wtorek, 10 stycznia 2017

Caban Drummer Fest 2017

W marcu prawdziwa gratka dla fanów perkusji. W chrzanowskim klubie Stara Kotłownia organizujemy Caban Drummer Fest. Będzie to znakomita okazja by zobaczyć bębniarzy w akcji. W setach nie zabraknie utworów własnych, coverów i oczywiście solówek! Tak! Rozpieprzanie perkusji to jest to! Zwłaszcza jeśli robią to bębniarze z różnych klimatów muzycznych. A nieoficjalnie można powiedzieć, że usłyszymy pałkera metalowego, punkowego oraz funk rockowego. Fajny przekrój.

Caban Drummer Fest 2017

Projekt powstał pod koniec ubiegłego roku, kiedy zaangażowałem do współpracy dwóch bębniarzy: Eryka "Młodego" Grucę (zakumplowaliśmy się przy okazji kręcenia filmu "The Trepp: Dziedzictwo") oraz Jakuba Kurdziela (którego znam jeszcze z czasów, gdy udzielał się w chrzanowskiej formacji We Can Be Angry Too). Obaj błyskawicznie wyrazili chęć działania. I oto jest Caban Drummer Fest - 18 marca 2017 roku w klubie Stara Kotłownia (Chrzanów).

To nie będzie konkurs ani bitwa, ale festiwal. Jednak na pewno znając perkusistów nikt nie potraktuje tematu ulgowo i rywalizacja jakaś nieoficjalna będzie.

----

Zobacz też:

----

niedziela, 8 stycznia 2017

Najlepsze zagraniczne albumy 2016 roku

Wybór zagranicznych płyt nie był rzeczą prostą i oczywistą. Nie może więc dziwić fakt, że dopiero w styczniu opublikowałem zestawienie. Największy problem miałem z pogodzeniem wygórowanych oczekiwań z rzeczywistością. Mimo ogromnego szacunku połączonego z wielkim oddaniem tym razem nie znalazłem miejsca dla nowych produkcji Davida Bowiego i Nicka Cave`a (ich mroczność mnie chyba pokonała). Długo myślałem o Deftones i doszedłem do wniosku, że "Gore" nie jest tym, czego oczekiwałem. Po latach przerwy sięgnąłem po album Megadeth. "Dystopia" jest w porządku, ale... dupy mi nie urwała.

Są za to odkrycia, zespoły których wcześniej nie słuchałem. Pozycje 6,4 i 1 to absolutne niespodzianki. Korn dostał szansę nieco na wyrost (często znakomite zwrotki psują średnie refreny). Powiem więcej. Tylko Iggy Pop od początku był pewniakiem w zestawieniu. Nie było cienia wątpliwości. Pozostałe 9 pozycji to odkrycia i krążki, do których dojrzewałem.


Garbage - Strange Little Birds
10. Garbage - Strange Little Birds
Pierwotnie nie planowałem umieszczenia tej płyty w zestawieniu. Zdanie zmieniłem przypominając sobie, że na "Strange Little Birds" jest zjawiskowy numer "So We Can Stay Alive" kawałek z niesamowitym kontrastem ostrzejszych gitarowych riffów z leniwymi wokalami Shirley Manson i rockowo-elektronicznym tłem. Warto pamiętać też o jedynym bardziej rockowym utworze "Empty" (swoją drogą ten singiel to mało reprezentatywny przedstawiciel płyty). Co więcej? W zasadzie płyta jest nastrojowa, łagodna i za pierwszym razem nie podchodzi. Odradzam starym fanom Garbage, bo gitarowych numerów raczej tu wiele nie znajdą. No chyba że już zdążyli się przyzwyczaić, że ta grupa tak po prostu gra i tyle.
Data premiery: 10 czerwca 2016

The Cult - Hidden City
9. The Cult - Hidden City
Byłbym zapomniał o The Cult, gdyby nie ostatni bardzo dobry album. Jedno z większych zaskoczeń tego roku. Melodie, kompozycje, riffy, wokale - wszystko na miejscu. Być może będę w mniejszości, która pochyliła się nad tym dziełem. Warto! Siła zespołu tkwi w tym, że nie produkują płyt na każdą okazję. 10 album w dyskografii grupy (istnieją od 1983 roku) i swoisty powrót do korzeni (więcej gotyckiego rocka, czyli mroku).

Data premiery: 5 lutego 2016





Zakk Wylde - Book Of Shadows II
8. Zakk Wylde - Book Of Shadows II
Kiedy Zakk nie ma ochoty na gitarowe wygibasy w Black Label Society bierze się za solowe kompozycje. I w ten sposób w 2016 objawiła się kontynuacja "Book Of Shadows". Spokojniejsze numery, więcej gitar akustycznych i przestrzeni. To taki balsam na zmęczone ciężkimi rffami uszy. W konwencję wyciszonego grania wpasowuje się również Corey Taylor i tak dostajemy świetny "Sleeping Dogs" z gościnnym udziałem wokalisty Slipknota. Pokochacie to!

Data premiery: 8 kwietnia 2016




In Flames - Battles
7. In Flames - Battles
Bardzo dobrze się tego słucha. Album "Battles" jest różnorodny, nasycony mocnymi brzmieniami i melodyjnymi fragmentami. W doskonałych proporcjach. Kiedyś omijałem In Flames, nie wierzyłem, że mnie czymś zaskoczą. I zrobili to! Wyszedł im wciągający zestaw kawałków, do których chętnie będę wracał.

Data premiery: 11 listopada 2016







Korn - The Serenity of Suffering
6. Korn - The Serenity of Suffering
Strasznie nierówna płyta. Kilka genialnych numerów przeplatanych przeciętnymi. Korn próbował udobruchać starych fanów i skończyć etap eksperymentów oraz poszukiwań. Wyszło połowicznie. Teoretycznie nie powinno tej płyty być w zestawieniu, ale "Insane" (ta dzikość)  oraz "Rotting In Vain" to są najlepsze (na pewno pierwsza piątka) numery 2016 roku. Bardzo długo przekonywałem się do "A Differend World", ale dziś jest to jeden z moich ulubionych numerów. Wciąż ostatnim mocnym albumem Korna jest "Take A Look In The Mirror". Tegoroczny krążek ma kilka mocnych momentów i pewnie z czasem zyska na wartości w mojej hierarchii. 

Data premiery: 21 października 2016

Pixies - Head Carrier
5. Pixies - Head Carrier
To było pierwotnie wielkie rozczarowanie, ale jak kurz bitewny opadł i zarzuty o rozmienianie się na drobne straciły na aktualności, zaczęło się rzetelne słuchanie. Pixies prochu nie odkrywa, jednak radzi bardzo sobie przyzwoicie. Rozgrzewka nastąpiła przy okazji poprzedniego albumu. Tam nie było tego ognia i błysku. Tu jest zdecydowanie lepiej. Szczególnie rewelacyjny "Talent" (cóż za refren!) i ten agresywny "Baal`s Back". "Might As Well Be Gone" przypomina czasy "Velourii" (może muzyczne pejzaże się tu tak nie rozmywają, ale klimat jest równie wciągający).

Data premiery: 30 września 2016



Witchcraft - Nucleus
4. Witchcraft - Nucleus
Cóż to jest za album. 2 pojechane kawałki po kilkanaście minut i kilka genialnych krótszych numerów. Jest w czym wybierać.  Ten szwedzki doom metal uzależnia jak najmocniejszy narkotyk. "The Outcast" po prostu mnie przetargał na pół. Nie umieszczenie płyty w zestawieniu 2016 roku wypada uznać za zbrodnię. Synowie Black Sabbath ze Skandynawii - szacun dla Was! Zrobiliście coś wyjątkowego. Pokazaliście, że można nadal inspirować się brzmieniem sprzed czterdziestu lat i nadal tworzyć coś świeżego i poruszającego.

Data premiery: 15 stycznia 2016


Metallica - Hardwired...To Self-Destruct
3. Metallica - Hardwired...To Self-Destruct
Zupełnie nie rozumiem tego całego hejtu na "Death Magnetic". Lubię przedostatnią płytę i w nowym wydawnictwie Metalliki również odnajduję ślady brzmienia z tamtej publikacji. Natomiast różnica na plus dla wydanego w listopadzie albumu jest taka, że kompozycje są lepsze i po kilku przesłuchaniach bardziej wpadają w uchu. Nie jest to najlepsza rzecz jaką słyszałem w 2016 roku, ale "Moth Into Flame" na pewno trzeba uznać top 5 kawałków ostatniego roku. Co jeszcze? Sabbathowy riff w "Dream No More". Jak się dobrze wgryźć w "Hardwired... To Self-Destruct" można doszukać się wielu wycieczek wstecz do starszych płyt. Prawda jest taka, że Metallica wciąż jest na metalowo/rockowym świeczniku i nikt jej z niego nie zrzuci. Kawał dobrego albumu!

Data premiery: 18 listopada 2016

Iggy Pop - Post Pop Depression
2. Iggy Pop - Post Pop Depression
Co możesz zrodzić kolaboracja ojca chrzestnego punk rocka Iggy Popa z ojciec współczesnego stoner rocka Joshem Hommem? Jedną z najlepszych płyt minionego roku. Siedemnasty album w dorobku Popa trzyma wysoki poziom. "Post Pop Depression" przesiąknięta jest pustynnym piaskiem, halucynogennym pejotlem i osobistym oczyszczeniem po śmierci przyjaciela wokalisty.  Wiadomo przecież że Iggy i David Bowie przez lata byli duetem na niwie muzycznej jak i kumplowsko-braterskiej. Wypada mieć tylko nadzieję, że nie jest to żaden testament, a raczej płomyk nadziei i nowo wytyczona ścieżka do kolejnych fantastycznych projektów. Przecież najfajniejsze jest podążanie za celem.

Data premiery: 18 marca 2016

Rival Sons - Hollow Bones
1. Rival Sons - Hollow Bones
Te riffy, te melodie! Od razu polubiłem. I choć jest to dopiero pierwsza płyta Rival Sons z jaką się zetknąłem, od dziś jestem ich fanem. Kalifornijski blues rock połączony z hard rockiem na bardzo klasycznych fundamentach. Idealna propozycja dla słuchaczy, którzy chętnie posłuchają solówki i wyłowią jakieś nawet oldschoolowe korzenie Led Zeppelin oraz Free. Co bardziej uważni odkryją nawet soulowe i psychodeliczne naleciałości.  "Hollow Bones" to 37 minut rockowej fiesty. Początkowo chciałem wyróżnić kilka numerów, ale tu cały zestaw zasługuje na docenienie. Musicie tego posłuchać! To jeden z najlepszych albumów 2016 roku!

Data premiery: 10 czerwca 2016


niedziela, 18 grudnia 2016

Najlepsze polskie płyty 2016 roku

Pierwszy rzut oka na moje zestawienie i już wiadomo, że w tym roku będzie lżej. Tak się złożyło. Nie przypadła mi do gustu nowa płyta Acid Drinkers (solidna łupanka). Wybrałem płyty głównie z nurtu muzyki alternatywnej. Zupełnie mniej rockowych rzeczy, ale szczyt zestawienia okupuje świetna gitarowa rzecz. Zabieram Was w podróż po polskich brzmieniach roku 2016. Tylko z czystej formalności dodam - to jest mój subiektywny ranking. Nie jestem wyrocznią. Nie recenzuję EP-ek, kompilacji, płyt koncertowych oraz składanek. Podsyłam/sugeruję/akcentuję rzeczy według mnie godne uwagi.

11. OSTR - Życie po śmierci
Stawkę otwiera OSTR ze swoim najnowszym albumem, który jest zbiorem bardzo osobistych doświadczeń związanych z przebytą przez artystę chorobą. Mocno emocjonalny charakter tekstów koresponduje z dozą dystansu, jakiego raper nabrał do wielu spraw. Nie jestem wielkim fanem tego gatunku (być może zbyt mało słucham muzyki z tych klimatów), ale zawsze chętnie sięgam po nowe krążki OSTR-a.  Od strony muzycznej da się zaobserwować coraz większy wpływ elektronicznych brzmień na podkłady poszczególnych kawałków.

Data premiery: 26 lutego 2016



10. Big Cyc - Czarne Słońce Narodu
Dawno, dawno temu... Wiele lat temu słuchałem Big Cyca. No i zespół wrócił do łask, głównie za sprawą płyty "Czarne Słońce Narodu". Albumu chwytliwy, publicystyczny i jak większość twórczości tej grupy mocno prześmiewczy. Nie wybrałem tej płyty ze względu na przekaz. Ona po prostu trafia, stanowi solidną pozycję w zestawieniu.  Numer "Antoni wzywa do broni" miażdży! Big Cyc jest jednym z tych zespołów, które potrafią napędzać się ważnymi wydarzeniami politycznymi. Taka woda na młyn ich twórczości. A muzycznie? Jest to wciąż melodyjny punk rock/rock.

Data premiery: 13 maja 2016



9. Brodka - Clashes
To nie jest gitarowa muzyka, to jest elektroniczne granie. Brodkę polubiłem dzięki wydanemu w 2010 roku albumowi "Granda" i tamtej pory mocno jej kibicuję. To jest przykład tego, że można zerwać z mainstreamowym wizerunkiem i ckliwymi numerami na rzecz alternatywnego grania. Przemyślana, konceptualna płyta jednak w przeciwieństwie do poprzedniej płyty nie przynosi lekkich folkowych  kompozycji. W elektronicznych numerach pojawia się więcej przestrzeni, psychodeli. To jest dojrzały album, efekt wieloletnich poszukiwań.

Data premiery: 13 maja 2016



8. Kaliber 44 - Ułamek tarcia
Jedna z najbardziej wyczekiwanych płyt 2016 roku była dla mnie lekkim rozczarowaniem. W porównaniu do poprzednich płyt wypada... inaczej. To jest nowy Kaliber, to są spore zmiany. Joka i Abradab przez te lata nabrali dystansu do muzyki. Mniej się podpalają. I choć podkłady oraz teksty są na dobrym poziomie, trudno znaleźć numery, które rzuciłyby mnie na kolana. Jest dobry, równy poziom. Materiał płynie. I to mi wystarcza, by umieścić tę płytę w zestawieniu. 

Data premiery: 12 lutego 2016



7. Łąki Łan - Syntonia
Jakiż ja miałem kłopot z tym albumem. Początkowo go totalnie odrzuciłem. Zespół odpłynął od swoich funkowo-rockowych korzeni. Na "Syntoni" jest więcej electro niż w całej dotychczasowej twórczości zakręconych artystów z Łąki Łan. Ale ma to swój urok. Zwłaszcza jak się posłucha "Pola Ar" oraz "Bombaju". Zastanawia mnie tylko, czemu Paprodziad będąc tak oryginalnym tekściarzem rzuca się czasami na numery po angielsku. Może po prostu te częstsze wizyty w telewizjach śniadaniowych i mniej gitarowe granie świadczą o coraz mocniejszych aspiracjach zespołu do wejścia w główny nurt muzyki. A może się mylę.

Data premiery: 18 listopada 2016

6. Kult - Wstyd
Najlepsza płyta Kazika Staszewska od kilkunastu lat. W zasadzie poprzedni album Kultu tak bardzo mnie zirytował, że przestałem ich słuchać. "Wstyd" nie od początku mi odpowiadał, ale najwięcej dobrego czyni tu numer tytuły, który jest genialny (widzieliście wideo w technice 360°?). 52 minut porządnego grania to też spokojniejsze kompozycje ("Cisza nocna" oczarowuje) i  solidny "Madryt". Tak trzymać drodzy panowie!

Data premiery: 14 kwietnia 2016





5. Luxtorpeda - Mywawynas
Zrobiła się niezła produkcja w tej Luxtorpedzie - 4 płyty w 5 lat. Na szczęście jeszcze magia zespołu nie uleciała. Jest nawet wyraźny wskaźnik wzrostu kreatywności: punk rock z "Siódme" czy skandowane "Mywaswynas". Oczywiście nie zabrakło hymnów ("Jak Husaria"). Porządna płyta. Kolejny raz! Oby tak dalej.

Data premiery: 1 kwietnia 2016







4. Łona & Webber - Nawiasem mówiąc
Dla wielu osób będzie to album roku. Taki gadany rap, opowiadane historie, intrygujące podkłady. Już sam początek płyty to miazga w postaci luźnego numeru "Hałas!", który powoduje, że trudno się oderwać. No właśnie - bity, podkłady, dźwięki. Sączą się z głośników i jest to drugie równie ważne 50% poza tekstami. Ulubiony numer to dla mnie "Błąd" - mógłbym słuchać w kółko! Najlepszy stricte hip-hopowy album 2016 roku? Fani Taco Hemingwaya teraz wyłączają stronę mojego bloga. Hehe.

Data premiery: 22 kwietnia 2016



3. Fisz Emade Tworzywo - Drony
Czego początkowo nie dostrzegłem w poprzednim albumie od razu dotarło do mnie podczas słuchania "Dronów". Muzyka elektroniczna z leniwymi wokalami oraz rapem zostawionym gdzieś w tyle. Tak, to jest muzyka alternatywna. "Biegnij dalej sam" jest jedną z najlepszych piosenek 2016 roku. Wpada w uchu, uzależnia. Funkowe "Telefon" oraz "Parasol" i już nie mogę usiedzieć w miejscu. Bracia Waglewscy drugi raz z rzędu wyrwali mnie z sandałków. Lubię to!

Data premiery: 21 października 2016




2. Krzysztof Zalewski - Złoto
Obiecałem sobie, że nie popełnię drugi raz tego samego błędu - nie ominę płyty Krzysztofa Zalewskiego. Jak postanowiłem - tak uczyniłem. Śledziłem cierpliwie aktualności i pewnego dnia bach! Jest! Drugi album Zalewskiego. Dobry tekściarz, romantyk, osobowość. Dzięki temu alternatywno-rockowo-elektronicznym brzmieniom znalazł właściwą muzyczną przystań. "Miłość miłość" oraz "Luka" to apogeum możliwości kompozycyjnych Krzyśka. Takie perły. Pokochałem też "Głowę" z krzykliwymi wokalizami. Nuda to przy tej płycie najbardziej adekwatne słowo. 

Data premiery: 18 listopada 2016


1. Organek - Czarna Madonna
Organek numerem jeden! Ktoś miał wątpliwości? Po entuzjastycznej recenzji jaką popełniłem tuż po premierze mogę tylko dodać, że "Czarna Madonna" trafiła w moje uszy i serce błyskawicznie. I pozostanie tam na zawsze! 
Data premiery: 4 listopada 2016









Rok 2016 obfitował w dobre polskie albumy. Kilka rzeczy miałem wrzucić do rankingu, ale ostatecznie zrezygnowałem. I warto dodać, że jest to bardzo komfortowa sytuacja dla słuchacza, że można przebierać w propozycjach i mieć kłopoty bogactwa.

Jak co roku proszę - wpiszcie swój top w komentarzach. Strzałeczka!


poniedziałek, 21 listopada 2016

"The Trepp: Dziedzictwo" - premiera dokumentu 10 grudnia 2016

Miło mi poinformować, że w przyszłym miesiącu w Chrzanowie (Kino Sztuka) a jak dobrze pójdzie, to jeszcze w paru innych miejscach - odbędą się pokazy filmu "The Trepp: Dziedzictwo". Jest to pełnometrażowy film dokumentalny o punk rockowym zespole The Trepp. To mój debiut reżyserski. Mam nadzieję, że niektórzy z Was się wybiorą (jeśli będą mieć okazję). Pokazy są całkowicie darmowe.

The Trepp - Dziedzictwo
projekt plakatu: Grzegorz Lubas

O czym jest ten film?? To zapis rozmów, koncertów, archiwów zespołu oraz materiału znalezionego w internecie i w zbiorach CHTVL. „The Trepp: Dziedzictwo” jest historią zmian personalnych, problemów ze sprzętem, rozwijania się, uciekania od stereotypów, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Wreszcie, jest to historia o muzyce w skali mikro oraz makro. W filmie znalazło się wiele zabawnych historii jak debiut punkowego zespołu podczas PRL-owskiego Dnia Kobiet zorganizowanego przez jeden z zakładów pracy. Ten dokument opowiada o tym jak powstawała debiutancka płyta „Prostota wyrazu”. Ujawnia kulisy tras koncertowych. Oglądając niektóre archiwalia można poczuć ducha tamtych czasów. Szalony koncert z jaworznickiej „Budowlanki” (1991) wygląda niczym Jarocin z dawnych lat. „The Trepp: Dziedzictwo” to prawie 70 minut muzycznej narracji o muzyce, przyjaźni, trudnościach i wreszcie braterstwie. 

Fanpejdż filmu: The Trepp: Dziedzictwo.  

--------------

sobota, 19 listopada 2016

Organek - Czarna Madonna (2016) - recenzja płyty


Wreszcie do recenzji podchodzę z ciarkami na plecach, a nie ze znużeniem.

Wiedziałem! Będę znów mało merytoryczny, ale Tomasz Organek zrobił to, co niewielu artystom się udaje. Nie padł ofiarą "syndromu drugiej płyty". Mało tego, on przebił debiut i wystrzelił się na orbitę. Pierwszy album zaczarował Polskę, jednak dopiero wydana 4 listopada 2016 "Czarna Madonna" pokazała energetyczny potencjał artysty. Ten niesamowity potencjał, który usłyszałem tego lata podczas koncertu "Męskiego Grania". Organek rozwalił system.

Niech to szlag! Kolejny raz recenzję rozpocząłem od podsumowania.

Wielu z Was zapewne poznało nową płytę dzięki "Wiośnie" oraz "Mississipi w ogniu". Organek postawił w sporej części krążka na szybki, dynamiczny rockowy materiał. Wyszło to na dobre. Słuchając poprzedniego albumu aż prosiło się o kilka żywszych numerów. No i się doczekaliśmy. "Czarna Madonna" kipi energią. Pierwsze 7 utworów mija jak z bicza strzelił. Wspomniany wcześniej kawałek "Mississipi w ogniu" z gitarami à la Chris Isaak i świetnymi refrenami to jeden z lepszych momentów na płycie. Warto jednak dotrzeć do ósmej ścieżki. "Ki Czort" to początek spokojniejszej części albumu pokaz możliwości kompozytorskich artysty. W "Ultimo" czuć natchnienie od mistrza Wojciecha Waglewskiego. W ogóle dla mnie (i mam nadzieję, że nie jestem odosobniony) Tomek Organek jest naturalnym następcą lidera Voo Voo na polskiej scenie muzycznej (jest osobowość, charyzma i oryginalność).

"Psychopomp" spodoba się fanom nastrojowych akustycznych melodii i bluesa (tematyka związania z rzeką, której nazwę odnaleźć można na setliście albumu - mówi chyba wszystko). Tytułowa  "Czarna Madonna" patetyczny, zmysłowy, kontrowersyjny (?) i posępny erotyk z syrenami w tle. Stop! Przecież mamy tu zgrabne solo, które może kiedyś wejść do jakiegoś kanonu najbardziej pamiętnych chwil współczesnego polskiego rocka. 

Moim znajomi zastanawiali się nad ulubionym kawałkiem. Postawili na utwory singlowe. A ja wybieram prosty, szybki "rocker" pt. "Rilke". "Son of a gun" - w nim jest moc, którą uwielbiam. Bez niepotrzebnych efektów, cios w twarz. Nie jeden raz.

Rock, hard rock, blues, trochę popu - taki jest Organek. Melodie, teksty, riffy, gitary - wszystko skrojone na miarę. Taki ma styl, że z kilometra czuć, a z pięciu słychać.

Organek to cholernie inteligentny i ciekawy facet. Jego twórczości nie da się opisać za pomocą jednej recenzji. Jej trzeba doświadczać. To należy przeżywać, analizować, bawić się nią.

Organek to zrobił! Widać w polskiej muzyce od dziś rządzi on, choć rodzina Waglewskich też jak zwykle w pierwszym szeregu.


---

czwartek, 3 listopada 2016

Nagrywałem z telefonem w ręku, czyli wywiad z Marcinem "gałą" Gałkowskim (John Revolta)

"Freedom Bomb" to nazwa drugiej płyty wrocławskiego zespołu John Revolta. Premiera w piątek 4 listopada 2016 roku. Album jest następcą świetnego debiutu sprzed trzech lat - "Explode". Tuż przed premierą rozmawiałem z wokalistą zespołu Marcinem "gałą" Gałkowskim.

SH: Dokładnie trzy lata temu, bo 3 listopada 2013 roku rozmawialiśmy o nadchodzącej płycie zespołu John Revolta. Teraz spotykamy się przy okazji albumu nr 2?
Marcin "gała" Gałkowski: Tak jest, zazwyczaj po płycie nr 1, prędzej czy później pojawia się nr 2 – to dobry zwyczaj. Choć nie ukrywam, że w naszym przypadku przez długi czas ten album stał pod znakiem zapytania, wiesz, część kawałków była gotowa zaraz po wydaniu "Explode", tylko jakoś nie było jak tego nagrać, albo brak czasu albo brak składu. Choć na "Freedom Bomb" jest też trochę świeżynek – parę linii wokalu np. powstało dopiero podczas nagrywania.
John Revolta
John Revolta podczas kręcenia teledysku (fot. Monika Wawrzyniak)

SH: Od czasu debiutu sporo się zmieniło? Macie inną sekcję?
Marcin "gała" Gałkowski:  Zmiany, zmiany, zmiany. Sekcja to już jest bodajże piąta albo i szósta, ze składu, w którym nagraliśmy debiut, zostałem tylko ja i Bartes. My się zmieniliśmy, muzyka się zmieniła, wszystko się zmieniło.
SH: Jeżeli "Explode" miało być ładunkiem wysadzającym mój odtwarzacz, to czym jest "Freedom Bomb"?
Marcin "gała" Gałkowski: Wiesz co, płyta jest na pewno dużo bardziej antyestablishmentowa.  To dalej jest rewolta. Tylko trochę inna. To nie chodzi o bieganie po ulicy i krzyczenie o rewolucji, za starzy jesteśmy. Bardziej to poszło w stronę spojrzenia na to wszystko trochę z boku i zastanowienie się – po co, dlaczego my, jako ludzie, sami to sobie robimy? Każdą rewolucję musisz zacząć od samego siebie, spojrzeć do środka swojej głowy.
SH: Tytuł trochę przewrotny?
Marcin "gała" Gałkowski:  I tak i nie. Aktualnie mamy do czynienia z zupełnym wymieszaniem pojęć - zestawienie bomby i wolności obok siebie nie jest już niczym dziwnym.
SH: Okładka. Byłem fanem pierwszej. Ta jest równie rewelacyjna. Kto ją wykonał?
Marcin "gała" Gałkowski:  Moja szanowna od niedawna małżonka. Pomysł jest wspólny, choć ułożenie tego w formę banknotu wyszło od Bartesa, Anka ubrała to wszystko w ludzką formę, całkiem sporo dodała od siebie. W każdym razie nie chciałbyś widzieć naszych szkiców.
SH: Pora rozbroić tę bombę. Czy jesteście zadowoleni z efektów prac nad albumem?
Marcin "gała" Gałkowski:  Tak. Osobiście cieszę się, że po trzech latach walki z wszelakimi przeciwnościami udało się to w końcu nagrać. I też nie było łatwo, wiesz, jak nagrywałem wokale to Anka była w dziewiątym miesiącu ciąży, wszyscy byli świadomi, że śpiewam z telefonem w ręku i może być tak, że nagle kończymy, a ja jadę do szpitala. Ale ojcem zostałem dopiero cztery dni później. Cieszę się, bo to naprawdę bardzo dobre kawałki.
SH: Nagraliście na setkę?
Marcin "gała" Gałkowski:  Tak, stwierdziliśmy, że tak będzie to brzmiało żywiej, lepiej. Nie jestem fanem nowoczesnych, wycyzelowanych produkcji. Ma być brud. I na tej płycie jest go sporo.
SH: Przy poprzednim wydawnictwie było trochę inspiracji stonerem, klasyką spod znaku Black Sabbath czy rewolucjonistów z RATM. Czego możemy się spodziewać tym razem?
Marcin "gała" Gałkowski: Tak jak mówiłem, my dojrzeliśmy przez te trzy lata, taką mam przynajmniej nadzieję – nasza muzyka też. Też taką mam nadzieję. Jest jednocześnie ostrzej i spokojniej. Wciąż to wszystko podlane jest jakimś grunge’owo - stonerowym sosem, ale to tylko dodatki. Jesteśmy na tyle eklektyczni, że gdybym miał wymienić wszystkie nasze inspiracje, to musiałbyś wykupić dodatkowe miejsce na serwerze J.
SH: Kto jest wydawcą płyty?
Marcin "gała" Gałkowski: A sami sobie to wydaliśmy. Myśleliśmy przez jakiś czas nad kilkoma małymi wydawnictwami, jednak ostatecznie doszliśmy do wniosku, że niech to zostanie u nas. To jest nasza i tylko nasza płyta, nikt nie stoi mi nad głową mówiąc jak to ma brzmieć. Nic nie musimy.
SH: Promocja płyta rozpocznie się koncertem w wrocławskim klubie Liverpool. Co dalej?
Marcin "gała" Gałkowski: Potem jedziemy to trochę popromować, na większości koncertów wesprą nas nasi przyjaciele z ATOM. Zaraz po premierze, 5.11 jedziemy do Ostrowa, potem 10.11 zagramy w Jeleniej Górze w ramach Ligi Rocka i dzień później, 11.11 w Katowicach. Na grudzień póki zaklepane są Warszawa, Poznań i Kraków. Zapraszamy!
SH: Dzięki za rozmowę.

niedziela, 30 października 2016

The Trepp: Dziedzictwo

Muszę wytłumaczyć małą aktywność na blogu. Ostatnie dwa miesiące spędziłem nad realizacją filmu dokumentalnego o legendzie lokalnej sceny punk rockowej - The Trepp.

Zespół powstał w 1986 roku w Jaworznie i kilku latach burzliwej działalności rozwiązał się w 1992 roku. Z tego okresu pochodzą szkice kompozycji i jeden bardzo ciekawy zapis wideo koncertu z jaworznickiej "budowlanki" (swoim niepowtarzalnym klimatem przypomina Jarocin!).

The Trepp po 16 latach niebytu reaktywował się za sprawą Eryka Grucy - syna gitarzysty, który w 2008 roku pomógł nawiązać kontakt ojca (czyli Sławka Grucy) z wokalistą zespołu (Marcinem Kurnikiem). Eryk do kapeli przyciągnął również swojego basistę - Piotrka Walczyka. I tak młode trepy zaczęły grać ze starymi trepami. I tak zespół nabrał nowego rozpędu. I tak do dnia dzisiejszego trwa drugi okres działalności okraszony debiutanckim krążkiem "Prostota wyrazu" (2008) i kilkudziesięcioma koncertami.
Nie jest to jednak typowy punk rockowy zespół. Członkowie formacji nigdy nie manifestowali swojej przynależności do tego nurtu muzycznego (irokezy, glany, tanie wina). Ich twórczość wiązała się z punkiem duchowo poprzez teksty, riffy i brzmienie. Zawsze jednak dążyli do różnorodności (każdy utwór to inne tempo).
W ciągu ostatnich kilku tygodniu zarejestrowałem mnóstwo godzin rozmów z członkami zespołu oraz ich przyjaciółmi. Proces montażu trwa i jestem bliżej niż dalej jego finalizacji.

Więcej o zespole dowiecie z dokumentu muzycznego. Przed premierą obiecuję trochę zajawek i trailerów, które być może zainteresują kogoś z czytelników. Temat jest naprawdę godny uwagi.

The Trepp - Dziedzictwo




Premiera "The Trepp: Dziedzictwo" w grudniu 2016 roku. Film będzie dostępny na moim kanale wideo, zostanie też wyemitowany w Chrzanowskiej Telewizji Lokalnej. Jest szansa na jego utrwalenie na krążku DVD, ale na obecną chwilę trudno ocenić jak ostatecznie wyjdzie. Za sprawą chęci zespołu i mojej - istnieje taka możliwość.


Geneza filmu:
Jest czerwiec roku 2016. W jednym z pomieszczeń chrzanowskiego domu kultury spotykam Sławka Grucę i Marcina Kurnika. Wywiązuje się lekka i niezobowiązująca rozmowa. Co się okazuje? Chłopaki w tym roku obchodzą jubileusz. Powstali trzydzieści lat temu. To dość nietypowe jak na ten zespół święto, bowiem The Trepp działali od 1986 roku z szesnastoletnią przerwą!
- Mam taki luźny pomysł. Zróbmy o jubileuszu krótki reportaż do telewizji lokalnej - sugeruje Sławek.
- Materiału jest od cholery. Jest o czym gadać - dodaje Marcin.
Chłopaki biorą instrumenty i wychodzą by zagrać koncert "Kumple dla kumpli". To ich debiut na dniach Chrzanowa. Są podekscytowani. Ani oni, ani ja - nikt nie zdaje sobie sprawy, że ta swobodna rozmowa legła u podstaw idei nakręcenia czegoś dużego. Filmu. Dokumentu muzycznego o paczce przyjaciół.
Kto by chciał oglądać film o punkowej kapeli, która nigdy do mediów i telewizji się nie pchała? Kto ją zna? Czy będzie to absolutnie niszowy temat? A może właśnie znajdzie się grupa odbiorców, zwłaszcza że The Trepp jest jedynym oprócz Sztywnego Pala Azji zespołem z Chrzanowa, jaki zaczynał w latach osiemdziesiątych i nadal ma siłę, by zawojować świat. Przecież oprócz starych wyjadaczy, w składzie są też młodzi gniewni.
Na początku mam wątpliwości jak to ugryźć. Zwykle przy takich niekomercyjnych zespołach brakuje materiałów źródłowych (filmów, zdjęć, artykułów). Tak, to fakt - o Trepach nikt lata temu specjalnie nie pisał, jednak jakieś fotografie się zachowały. I gdy moja uwaga skupiała się na odkurzeniu koncertów zarejestrowanych w Starej Kotłowni i podczas dni Chrzanowa - do akcji wkroczył gitarzysta. Sławek wręczył mi płytę ze zgranym występem z 1991 roku. Jakość VHS. Toż to rarytas. Klimat jak na jakimś Jarocinie! I się zaczęło. Bum tarara bum!
Bez budżetu, ale pełen motywacji wstąpiłem na ścieżkę bez odwrotu. Albo wycisnę z nich wszystko i uraczę fanów zespołu soczystym dziełem, albo obłożą mnie klątwą i znienawidzą. A że uparty i czasem konsekwentny jestem, to mimo wszystko stawiam na wariant pierwszy.

Jeżeli chcecie być na bieżąco - polecam fanpejdż filmu: The Trepp: Dziedzictwo.