo linii melodycznych wokali wymyślał Kamil. Aranże są wynikiem wspólnej pracy  całego zespołu – tak było też z pozostałymi płytami. Tylko muzyka do "Idź" też jest Pawła Borowieckiego.

SH: Mam wrażenie, że Skangur jest kapelą niedocenianą. Album "Zet Wu eL Jot" jest świetny. Wykracza poza ramy ska/rocka/reggae. Jednak mógłby mieć więcej fanów. Planujecie zwiększenie działań promocyjnych przy okazji następnej płyty?
Adam Kozłowski: Zespoły nie mają wielu możliwości na zwiększenie działań promocyjnych. Jedyne, co mogą zrobić to grać więcej koncertów, zabiegać o nie.  To też nie jest łatwe, bo w Polsce jest coraz mniej miejsc, gdzie gra się muzykę na żywo. Właścicielom klubów się to podobno nie opłaca. Poza tym trzeba sobie uzmysłowić, że wyjazd zespołu Skangur do Poznania na koncert w klubie na 100 osób jest z góry skazany na dopłacenie do interesu i to sporo nawet jak klub będzie pełny. Ile te bilety musiałyby kosztować, by wyjść na zero w temacie choćby transportu?
Często o tym rozmawiam z ludźmi postronnymi i oni nie zdają sobie sprawy, że w 2004r, by być w MTV Polska wystarczyło mieć video na taśmie BETA. To był jedyny wymóg. Dziś, przy sprofilowaniu kanałów, naszpikowaniu ich reklamami i tymi dziwnymi zależnościami:  kanał TV – dane wydawnictwo, wszystko stało się dużo bardziej skomplikowane.
Niedawno w Krakowie był koncert nowego zespołu Muńka Staszczyka [Shamboo] – było może 50 ludzi na nim… Nie ma co ukrywać, że dziś na koncerty, szczególnie klubowe chodzi dużo mniej ludzi niż 10 lat temu. I tak jest w całej Europie. Obecnie [chyba] tylko w USA jest odmienny trend.

SH: Często szansą by zaistnieć są większe koncerty. Skangur zamierza w tym roku zaliczyć jakieś festiwale muzyczne?
Adam Kozłowski: Tak. Na pewno zagramy na festiwalu w Czechach. Z festiwalami w Polsce i Skangurem jest dziwna sprawa. Np. w Niemczech gramy jako jeden z głównych wykonawców wieczoru na sporych koncertach, a u nas nawet jak chcemy przyjechać na swój koszt, to jakoś nie udaje nam się dogadać z organizatorami.  Nawet gdy godzimy się na małe sceny. Odnoszę wrażenie, że nas po prostu nie chcą. W sumie w naszym kraju zagraliśmy na ponad 500 koncertów i tylko na dwóch festiwalach: Reggae Day (Częstochowa) i Rock Reggae Festival (Brzeszcze). Na obu było przyjęcie co najmniej doskonałe, ale… organizatorzy nie byli zainteresowani naszymi występami w kolejnych edycjach.

Skangur
Skangur (fot. SH)

SH: Pierwszy raz słyszałem Was na żywo w 2008 roku (krakowskie Juwenalia). Supportowaliście wtedy niemiecki H-Blockx. Przed kim chcielibyście zagrać?
Adam Kozłowski: Chyba już o tym nie myślimy. O takich kwestiach człowiek myśli jak zaczyna zabawę z muzyką, jak jest bardzo młody. To podobnie jak uczenie się piosenek, które nam się podobają – dużo czasu na to się poświęca. Teraz jestem zainteresowany wymyślaniem swoich kawałków, podobnie jak tym by grać koncerty. Ale przed kim, to już nie ma takiego znaczenia.

SH: No właśnie, wspomniałeś początki, a wasz pierwszy album jest praktycznie niedostępny. Nawet na allegro. Czy jest szansa na reedycję tej płyty?
Adam Kozłowski: Wydawca trzeciej płyty – Rockers Publishing wspominali coś o reedycji. Ale nie wiem jak to się potoczyło, bo prawa do niej ma dwóch ludzi, którzy już nie współpracują ze sobą jako wydawca więc uzyskanie praw może nie być łatwe.

SH: Wracając do teraźniejszości, pracujecie nad płytą. Czego możemy się spodziewać po nowym wydawnictwie?
Adam Kozłowski: Będzie to z pewnością rozwinięcie tego, co jest na ostatnim krążku. Znajdziemy sporo reggae, ale nie tylko w sensie rytmu, ale także brzmień, będzie trochę folkowych wtrętów. Założenie jest takie, że ma to być rockowa muza oparta na harmoniach z różnych stron świata. To ma być "przyprawa" do tej płyty. Tekstowo, to nie wiem do końca co znajdziemy. Ja mam wiele tekstów, ale obawiam się, że nie będą strawne dla rockowej publiki – to bardziej coś pod poezję śpiewaną.  Kilka tekstów, które napisałem pod nową płytę jest z kolei strasznie nihilistyczna – taki klimat ostatnich czasów, choć ja osobiście nie mam powodów do narzekań. Chciałbym uniknąć posądzenia o tendencyjność w tekstach. Tak czy inaczej mamy gotowe cztery – pięć kawałków muzycznie i trzy tekstowo. Jeszcze sporo pracy, a pracujemy wolno, ponieważ bębniarz na co dzień mieszka w Austrii i dojeżdża na próby z Wiednia. Serio.

SH: Będzie jakaś wolta stylistyczna? Jakieś niespodzianki?
Adam Kozłowski: Jak powiedziałem wcześniej – to ma być zdecydowanie kontynuacja poprzedniego krążka, choć może bardziej "kolorowa" muzycznie. Jakichś sensacji, coverów  to raczej nie szykujemy.

SH: Zmieńmy temat. Kto obecnie najbardziej wpływa na Adama Kozłowskiego? Pochwal się swoimi muzycznymi, filmowymi, literackimi odkryciami.
Adam Kozłowski: Tak chyba jest, że im człowiek coś dłużej robi i sprawia mu to frajdę, to coraz mniej ogląda się na innych. W temacie filmu to się nie wypowiem, bo na tym się nie znam – nie oglądam od 8 lat telewizji. Filmy rzadko w internecie albo na DVD.
 Muzycznie kiedyś bardzo inspirował mnie No Doubt. Do dziś to mój ulubiony zespół, choć ostatnia płyta była słaba. Trudno powiedzieć, że teraz na nich się wzoruję. Zresztą muzycznie, to rzadko już coś mnie "zagina". Brak mi tego co było 20 lat temu: na 10 płyt jakaś jednak zachwycała. Nie wiem, czy jestem bardziej krytyczny, znudzony, czy dzisiejsza muza jest taka licha… Ostatnio bardzo spodobały mi się dwie piosenki takiego młodego gościa  - nazywa się Jake Bugg. Gra taki folk – rock, ale ma dwa super kawałki: jakby country grane z punkowym zacięciem, albo może jakby kawałek punk grać w stylu country. Mnie się podoba. Natomiast jeśli chodzi o teksty, to bardzo cenię zespół Lao Che, Raz Dwa Trzy, czy Grabaża [Strachy Na Lachy]. Bardzo lubię też teksty zapomnianego Darka Eckerta [to taki niezależny poeta krakowski, dość znany w latach 90-tych]. Uwielbiam Stanisława Staszewskiego – powinien być programowo w szkole. Ale do tego ktoś dojdzie, jak mało kto będzie już mówić po polsku… Szkolnictwo jest w rękach ekonomicznych idiotów i politycznych cwaniaków.
Czytać uwielbiam; książki raczej nie wpływają bezpośrednio na moje teksty. Pewnie dlatego, że najchętniej sięgam po akademickie prace na temat różnych kultur koczowniczych z przełomu er.

SH: Czy w 2013 roku pojawiła się płyta, która zrzuciła cię z nóg?
Adam Kozłowski: No właśnie nie. Oczywiście mogą być takie których nie słyszałem. Były piosenki, które bardzo mi się podobały: wspomniany Jake Bugg [Slumville sunrise i What doesen`t  kill you], jeden kawałek Waglewskiego ["Weź mnie nad rzekę"], Kazik ["Idę prosto"], ale niewiele tego było. Raczej odkrywałem dla siebie jakieś starocie, o których wiedziałem, że są ale nigdy nie słuchałem, jak np. Suzi Quatro.

SH: Gdybyś miał stworzyć zespół marzeń, kogo byś do niego wybrał? Adam Kozłowski - gitara. Kto dalej? :)
Adam Kozłowski: O, ja… To pojechałeś. Nie miałem nigdy takiego pytania. Ale popuszczę wodze fantazji z tym, że miej świadomość iż nie kieruję się tym, jak kto gra, tylko tym, że z daną osobą fajnie by mi się grało [tak mi się wydaje]. Byłby to na pewno Tom Dumont  - gitarzysta z No Doubt, oraz wokalista Bad Brains z płyt: "Quicness", "Rock For The Light" i "I Againt I" – nie pamiętam jego nazwiska w tej chwili. W sumie tylko ci ludzie jakoś mi przychodzą do głowy, tak na szybko.

SH: Ciekawy zestaw. To ja proponuję dorzucić Dave`a Grohla jako perkusistę. A propos lidera Foo Fighters - Grohl w jednym z wywiadów mocno skrytykował programy "American Idol" oraz "The Voice", twierdząc że niszczą one całe pokolenia muzyków. Jak sądzisz - czy programy typu "talent show" (np. polska edycja "Must be the music") dają młodym zespołom szansę realnego przebicia się i zyskania uwagi na dłużej niż 5 minut?
Adam Kozłowski: Takie programy lansują tylko członków jury,  by zwiększać oglądalność kolejnego programu, w którym będą występować, oraz w mniejszym stopniu tych, co wygrywają daną edycję. Pozostali odchodzą w cień, a im szybciej odpadasz, tym w sumie większa antyreklama niż odwrotnie. Poza tym w tych programach nie możesz być do końca taki jak chcesz, tylko wiele ci narzucają. Wystarczy posłuchać co mówi Dawid Podsiadło, który mimo, że wygrał, to raczej krytycznie wypowiedział się w temacie tego cyrku.

SH: XXI wiek dzięki internetowi przyniósł prawdziwą rewolucję w postrzeganiu muzyki. Część z utworów Skangura jest np. dostępna do przesłuchania na serwisie YoutTube.  Jesteście zwolennikami cyfrowej dystrybucji nagrań?
Adam Kozłowski: Jakoś nigdy się nad tym nie zastanawiałem, moi koledzy chyba też nie. To, że ktoś znajdzie sobie kawałek Skangura i posłucha to super. Co do ściągania z sieci, to mam mieszane uczucia, ale ciężko mi się jednoznacznie wypowiedzieć w tym temacie.

SH: Jest wiele kwestii, o które chciałbym zapytać, ale skończę na kluczowym pytaniu - czego Wam życzyć w 2014 roku?
Adam Kozłowski: Częstszych prób. To da pewność, że do końca roku na pewno nagramy nowy materiał. A wtedy powinien ukazać się w formie płyty w 2015r.

SH: Dziękuję za rozmowę.

czwartek, 30 stycznia 2014

Skangur - Zet Wu eL Jot (2012) - recenzja płyty

Skangur jest jednym z najbardziej niedocenionych polskich zespołów muzycznych. Większość osób kojarzy ich głównie z wielkim przebojem "Płatki" jednak dopiero trzecia płyta przynosi wszystko, co można uznać za składową świetnego wydawnictwa (teksty, muzyka, kompozycje). Oczywiście poprzednie są dobre, ale wydany w 2012 roku w krakowskim studio album"Zet Wu eL Jot" to dzieło kompletne.

Skangur - Zet Wu eL Jot
Skangur - Zet Wu eL Jot (2012)

Po płycie "Endorphine" (2009) nastąpiły rotacje w składzie i zespół został uszczuplony z ośmiu do sześciu muzyków. Pojawił się nowy wokalista - Kamil Grabarz, zmienił się także basista (Paweł Borowiecki zastąpił Pawła Pyzika) oraz perkusista (Igor Derżko przejął pałeczki od Dawida Niziurskiego). Sekstet pod czujnym okiem Jarosława Barana (realizatora/producenta) usiadł do prac i stworzył dwanaście utworów, których tytuły opatrzone są datami. "Zet Wu eL Jot" to 42 minuty rewelacyjnej muzyki. Liryczne teksty świadczą o dojrzałości jaką osiągnął Skangur na trzecim krążku.

Skangur
Skangur (materiały promocyjne zespołu)
 Płytę rozpoczyna "24.XII Największa produkcja świata" - typowe dla kapeli ska/reggae (co ciekawe motyw z kawałka wygwizdany jest na samym końcu płyty); świetna sekcja dęta (Piotr Chłopek - puzon, Piotr Łuczyński - trąbka) i mocniejsze rockowe refreny, przy których trudno usiedzieć w miejscu. "24. I Po co poezja" z genialnym tekście o sławie i gustach ogółu komercji (Więc ściskam właściwe dłonie// Chcę być na topie i kosić mamonę// Ściskam właściwe ręce// Jest kasa. Nie chodzi o nic więcej). Trzeci kawałek " 14 II Idź" to energetyczne ska ze spokojniejszymi refrenami i solówką na trąbce. "21. III Spokojnie?" oparty jest na bujającym basie, z kolei "22. IV Oddycham" pędzi niczym Pendolino po polskich torach... hm... zagalopowałem się... Jeden z najlepszych refrenów na płycie napędzany gitarowymi riffami Adama Kozłowskiego. Zakręci się wam w głowach.
Na tej płycie trudno w recenzji pominąć jakikolwiek utwór. Kawałek nr 6 - "03. V Polska kastowa" uderza mocnym przekazem (Polska klanowa. Polska kastowa// Gdzieś w Europie republika bananowa// Ryczą barany >>Polska to pany<< // Zazdrość i zawiść - specjalność narodowa//). I znowu sekcja miażdży! Równie dobrze jest w jednym z ulubionych kawałków koncertowej publiki, czyli w "21. IV Wilkołak" - poetycki tekst i dziki bałkański motyw dęciaków - bezcenne.  Pozostałe kawałki również są godne uwagi, jednak żeby nie odbierać przyjemności słuchania, wspomnę tylko jeszcze o szalonym i rozgrzewającym do czerwoności  utworze " 25. X Tango totalitarne".


Uwaga! Album "Zet Wu eL Jot" uzależnia. Jest jednym z najlepszym polskich albumów ska/rock/reggae. Ba! Jest jednym z najlepszych polskich albumów: ciekawe teksty, energetyczne kompozycje. Wszystko to daje sporą nadzieję na przyszłość, bowiem w 2014 roku Skangur zamierza podjąć pracę nad czwartą płytą. Należy wierzyć, że nowe wydawnictwo zyska artystom jeszcze więcej fanów. Zasługują na to! Kto jeśli nie my, kiedy jeśli nie teraz.

sobota, 21 września 2013

Na krótko: stare irokezy

Przypadkowo trafiłem ostatnio na płytę "Mokotovo" (2012) ska-punkowej formacji Dee Facto. Nowe brzmienie, już nie takie surowe i dzikie jak na debiucie, którym tyle lat się jarałem (odtwarzając jeszcze z kasety). Właśnie album "Dee Facto" z 1993 roku wciąż stanowi dla mnie numer jeden wśród wszystkich mi znanych płyt z muzyką ska i jest w pierwszej trójce punkowych wydawnictw, jakie miałem okazję poznać. Jest kwintesencją tamtych czasów, jednakże nadal bardzo aktualny  w przekazie.



Panowie z Warszawy dwie dekady temu nagrali prawdziwy dynamit, ze świetnymi tekstami, energią i prawdziwą nieokiełznaną dzikością brzmień (choć pewnie można sobie ponarzekać na jakość wyprodukowania). Moje ulubione tracki: "Polska młodzież", "Uliczna kultura" czy "Saygon" powodują, że i dziś skaczę demolując pokój. 

Może ktoś wyda jeszcze raz na płycie CD "Dee Facto" - tego życzę na dwudziestolecie debiutu!