sobota, 13 lipca 2013

Muzyka na różne pory i nastroje

1. Muzyka do pubu. Niedawne folkowe odkrycie z Londynu - Skinny Lister. Twórczość Brytyjczyków podrywa do tańca, poprawia nastrój. Człowiek nie może usiedzieć w miejscu. Kufle w dłoń.


Ich debiutancki album "Forge and Flagon" z 2012 śmiało można uznać za jedno z najlepszych folkowych dzieł jakie w minionym roku ukazały się na rynku muzycznym.

2. Muzyka do samochodu. Kiedyś był film "Drive" i nostalgia za brzmieniem elektronicznym z lat 80. Później przypadkowe odkrycie - Lazerhawk - projekt synthpopowy przypomina nieco Daft Punk, ale nie można mu nic więcej zarzucić w tym względzie.
Kawałek "King of streets" nie pochodzi z żadnej płyty Lazerhawk, trudno go znaleźć, jednak nawet słuchając wersji z YT bez problemowo wkręcicie się w oldskulowy elektroniczny klimat.

3. Muzyka na imprezę? Niekoniecznie, bo to taki smaczek - zespół/projekt jednego kawałka - tak bym określił Major Lazer. "Get free" pewnie słyszeliście w jednym ze sklepów odzieżowym. Lekki, wciągający, bujający. Warto odpalić i sprawdzić czy znajomi łykną...

Dzielę się z Wami tymi muzycznymi odkryciami i czekam na rewanż. Czirs!

wtorek, 11 czerwca 2013

Paul Branningan - Dave Grohl: Oto moje (po)wołanie 2013 - recenzja

Dawno nie brałem się za recenzowanie książki, dlatego uczynię to po swojemu, czyli zarzucę Was garścią chaotycznych przemyśleń spisanych na gorąco... :)

"Paul Branningan - Dave Grohl: Oto moje (po)wołanie" to kawał dobrej biografii opisanej z wręcz kronikarską dokładnością. Będąc po lekturze dość średnich książek o Slashu ("Rockowy dom wariatów") oraz Queens of the Stone Age ("Pieśni dla głuchych") trzymając w ręce 400-stronnicową publikację, podszedłem do tematu z dystansem. Jednak po pierwszych kilku zdaniach wiedziałem, że autor odrobił pracę domową, bo primo: spotykał się wielokrotnie z Davem Grohlem, secundo: znakomicie przeanalizował zjawiska muzyczne sceny rockowej od hardcore punka poprzez grunge czy siatkę połączeń innych gatunków w tym wielkim misz maszu.

Dla kogo jest ta książka? Nie tylko dla miłośników Foo Fighters czy Nirvany, ale także dla osób które chcą się dowiedzieć czegoś z pierwszej ręki o scenie hardcore punk lat 80-tych (Black Flag, Minor Threat, Husker Du, Scream i wiele innych). To też dobra propozycja dla fanów muzycznych historii z krwi i kości, bez gloryfikacji i przerysowań. Tutaj na szczęście nikt nie wystawia laurki Kurtowi Cobainowi. Raczej dowiemy się o jego niezbyt fajnych zagraniach (np. przejęcie 90% wpływów z tantiem czy brak komunikacji w zespole). Ale nie to jest tu najważniejsze...


Narracja jest oparta na paru retrospekcjach i "wyprzedzeniach", co początkowo tworzy lekki chaos, ale po chwili zaczynamy rozumieć tę specyficzną formę opowiadania historii. Poznajemy zatem początki muzyka, a także scenę na której Grohl się wychowywał, a którą później współtworzył. Docieramy do demówek, solowych projektów i kolaboracji, no i przede wszystkim do ludzi. Poznajemy historię pierwszych kapel artysty (m.in. Scream czy Dain Bramage), wchodzimy w sam środek grunge`owego kotła, czytamy o wielkim sukcesie i jego konsekwencjach. O wzlotach (pierwszych miejscach zestawień sprzedaży czy dwóch koncertach Foo Fighters dzień po dniu na stadionie Wembley - 172 tys. biletów rozeszły się w kilka godzin!). Dowiadujemy się o upadkach (m.in. o tym jak Dave po śmierci Cobaina był na samym dnie, lecz szybko się pozbierał i zaczął wreszcie tworzyć tak jak pragnął - po swojemu). Widzimy jednak przede wszystkim pozytywnego gościa zakochanego w tworzeniu muzyki, graniu. Człowieka w koszulce i trampkach, który będąc artystą topu, potrafi się do dziś jarać takimi rzeczami jak: nagrywanie albumu z John Paulem Jonesem (basistą Led Zeppelin, idolem dzieciństwa) czy kawałka Foo Fighters - "Dear Rosemary" z Bobem Mouldem (wokalistą Husker Du - legendą sceny alternatywnej).

Lektura tej książki jest wciągająca, intrygująca a zakończenie pozostawia niedosyt, bo przecież Dave jest ciągle produktywny i finał historii napisze kiedyś życie. Oby opowieść trwała jak najdłużej.



Jeśli chodzi o samą publikację - wykonana jest solidnie, wypukłe litery na okładce, dobrej jakości papier i kolorowe zdjęcia rozlokowane na 2 wkładkach pozwalają złapać wytchnienie pomiędzy kolejnymi partiami tekstu.


10/10. Polecam.

wtorek, 21 maja 2013

Daft Punk - Random Access Memories (2013) - recenzja

Recenzji nie powinno się pisać na gorąco, a ja to robię w trakcie słuchania Daft Punk "Random Access Memories". No cóż, przyznacie że musiało mnie poruszyć. Po dość przeciętnym albumie Kultu pt. "Prosto" z niecierpliwością czekałem na coś dobrego. I się doczekałem. 21 maja ukazała się najnowsza płyta francuskiego duetu muzyków - Daft Punk. 

Zacznijmy jednak z kronikarską chronologią od samego początku. Płytę otwiera funkowo-elektroniczny "Give life back to music", co zapowiada swoistą reanimację muzyki elektronicznej tak skutecznie uśmiercanej ostatnio przez dubstepy.  Tutaj pauza - nie chcę Wam odbierać przyjemności smakowania kolejnych kawałków, dlatego przeskoczę do 3 numeru - "Giorgio by Moroder"- na początku mamy wypowiedź tytułowej postaci - włoskiego producenta muzycznego, który pracował nad hitami gwiazd disco i nie tylko (m.in. Bonnie Tyler, Donna Summers). Utwór przeradza się w ciekawą kompozycję, w której można wyłapać prawdziwe smaczki - ponoć na tej płycie ograniczono komputery na rzecz żywych instrumentów. 9 minut "Giorgio by Moroder" przelatuje w tempie ekspresowym.  W "Within" mamy pianino - gra Chilly Gonzales. "Instant Crush" to z track z udziałem Juliana Casablancasa - którego wokal przefiltrowany został przez daft punkową elektroniczną maszynerię. Płyta nie traci tempa i kolejna funkowo-elektroniczna kompozycja z wyraźną linią basu buja bioderka - to "Lose yourself to dance" - śpiewa Pharrell Williams (numer 8 "Get lucky" też z nim na wokalu, ale o tym później). 



Disco funk wzbogacone nutą nostalgii otrzymujemy w "Beyond".   Echa pedal steel guitar słychać na "Fragments of the Time" ze świetną partią wokalną Todda Edwardsa. Jeszcze ciekawej robi się podczas "Doin`it right". Panda Bear zrobił tu dobrą robotę. Polecałbym zespołowi na singla. 

Singiel "Get lucky" podbija komercyjne rozgłośnie radiowe i jest znakomitą wizytówką tego album. Dowodzi także tezy o możliwości nagrania przeboju w starym dobrym stylu, czyli wartościowego muzycznie. Tu mała uwaga - wersja radiowa różni się nieco od albumowej. 




Finał to "Contact" z perkusyjnymi kaskadami i ekstatycznym atakiem syntezatorów. Prawdziwa kwintesencja stylu.

Siłą tej płyty są zaproszeni goście. Lista jest długa i zacna. Dzięki nim czasami zapominamy, że to muzyka elektroniczna. Czuć to np. kiedy podkręca się tempo w "Touch" za sprawą Paula Williamsa. Mamy także trochę patosu, chór i klasyczne daft punkowe kosmiczne dźwięki.

"Random Access Memories" jest tak kolorowa, wielowątkowa, wciągają, iż nie sposób ją uprościć do kilku haseł. Wyśmienicie się słucha. Album urzeka. Zresztą posłuchajcie sami. 10/10.

niedziela, 12 maja 2013

Koty drapały w rytm KLANGU

To była jedna z najlepszych edycji KLANGU. Bardzo wysoki poziom, spora dawka dobrej muzyki i 3 zwycięskie kapele, choć mogło być ich więcej...




Jak wiadomo zwycięzca może być tylko jeden. O miano najlepszego zespołu przeglądu ubiegało się w tym roku aż 9 kapel: Trick, Nu Clepage, Silver Light, Sad Wednesday, The White Camel, Ewakuacja, In Sanity, Brzózka, Straight Jack Cat. Klang tradycyjnie odbywał się w ramach Słonecznej Fali Muzyki, podczas której zbierano pieniądze na schronisko dla zwierząt w Oświęcimiu (dochód ze zbiórki wyniósł 901,81 zł).

Pierwsze miejsce trafiło do "kotów" ze Straight Jack Cat w składzie: Marek Palka (gitara, wokal), Sebastian Kaszyca (bębny), Damian Szafran (bas) oraz Michał Zachariasz (gitara, klawisze). Straight Jack Cat to nie tylko zwycięzcy przeglądu, ale też pierwsza kapela, której dane było zagrać w klubie Stara Kotłownia (27 stycznia 2012 roku). Co od tego czasu się zmieniło? Koty drapią jeszcze mocniej. Garażowy, rockowy, dynamiczny występ zelektryzował publiczność. Frontman zespołu nawet pokusił się o wdrapanie na jeden ze wzmacniaczy. Podczas krótkiego, energetycznego seta usłyszeliśmy m.in. "Hurt-a-lot".

Po wyróżnienie sięgnęli panowie z In Sanity (drugi raz z rzędu!). Grali ciężko, melodyjnie z popisowymi solówkami gitarowymi. To była jedna z kapel, które tego dnia poderwały publikę do żwawszej zabawy.

Drugie wyróżnienie (równie ważne) trafiło do rąk muzyków z The White Camel. Gdyby przyznawać nagrody za umiejętności wokalne Dominik Rybiałek miałby spore szanse. Świetny kompozycyjnie set zasłużył na docenienie ze strony jury.

Dodatkowo Stowarzyszenie Przyjaźni Miastu zdecydowało się przyznać wyróżnienie - odkrycie przeglądu - dla zespołu Sad Wednesday.

Tuż po Klangu na scenie pojawiły się jeszcze dwie kapele: Blank Space oraz gwiazda wieczoru - formacja Dzioło, która klimatami ska porwała publikę do szalonej zabawy.

Warto jeszcze dodać, że występy oceniało jury w składzie: Jarosław Kisiński (Sztywny Pal Azji, przewodniczący), Rafał Kossakowski (firma Sound Art), Emilia Borycka i Dominik Rodziewicz (oboje ze Stowarzyszenie Przyjaźni Miastu) oraz Tomasz Wójcik (Chrzanowska Telewizja Lokalna). Należy także podkreślić, iż podczas sześciu i pół godziny przez klub przewinęło się ponad 150 osób.

Wszystkim kapelom (i tym nienagrodzonym również) gratulujemy, życzymy powodzenia na wyboistej drodze muzycznej i zapraszamy do udziału w kolejnej edycji, która już za rok.

P.s.
Relacja wideo i fragmenty koncertu niebawem na kanale wideo. Info wkrótce!

czwartek, 25 kwietnia 2013

Sound City - Real to Reel (2013) - recenzja

Dave Grohl jest na fali. Niedawno ukazała się jego biografia ("Oto moje (po)wołanie"). Muzyk nakręcił film o Sound City Studio, a także przy okazji powołaj do życia projekt "Sound City Players" i zebrał śmietankę artystów. W nagraniu płyty "Real to reel" wzięli udział między innymi Trent Reznor Nine Inch Nails, Josh Homme (Queens of the Stone Age) czy Paul McCartney i wielu innych równie znamienitych gości.




Album nie wchodzi od razu, ale po paru przesłuchaniach wciąga jak dobry odkurzacz. Niezwykle transowa kompozycja z narastającym napięciem "Mantra" świetnie określa charakter płyty. Grohl na perkusji, struny szarpie Josh Homme, klawisze dodaje Trent Reznor. Wspomniane Sound City jest tu spoiwem łączącym. O byłym muzyku legendarnej grupy z Seattle już wspominałem, natomiast król stonera Joshua nie bez powodu się tu pojawia. Przecież QOTSA nagrywają nową płytę to może być petarda). A jeśli dodam, że współpracują z nim Trent i Dave - wszystko jasne! Ten rok należy do wymienionych wyżej panów.

Gorąco polecam!


Lista utworów:
1. Heaven and All
2. Time Slowing Down
3. You Can't Fix This
4. The Man That Never Was
5. Your Wife Is Calling
6. From Can to Can't
7. Centipede
8. A Trick With No Sleeve
9. Cut Me Some Slack
10. If I Were Me
11. Mantra

czwartek, 14 marca 2013

Lekki post

Ten wpis ma luźny charakter i służy raczej zapełnieniu statyki, niż rozwinięciu myśli w bardziej rozbudowanej formie. A więc krótko:

Na plus:
1) Nowa płyta Nicka Cave`a and the Bad Seeds
2. Nowa płyta Dawida Bowie
Obie nie wchodzą za pierwszym razem, jednak warto przesłuchać kilka razy. Efekt będzie mile zaskakujący.

Na minus:
1) polska biurokracja
2) E-476

piątek, 22 lutego 2013

Oscary 2013 cz. III

7. "Bestie z południowych krain" (dałem 7/10) - połączenie tragizmu i magii, pośród których snuje się mała dziewczynka - Hushpuppy. Najmłodsza nominowana do Oscara - Quvenzhané Wallis (9 lat). No i właśnie jej rola jest tu chyba lepsza niż sam film. Dlatego ją bym wyróżnił? Pewnie na Oscara ma jeszcze czas. A może właśnie teraz jest ten moment? Hm...

8. "Miłość (dałem 7/10) - w skrócie jest to melodramat o miłości i śmierci jako nierozerwalnych determinantach ludzkiego życia. Film Michaela Haneke charakteryzuje się wolnym tempem akcji, co może czasami irytować. Znakomita jest główna para aktorów (na pewno najstarsza). Finał "Miłości" bardzo zaskakujący, ale ten kameralny spektakl trafia najcelniej do wąsko zakrojonego grona. Czy takim będą członkowie akademii?

9. "Nędznicy" (dałem 9/10) - musical to forma, której raczej nie lubię. Owszem, czasami coś obejrzę, jednak rzadko wpadam w zachwyt. Do filmu Tom Hoopera zabierałem się kilkanaście dni, bałem się tego śpiewania, patosu i realiów historycznych; zapewne oczekiwałem nadmuchanego obrazu, nużącego z każdą minutą. Po części tak. Film jest podniosły i długi, ale o dziwo niesamowicie ujmujący, być może prostotą i pięknem jakie przekazuje. Też opowiada o miłości i śmierci, chwyta za gardło, a kreacjami aktorskimi pozwala się smakować do samego finału. Hugh Jackman, Russell Crowe i Anne Hathaway - wybornie zagrali. Może nie zawsze ich śpiew rzuca na kolana lecz reżyserski zmysł sprawia, iż jesteśmy im w stanie wybaczyć wokalne niedociągnięcia, to że nie są Marią Callas czy Placido Domingo. To aktorzy najwyższego sortu. Po tym co zobaczyłem chętnie był przyznał statuetkę w kategorii - najlepsza aktorka drugoplanowa. Warto zwrócić uwagę również na scenografię i dźwięk.


9 nominowanych filmów, tylko jedna nagroda. Mój wybór - Operacja Argo, choć wysoko bym stawiał "Nędzników". Wielkie wrażenie zrobił na mnie Daniel Day Lewis (wybrany niedawno przez magazyn "Time" najlepszym aktorem wszech czasów). I jakoś mimo solidnej konkurencji, nie znajduję mocniejszej kandydatki po statuetkę od Jessici Chastain. Z drugoplanowych kreacji stawiam na: Christophera Waltza i Anne Hathaway. Reżyseria: Michael Haneke albo Steven Spielberg - nie mam przekonania który lepszy (Tom Hooper nie dostał przecież nominacji). Jeśli chodzi o inne kategorie - być może jeszcze do nich wrócę.

wtorek, 5 lutego 2013

Oscary 2013 cz. II

4. "Wróg numer jeden" (dałem 8/10) to kolejny mocno amerykański kandydat do statuetki. Scenariusz prosty - grupa agentów ma za zadanie wytropić terrorystę numero uno, czyli Bin Ladena. Z tego filmu dowiemy się na czym polegał "waterboarding", który jako forma tortur był stosowany wobec więźniów. Pojawia się również popularny ostatnio temat "tajnych więzień CIA w Polsce". Kathryn Bigelow już w 2010 za "The hurt lockera" zgarnęła 2 Oscary (najlepszy film, najlepszy reżyser). Czy tym razem się uda? Myślę, że jakaś szansa jest w kategorii najlepsza aktorka dla Jessici Chastain. Film jest dobry, interesujący, trzymający w napięciu, chociaż z gatunku thriller wybrałbym "Operację Argo" (gdybym takiego wyboru musiał dokonać).

5. "Poradnik pozytywnego myślenia" (dałem 7/10) - ten film jest okej (komedia z dramatycznym rysem). Poradnik jest dobrze obsadzony i zagrany (niezły Robert De Niro oraz Bradley Cooper - tym razem bez kaca). Ma pozytywne przesłanie (nomen omen). Jednak to sztampowe i przewidywalne zakończenie psuje całkowicie fabułę i sprawia, że tylko Jessice Lawrence mogę pogratulować znakomitej roli i ją wyróżnić. Czy jest to kreacja na statuetkę? No nie wiem...

6. "Życie Pi" (dałem 6/10) - jest to historia dość prosta i niestety strasznie przewidywalna. Fabuła nie wciąga (widziałem wiele lepszych dzieł o rozbitkach np."Cast away - poza światem"). Nie czytałem książki więc trudno jest mi odnieść się do tego, w jakim stopniu poczyniona została jej adaptacja. Na pewno trzeba pochwalić znakomite zdjęcia (dałbym statuetkę) oraz montaż obrazu. Jednak mimo wielu nominacji jest to raczej dzieło, które na zbyt wiele nagród nie zasłużyło.


poniedziałek, 28 stycznia 2013

Tomahawk - Oddfellows (2013) - recenzja

Eksperymentalna rockowa supergrupa pod przywództwem Mike`a Pattona wydała nową płytę! Może jestem nieobiektywny jak diabli, bo od lat jaram się każdym przejawem twórczości wokalisty Tomahawka. Śmiem przypuszczać, że takich jak ja jest wielu, dlatego po sześciu latach od wydania "Anonymous" - doczekaliśmy się.

                                                                      Okładka płyty

Album "Oddfellows" powstał w sześć dni. Nagrano go w Easy Eye Studios w Nashville, a za produkcję odpowiada Collin Dupuis. Natomiast 29 stycznia 2013 krążek trafi do sprzedaży (nakładem Ipecac Recordings - co nie dziwi, bo Patton od lat wydaje płyty we własnej wytwórni). Warto jeszcze dodać, że na basie Kevina Rutmanisa zastąpił Trevor Dunn.Ta płyta jest w pewien sposób podobna do dwóch pierwszych (brzmienie gitar, psychodeliczne klimaty). Na "Oddfellows" znajdziemy jednak kilka ciekawych elementów, na które warto zwrócić uwagę: swingujący "Rise up dirty waters" z wściekłymi niczym psychobilly partiami gdzieś pomiędzy zwolnieniami tempa; "I can almost see them" mógłby stanowić ścieżkę dźwiękową jakiegoś westernu; "Baby let`s play" przypomina niektóre nagrania z "California" Mr Bungle (apokalipsa wisi w powietrzu). Nie można zapomnieć o przebojowym "Stone letter".





Ten album nie wchodzi za pierwszym razem. Trzeba go słuchać w kółko, non stop, aby odkryć smaczki. 40 minut dobrej rockowo alternatywnej muzy.

niedziela, 20 stycznia 2013

Oscary 2013 cz. I

Już za miesiąc rozdanie najbardziej prestiżowych nagród filmowych. Postanowiłem się pokusić o krótkie uwagi na temat nominowanych dzieł oraz twórców.

1. "Lincoln" (dałem notę 8/10) to przede wszystkim wyśmienita rola Daniela Day-Lewisa. Prezydent Lincoln - wódz, nauczyciel, ale także człowiek obdarzony poczuciem humoru, partner, prawdziwy lider, choć przez wielu uznawany za tyrana. 
Film jest dobry, wciągający z klimatem, ale czy zasługuje na zgarnięcie Oscara? Przede wszystkim za główną kreację i może szansę ma Tommy Lee Jones w kategorii: najlepszy aktor drugoplanowy. Scenografia, kostiumy? Tu też coś powinno trafić do rąk ekipy Stevena Spielberga.

2. "Django" (dałem notę 8/10) - tak, Quentin Tarantino jak zwykle na wysokim poziomie. Jego western to nie western, to kolaż, zlepek różnych rzeczy. Jak zawsze ciekawie, z dowcipem i po raz kolejny modny ostatnio temat niewolnictwa (patrz: "Służące", "Lincoln"). Mimo tych wszystkich plusów twórcy "Django" mogą obejść się smakiem, bo o statuetki będzie trudno. Może w kategorii najlepszy montaż dźwięku powinni upatrywać swojej szansy. No i Christoph Waltz  jako najlepszy aktor drugoplanowy ma mocną pozycję w rankingu.

3. "Operacja Argo" (dałem 9/10) - mój osobisty faworyt do statuetki. Przede wszystkim za scenariusz. Ben Affleck reżyser i odtwórca głównej roli nie otrzymał nominacji. W sumie nic straconego, bo kolega z planu - Alan Arkin pozostaje w grze o tytuł najlepszego aktora drugoplanowego. 
"Operacja Argo" to trzymający w napięciu thriller. Jest odrobinę mniej rozreklamowany niż pozostałe filmy, ale może okazać się czarnym koniem. Poza konkursem pozycja obowiązkowa dla kinomanów. Jeśli nie widzieliście w kinie, to będzie okazja zobaczyć na DVD/BluRay.


cdn.