niedziela, 6 sierpnia 2017

Dead Cross – Dead Cross (2017) - recenzja płyty

Premiera płyty: 4 sierpnia 2017
gatunek: thrash/metal/punk/hardcore

Mike Patton (Faith No More i mnóstwo innych) oraz Dave Lombardo (perkusista znany ze Slayera) ponownie spotykają się w jednym zespole. Po kolaboracji w Fantomasie teraz w nieco bardziej piosenkowej konwencji. Kto zna wspomnianą grupę muzyczną inspirowaną serią komiksów o słynnym fikcyjnym przestępcy Fantomasie, ten wie że były to albumy konceptualne – poza „Director`s Cut” stanowiące ilustracje do komiksów i szalone szarże stylistyczne. Dla zwykłego śmiertelnika nie do przejścia.

Dead Cross - Dead Cross
Dead Cross - Dead Cross (2017)


A Dead Cross jest projektem, w którym Patton śpiewa zamiast jęczeć/pluć/chrząkać do mikrofonu. Gdybym miał wskazać podobieństwo do innych przedsięwzięć, w jakich brał udział – podałbym The Dillinger Escape Plan i EP-ke z 2002 roku „Irony Is A Dead Scene”. Mike lubi się po prostu wyżyć i poeksperymentować wokalnie.

Płyta faktycznie brzmi jak skrzyżowanie ostrego łupania spod znaku Slayera z mrocznymi, porąbanymi klimatami Fantomasa. 28 minut konkretnego ciupania. Patton nie oszczędza się tu ani trochę. Oprócz premierowych kawałków Dead Cross prezentuje cover „Bela Lugosi`s Dead” zespołu Bauhaus. Można to zrobić mroczniej niż w pierwowzorze? Najspokojniejszy numer na płycie.

Szybkość i wściekłość to bardzo adekwatne określenia do zawartości „Dead Cross”. W takich kawałkach jak „Grave Slave” trudno się nie zakochać od pierwszego razu. Agresywny album, co nie znaczy zróżnicowany. Gitarowo jest to poezja – Mike Crain włożył tu swoje zręczne palce. Na basie udziela się Justin Pearson, a całość produkcyjnie ogarnął Ross Robinson. Debiutancki krążek został wydany w wytwórni Pattona Ipepac Recordings. Patton & Lombardo = sukces.

...


środa, 2 sierpnia 2017

Bekowe zespoły podbijają Polskę?

cz. I






W naszym kraju tradycja robienia muzyki dla żartu/ z jajem ma bogatą tradycję. Nie ma sensu szukać na siłę pierwowzorów, wystarczy odbyć krótką podróż wstecz do lat 90. Satyryczna czasami wręcz happeningowa twórczość zespołu Big Cyc - w klimatach punk rockowych oraz ska - zaczęła zdobywać popularność. Wszystko dzięki poruszaniu tematów błahych jak i ważnych, jednakże zawsze z tzw. „drugim dnem”, co dla tego „bekowego” nurtu muzycznego od zawsze było istotne. Zespół Skiby debiutuje w 1990 roku albumem „Z partyjnym pozdrowieniem. 12 hitów w stylu lambada hardcore” i raczy słuchaczy takimi hitami jak: „Berlin Zachodni” czy „Ballada o smutnym skinie”. Brzmienie Big Cyca z biegiem czasu zaczęło łagodnieć, ale patent na zabawne komentowanie rzeczywistości i nagrywanie kultowych kawałków przez lata pozostał atutem grupy.

Wstęp związany z Big Cycem ma swój cel, bo jest to jedna z tych grup, która komizm przełożyła na sukces komercyjny. Bycie zabawnym stało się wręcz ich najcięższym orężem.  Warto tu wspomnieć o kolejnym zespole bez którego mniej poważny odłam sceny muzycznej nie byłby taki sam – Bielizna (początkowo jako Bielizna Goeringa). Grupę założył Jarek Janiszewski. Jego teksty I wokal stanowią znak rozpoznawczy od początku, czyli od 1984 roku.  Choć formacja zyskała uznanie na scenie muzycznej, to dopiero połączone siły Bielizny i Big Cyc w postaci zespołu Czarno-Czarni uwydatniły satyryczno-komercyjny potencjał Janiszewskiego. Przebojowe numery „Nogi” czy „Trąba-Twist” trafiły pod strzechy rozgłośni radiowych, stacji muzycznych a nawet na… wesela. Wielu fanów „Bielizny” krytykowało jednak nową grupę za łagodniejsze brzmienie.

W roku 1998 Tymon Tymański lider zespołu Kury wydał „najgłupszą płytę świata”.  „P.O.L.O.V.I.R.U.S.” to wielki album „bekowej sceny muzycznej”. Nie może dziwić fakt, że oprócz 6 nominacji do Fryderyków płyta zdobył nagrodę w kategorii Najlepsza Alternatywna Płyta Roku”. Zasłużenie. Ta była petarda. Wszystko co u Tymona najlepsze. Teksty, muzyka na wysokim prześmiewczym poziomie. Kto nie skumał konwencji mógł poczuć się nieswojo. Tymon „darł łacha” z satanizmu, kiboli, rozliczał przeszłość czy parodiował i pastiszował co się da. Śmieszny numer w stylu reggae „Nie mam jaj” spodobać się szerokiej publiczności, a „Jesienna deprecha” w stylu disco/new romantic miała potencjał by zostać ironicznym hymnem pokolenia lat 90. No dobra, zagalopowałem się. Druga w dyskografii płyta Kur wypada dobrze od strony muzycznej dzięki sporej liście zaproszonych gości. I tak np. Jerzy Mazzoll wniósł do brzmienia albumu partie klarnetu, Leszek Możdżer dograł instrumenty klawiszowe, a Olaf Deriglasoff dorzucił sample i trochę swojego głosu. Tymon wmiksował do jajcarskiej konwencji „P.O.L.O.V.I.R.U.S.” śmietankę polskiej sceny muzycznej. W 2001 roku Kury nagrały jeszcze dość przyzwoitą płytę „100 lat undergroundu”, ale nie udało się powtórzyć sukcesu wydawnictwa numer 2 w dyskografii.

 Prawdziwe trzęsienie ziemi na rynku muzycznym przyniósł debiutancki album grup El Dupa. W 2000 roku „A pudle?” rozwaliło system. Wielkie przeboje „Natalia w Bruklinie odc. 1” i „Prohibicja” doczekały się teledysków i przyniosły sporą popularność zespołowi. Jednak na płycie znalazło się więcej porządnego mięcha m.in. „Nie mam dupy” czy „220V” zaśpiewane przez Dr Yry (polecam wersję koncertową, która znalazła się na płycie KNŻ „Występ”). Niewątpliwie sukcesu „A pudle?” nie byłoby bez udziału w projekcie Kazika Staszewskiego, ale też dzięki obecności zespołu Zacier. Rozstrzał stylistyczny jest oczywiście spory - od rocka przez hardrocka aż po muzykę ludową (przynajmniej tak twierdzi wikipedia). To jest pozycja obowiązkowa dla fanów „bekowego grania”.
Romans Kazika Staszewskiego z El Dupą nie był jego jednorazowym wyskokiem, bowiem sam Kazik to kwintesencja muzyki ironicznej/sarkastycznej/parodystycznej w dawce przepotężnej. Dwa kultowe (nie mylić z zespołem Kult) albumy: „12 groszy” i „Melassa” stanowią materiał na pracę magisterską albo doktorancką. Nie ma co opisywać, wypada jeszcze raz posłuchać. Zadanie domowe na dziś – wskaż najlepszy numer Kazika.



W tekście nie pojawiły się nazwy takich zespołów jak Elektryczne Gitary czy Blenders, ale nikt im nie odbierze wkładu w rozbawianie społeczeństwa swoją muzyką.
Jarek Janiszewski, Skiba, Dżej Dżej (Big Cyc), Dr Yry, Kazik Staszewski, Tymon Tymański (nie wiem czy powinienem nazwiska obu Panów pisać obok siebie, bo mieli swego czasu „kosę”), a także legenda podziemia zespół Zacier to punkt wyjścia do pytania postanowionego w tytule -  Bekowe zespoły podbijają Polskę? W drugiej części próba odpowiedzi, czyli Nocny Kochanek wygrywa eliminacje 23. Przystanku Woodstock!

[chwila na oddech]


„Bekowe” zespoły podbijają Polskę? cz. II

Mimo że nie jestem do końca zwolennikiem bezpłatnych muzycznych, to muszę przyznać szczerze, że właśnie występ na darmowym festiwalu Przystanek Woodstock jest dla wielu zespołów prawdziwą trampoliną. Koncert przed kilkudziesięcioma albo kilkuset tysiącami fanów musi na każdym robić wrażenie. Radość fanów jaką widziałem na nagraniu z klubu Progresja - gdy zespół Nocny Kochanek znalazł się w gronie szczęśliwców, którzy na dużej scenie zagrają na Woodstocku – była ogromna. Radość ogromna i zasłużona, bo furora jaką robi ten heavy metalowy skład jest nieprawdopodobna.    

Wizerunkowo zaprzeczają schematom, sami nazywając się zdrajcami metalu. Brzmią jak Iron Maiden czy Helloween napakowane marychą i innymi „rozweselaczami”. Obśmiać patos rodem z Judas Priest przy tysiącu długowłosych metali w glanach i nie dostać przy tym butelką w głowę? Nieźle co? Nocny Kochanek to nie tylko sukces zespołu, który jak wszystkie wymienione w poprzedniej części kapele wymyka się klasyfikacjom. Ten band (jak mówią niektórzy moi rodacy) wpisuje się w pewną muzyczną modę i trend słuchania „bekowych” zespołów. Dla przykładu podam oszałamiającą karierę Domowych Melodii (wyprzedawane kluby i tłumy na Woodstocku odśpiewujące teksty tria) czy ogromną popularność Kabanosa oraz Łydki Grubasa. A także swoisty fenomen – Braci Figo Fagot, którzy seksistowsko-pijacką parodią discopolo zapełniają kluby studenckie i koncerty juwenaliowe.

Nie tylko heavy metal doczekał się artystów z ogromnym dystansem, poczuciem humoru i szaleństwem w oczach. Sięgając pamięcią wstecz łatwo wskazać, że punk rock ma formację The Bill, hip-hop rapera rodem z Zabrza – Stasia, a muzyka alternatywna/metalowa/rockowa 100TVarzy Grzybiarzy. I może dziwić fakt nie zgłoszenia przez Polskę do Eurowizji ich szlagieru „Przejebane”, którego chwytliwy tekst łatwo zapamiętać.

Nocny Kochanek idzie w górę. Dwie wydane płyty o oryginalnie brzmiących tytułach: „Hewi Metal”, „Zdrajcy Metalu”, to tylko początek. Łatwo przewidzieć, że 5 sierpnia publika będzie skakać i śpiewać teksty piosenek. Wysoki, mocarny głos Krzysztofa Sokołowskiego i solówki Roberta Kazanowicza od razu przykuwają uwagę. A przecież Arkadiusz Majstrak (gitara), Artur Pochwała (bas) i Tomasz Nachyła (perkusja) również nadają metalowemu brzmieniu charakteru.



Polska publiczność kocha to przeżycie zabawy, relaksu i wspólnoty koncertowej. A zespoły „bekowej” sceny dokładają do ludycznego charakteru muzyki jeszcze element komizmu. To takie połączenie nocy kabaretowej z koncertem rockowym. Skoro coś działa, nie można tego psuć!


No dobrze, kończmy te pieszczoty. Wkładam koszulkę George`a Michaela i idę pogować do Slayera. A jakie są Wasze ulubione „bekowe” zespoły? 

...

niedziela, 23 lipca 2017

Męskie Granie 2017 (Katowice-Strefa Kultury, 22.07.2017) - relacja z koncertu

Męskie Granie 2017


Jak co roku bilety na trasę Męskiego Grania wyprzedają się jak świeże bułeczki. Tym razem nie było inaczej. Katowicki koncert był trzecim z siedmiu (jeszcze w te wakacje artystów MG zobaczy publiczność w Gdyni, Krakowie, Warszawie i Żywcu).

Na wstępie kilka słów krytycznych, bo później będą już same komplementy. Miejscówka? Katowicka Strefa Kultury wypada w porównaniu chociażby do Sztygarki dość przeciętnie. Betony i kostka przegrywają rywalizację z trawą. A że moje ostatnie 3 wizyty (Chorzów, Kraków) odbywały się w miejscach zielonych, tym razem poczułem się na wstępie mocno rozczarowany. Świadomie też opuściłem dwa pierwsze koncerty: Kortez (bo nie lubię i poszukiwałem miejsca parkingowego) oraz Xxanaxx (bo kupowałem piwo, a ich elektroniczna muzyka w ogóle do mnie nie trafia; to nie The Dumplings).

Łąki Łan
Łąki Łan


I tu wypada zakończyć narzekanie, bo reszta koncertu była świetna. Na wysoki poziom energetyczny uniósł publikę żywiołowy koncert Łąki Łan. Paprodziad polewający ludzi z pistoletu na wodę i skaczący razem z tłumem? Na ich koncertach nikogo nie może to dziwić. Tak samo jak nie może dziwić, że zawsze potrafią zafundować fanom porządną dawkę WF-u. ŁŁ grali głównie ostatnią płytę „Syntonię”. Gościnnie pojawiła Justyna Święs z The Dumplings w tytułowym kawałku „Syntonia” z wspomnianego albumu.

Po chwili ochłonięcia przyszła kolej na kolejny wyśmienity koncert. Tribute to Voo Voo połączone z Voo Voo oczarowały wszystkich zgromadzonych. Na scenie pojawili się więc Czesław Mozil, Gaba Kulka czy Krzysztof Zalewski, ale też Wojciech Waglewski. A potem już sceną zawładnęli muzycy Voo Voo. Każdy kto choć raz widział na żywo występ Ojca Męskiego Grania – Wojtka Waglewskiego, ten wiedział, że magia/mistycyzm i niesamowity (nie do opisania) klimat zdominują muzykę. Mateusz Pospieszalski na saksofonie – mistrzostwo świata.

Znakomity występ Krzysztofa Zalewskiego był wydarzeniem w dużej mierze dzięki gościnnemu udziałowi Zbigniewa Hołdysa – byłego muzyka legendarnego składu Perfectu – artysty, który 8 lat nie stał na scenie. „Obracam w palcach złoty pieniądz” po prostu wybrzmiał genialnie. Oczywiście autorskie kompozycje Krzyśka również porwały publikę. Sam artysta zresztą doskonale wie jak złapać dobry kontakt z fanami, co czym świadczy odśpiewany przez wszystkich fragment numeru Mobiego (Moby`ego?) z polskim tekstem.



Brodka zagrała set podobny do tego, który słyszałem w ubiegłym roku w Krakowie. Zaskoczyła jednak ostrym, punkowym wykonaniem „Grandy”. I te ciągotki do gitarowego, mocniejszego grania należy zapisać jej na plus. Podczas występu znów mogliśmy podziwiać The Dumpling.
Finał Męskiego Granie Orkiestra był godnym zwieńczeniem kilku godzin muzycznego pikniku. Na froncie liderzy: Monika Brodka, Piotr Rogucki i Tomasz Organek. Gościnnie pojawił się raper Miuosh oraz wokalistka Sorry Boys (Bela Komoszyńska). MGO wykonała kilka kultowych kawałków (m.in. „Tata Dilera” KNŻ z Brodką na wokalu czy „Hi-fi superstar” grupy Wanda i Banda z Rogucem i Miuoshem przy mikrofonach). Był też Kev Fox, który zaśpiewał szlagier The Rolling Stones (I Can`t Get No) „Satisfaction”. Najgłośniej zrobiło się podczas “Nie wierzę politykom”, gdy wszyscy zdzierali gardła podczas refrenu. Na zakończenie hymn tegorocznego Męskiego Grania, czyli numer „Nieboskłon” oraz bis. A potem wspólnie selfie i do domu.

Tegoroczną edycję MG ogarnia muzycznie Organek. Natomiast ja najbardziej tęsknie za czasami Smolika czy Wojtka Waglewskiego, bo pamiętam ten artystyczny ferment (kapitalna edycja 2014). Mam wrażenie, że choć trasa stoi na wysokim poziomie, to brakuje trochę odkryć i zaskoczeń. Jako fan gitarowego grania nie obraziłbym się na więcej mocnego brzmienia zamiast elektroniki. Podejrzewam jednak, że grupa docelowa jest nieco inna i np. występ Acid Drinkers mógłby niektórych za bardzo przeorać.

Męskie Granie Orkiestra 2017
Męskie Granie Orkiestra 2017


Warto wspomnieć o małej scenie. Nie będę się jednak rozpisywał, bo tak naprawdę poszedłem tylko na koncert rapowy Bisz & B.O.K. To był rewelacyjny występ zwłaszcza utwory „Pollock” i mój ulubiony „Jestem bestią”. Świetny flow, żywe instrumenty i energia ze sceny. Taki miły akcent.

Męskie Granie to wciąż świetnie zorganizowany, ciekawy festiwal promujący polskich artystów i polską muzykę. Brak opóźnień czasowych koncertów, dobra organizacja, solidne nagłośnienie i świetna oprawa wizualna to kolejne plusy trasy sponsorowanej przez znaną markę producenta piwa. Jednak utrzymanie wysokiego poziomu i atrakcyjności musi wymagać nieustannego rozwoju, I tego życzę organizatorom! Aby do przodu!

----------

sobota, 17 czerwca 2017

"The Trepp: Dziedzictwo" - pokaz filmu 30 czerwca

Gorąco zapraszam osoby, które chcą zobaczyć mój film 30 czerwca do Goniądza. Tam w ramach festiwalu Rock na Bagnie odbędzie się pokaz dokumentu "The Trepp: Dziedzictwo". Pokaz o 16:00. Później odbędzie projekcja dokumentu o Sexbombie więc ostatnie piątkowe popołudnie może być naprawdę ciekawe. Wstęp bezpłatny. Przybywajcie!

The Trepp Dziedzictwo

30.06.2017, seans o godz. 16.00 – sala kinowa w budynku Goniądzkiego Ośrodka Kultury – film Konrada Wichra „THE TREPP: Dziedzictwo”.


Więcej o festiwalu:












W 2016 roku powstał film dokumentalny o zespole The Trepp. Historia odkryła tę grupę na nowo i dała światu sporo ciekawych informacji. Przede wszystkim wcale nie jest to prosta punkowa kapela, a zespół mający  o wiele więcej do zaoferowania. Dobre teksty, zwłaszcza te o wymiarze antytotalitarnym. Ciekawe brzmienia: prócz klasycznych punkowych numerów, reggae oraz mocne rockowe numery z czy też potężne czołgi z jazgotem gitar ("Świątynia"). Jako że w tym roku ukaże się drugi album, też założonej 31 lat temu formacji, warto dowiedzieć się nieco więcej o jej twórczości. O tym etapie pierwszym, gdzie grupa działała w okresie 1986-1992 i tym późniejszym po reaktywacji w nieco odmienionym składzie. "The Trepp: Dziedzictwo" pokaże też jeszcze inne oblicze zespołu (zakończenie filmu). 

...

niedziela, 14 maja 2017

Klang 2017 - inny niż wszystkie

13.05.2017 - relacja z Przeglądu Zespołów Muzycznych KLANG, który odbył się w chrzanowskim klubie Stara Kotłownia.



Na wstępie napiszę, że w tym roku 4 zespoły mnie oczarowały i na pewno nie chciałbym być w skórze jurorów. Takich kłopotów bogactwa dawno nie było.

Wyzwanie, dobra zabawa, emocje - te emocje co roku towarzyszą przeglądowi zespołów muzycznych KLANG. W tym roku nie było inaczej. Intensywnej, ciekawiej. Przede wszystkim dzięki mocnej stawce kapel.

Podczas przeglądu chrzanowska publiczność zobaczyła rodzinny rockowy zespół Ayers Rock, gdzie prym wiedzie ród Sikorów. Jak podkreślają członkowie grupy - młode pokolenie wniosło świeży powiem w szeregi weteranów.

Krakowski Strach Uszu okazał się wielkim zaskoczeniem przeglądu. W kuluarach dało się słyszeć zachwyty nad niesztampową muzyką grupy łączącej rocka z psychodelicznymi wpływami. Kwartet wzbudził zainteresowanie innych zespołów oraz jurorów.

Jako trzeci zagrali black metalowcy z Hamingja. To śląskie trio debiutowało koncertowo więc można usłyszeć pewnie niedociągnięcia, ale warto kibicować grupie, bowiem widać potencjał w kwestii szukania niestandardowych pomysłów muzycznych (próby basowych solówek).

Prowizorium dało się już poznać lokalnej publiczności, bo zajęło 2 miejsce na Chrzanowskiej Lokomotywie Artystycznej. Szczególną uwagę zwrócił dopracowany wokal Aleksandry Ślusarczyk.

Na Klangu publiczność usłyszała także klasycznego rocka zatopionego korzeniami w AC/DC i Fletwood Mac z elementami rockabilly i bluesa. Wszystko za sprawą formacji High Five. Solidna sekcja rytmiczna i dwaj niezwykle wyróżniający się gitarzyści oczarowali publiczność swoimi solówkami. Był też smaczek w postaci harmonijki.

Sporą euforię wywołał śląski kwartet Big Spliff. Zespół zagrał instrumentalny set złożony z progresywnych, wręcz matematycznie dopracowanych kompozycji, którym nie brakowało ognia oraz popisowych solówek gitarowych. Świetnie zaprezentował się pałker zespołu. Na uznanie zasługuje również fakt, iż grupa wskoczyła do przeglądu w ostatniej chwili zastępując jedną z kapel.

Chrzanowski alternatywny rock, czyli Gentle Blow zaprezentowali set bardziej piosenkowy niż ich poprzednicy. Początek przypominał klimatem Placebo, później było więcej psychodelicznych wycieczek. Kwintet ujawnił się światu dość niedawno, bo oficjalnie kilka tygodni temu, ale wiadomo że zespół ciężko pracował nad brzmieniem w swojej sali prób. Przed przeglądem nikt w Gentle Blow nie spodziewał się, że to właśnie w ich ręce trafi nagroda dla najlepszego zespołu.

Grupa została doceniona za brzmienie i pomysły muzyczne oraz spory potencjał. Skład tworzą: wokalista Michał Parzymięso, dwaj gitarzyści: Wojciech Ziegler oraz Michał Filipek, a także basista Tomasz Latko i perkusista Jakub Prusakiewicz, który w 2015 roku zdobył statuetkę z zespołem Eder.

Na koniec wystąpił faworyt publiczności - rockowy-rapowy kwartet Wyjście Awaryjne. Tradycyjnie panowie przyciągnęli pod scenę tłumy, a ich występ został gorąco przyjęty. Gdyby widownia decydowała o przyznaniu nagrody - na pewno trafiłaby ona w ręce Wyjścia Awaryjnego.

Gwiazdą przeglądu był wrocławski zespół John Revolta. Zespół dał energetyczny koncert i jeszcze przed ogłoszeniem wyników rozgrzał publikę.Grupa promowała w Chrzanowie swoją drugą płytę, ale można było też usłyszeć kawałki z debiutanckiego krążka.

Jury w składzie: Łukasz Dulowski (Tygodni Ziemi Chrzanowskiej "Przełom") oraz gitarzysta Piotr Malinowski (Credo) i perkusista Irek Kurnik - po burzliwych obradach zdecydowało się nagrodzić Gentle Blow. Jurorzy podkreślali znaczenie tego przeglądu jako istotnego dla młodych kapel.

Gentle Blow podczas przeglądu KLANG 2017
Gentle Blow w towarzystwie jurorów KLANGU (fot. Paweł Luwikowski)


Gentle Blow w nagrodę otrzyma sesję zdjęciową u Pawła Ludwikowskiego, 10 godzin w studio nagraniowym Kosa Buena Studio oraz bon na 1000 zł do wydania w sklepie muzycznym Muzyk. Dodatkową nagrodą zespół postanowił się podzielić z formacją Strach Uszu. I tak Gentle Blow zagra 3 czerwca podczas Dni Chrzanowa w ramach koncertu "Kumple dla Kumple" supportując Organka, natomiast Strach Uszu wystąpi wcześniej wskakując niejako na miejsce zwycięzcy KLANGU.

Przegląd prowadził w tym roku Eryk Gruca (perkusista The Trepp i współorganizator festiwalu Caban Drummer Fest).

Do chrzanowskiego przeglądu zgłosiło się 25 zespołów, niestety organizatorzy zgodnie z regulaminem mogli przyjąć tylko 8 z nich. Bardzo wysoki poziom muzyczny i spore zainteresowane przeglądem sprawia jednak, że być może obecna formuła KLANGU odejdzie do lamusa. Szykuje się wielka rewolucja. Jakie będą jej efekty? Odpowiedź przyniosą najbliższe tygodnie.

 Relacja wideo z KLANGU 

★ Wywiad z liderem JOHN REVOLTA ★
★ Nagranie z koncertu JOHN REVOLTA ★


...

sobota, 15 kwietnia 2017

"Perkusiści" - film dokumentalny

Przy okazji organizowania festiwalu perkusyjnego Caban Drummer Fest postanowiłem bardziej zająć się tematem i oprócz całkiem udanej imprezy powstał film dokumentalny.

"Perkusiści" to krótkometrażowy dokument, w którym pojawia się czwórka bębniarzy: Eryk Gruca, Jakub Kurdziel, Paweł Larysz i Wiktor Palik. To swoista sklejka przemyśleń ludzi, dla których granie na perkusji to pasja, ale nie tylko.

Caban Drummer Fest Chrzanów


 

niedziela, 19 marca 2017

Caban Drummer Fest 2017 - relacja z festiwalu perkusyjnego

Tłumy ludzi na Caban Drummer Fest 2017


Pierwsza edycja chrzanowskiego festiwalu perkusyjnego przyciągnęła tłumy. W Starej Kotłowni pojawili się nie tylko perkusiści i ich rodziny, ale także całe rodziny z małymi dziećmi. Popisy lokalnych bębniarzy zjednoczyły chrzanowskie środowisko muzyczne, a 30 minutowy finał w wykonaniu 4 perkusistów równocześnie rozgrzał klub do czerwoności.

Caban Drummer Fest
fot. Paweł Ludwikowski

Takiej imprezy nigdy w Chrzanowie nie było. Kto wie, być może za sprawą inicjatorów festiwalu - Konrada Wichra i Eryka Grucy (The Trepp) na ziemi chrzanowskiej narodzi się inicjatywa, która w przyszłości urośnie do miana legendy niczym ziemniaki "po cabańsku".
Podczas premierowej edycji Caban Drummer Fest wystąpiło czterech bębniarzy prezentujących covery, utwory własne oraz popisowe solówki.
Jako pierwszy zaprezentował się w utworach metalowych i jednym hip-hopowym numerze Jakub Kurdziel - bębniarz znany z tworzenia nagrywania coverów na swój kanał wideo na YT - JK Drum Covers. Po nim w klimatach progresywno-rockowych na ogromnym zestawie perkusyjnym swój set zagrał Wiktor Palik - wszechstronny pałker udzielający się kapelach metalowych, ale też w zespołach rockowych (Bongo Jerusalem), doceniany i nagradzany w przeglądach za swoje nieprzeciętne umiejętności. Nowe oblicze zaprezentował Eryk Gruca (The Trepp), bo zdecydował się zamiast punk rocka zagrać numery elektroniczne (w klimacie drum`n`bass) oraz utwór własny. Było też bardzo emocjonalne solo. Jako gość specjalny festiwalu wystąpił Paweł Larysz - uznany w środowisku metalowym perkusista Animations (w tym roku zespół zagra na Metalmanii). Co ciekawe Paweł jako najstarszy w składzie zaprezentował także krótki wykład o motywacji, pasji związanej z graniem i życiu z muzyki, co w Polsce nie jest wcale sprawą łatwą.
Najbardziej widowiskowy okazał się jednak spontaniczny finał, kiedy Jakub Kurdziel, Wiktor Palik, Eryk Gruca i Paweł Larysz równocześnie grali na scenie korzystając z dwóch zestawów perkusyjnych. Bębniarze zmieniali się miejscami, uderzali pałeczkami we wszystko, co mieli pod ręką (podłoga, statywy do talerzy).

Impreza była bogata w konkursy. Rozdano mnóstwo nagród (koszulek, naklejek, pałeczek, naciągów, breloków, płyt). Organizatorzy zadbali, by najmłodsi uczestnicy festiwalu na długo go zapamiętali. Dlatego dzieci brały udział w wyzwaniach wystukując rytm pałeczkami.
Caban Drummer Fest

Caban Drummer Fest oczami perkusistów?

Jakub Kurdziel (uczestnik festiwalu/perkusista): Caban Drummer Fest był niesamowitym przeżyciem, którego się nie spodziewałem. Często szukamy na horyzoncie tego co mamy pod nogami. Chrzanów - dziękuję! 
Wiktor Palik (uczestnik festiwalu/perkusista): To było coś absolutnie niesamowitego! Wyczuwalna była miła atmosfera jak gdybyśmy znali się od zawsze.
Eryk Gruca (uczestnik festiwalu/perkusista): Tego jeszcze nie było! Wczorajszy Caban Drummer Fest, przekroczył wszelkie możliwe oczekiwania! Cała Stara Kotłownia (Klub Muzyczny) została zapełniona! Takich emocji nie było nigdy w historii Chrzanowa! Paweł Larysz (uczestnik festiwalu/perkusista): Kocham to co robię i nigdy nie przestanę... I jeśli ktoś mi jeszcze kiedyś powie, co mam robić, i że lokalne święto perkusyjne nie ma sensu... To... Dałem serducho i to serducho odpowiedziało... 
Organizatorem imprezy był Miejski Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Chrzanowie, a patronat medialny od początku sprawowała Chrzanowska Telewizja Lokalna.

Wszystko wskazuje na to, że kolejna edycja festiwalu już za rok. A na temat festiwalu można poczytać też na blogu - Caban Drummer Fest.

wtorek, 7 marca 2017

Dobrze że nie nauczyłem się śpiewać

JAK GROM Z JASNEGO NIEBA... spadła na mnie wiadomość. Kelly Family wraca. 



Jak reminiscencje wracają do mnie te wszystkie lekcje muzyki, kiedy musieliśmy śpiewać przeboje tego rodzinnego zespołu. Wspomnienia są wyraziste. Tylko krtań na samą myśl boli. Wysokie rejestry w sam raz na okres mutacji młodych chłopców.

Są lata 90. Można sobie ciupnąć w grę na Commodore, a zamiast smartfonów w kieszeniach na rogach ulic stoją budki telefoniczne. Dla ciebie to abstrakcja młody człowieku. Pisemka muzyczne typu „Bravo” znasz jedynie ze „śmieszkowych” profili fejsbukowych. Na koncerty chodzisz, bo to modne. Ale Kelly Family nie poznałeś w okresie dorastania. Ich kompozycje nie zryły ci beretu. A pieczołowicie dopracowany przaśny wizerunek nie mógł odcisnąć piętna na twoich instagramowych fotkach.

Zbiorowa histeria na koncertach przy pełnych emocji łzawych kompozycjach? Ktoś powie, że umieją na gitarkach pogrywać i przepięknie podśpiewują o stadionowe hymny o miłości. Jakoś mnie ten folkowo-celtycki wizerunek odpycha. I ten patos. Dziękuję, nie zapłaczę z nadmiaru wrażeń w chusteczkę. Wolę szybciej, mocniej, jeśli z celtyckim sznytem – koniecznie speed folk (Dropkick Murphys).

Dlaczego o tym piszę? Nie po to by się pastwić nad zespołem, który znowu wyprzedaje koncerty. Kelly Family reunion, disco polo w telewizji publicznej. Jakieś potworne nagromadzenie złej karmy. Brakuje tylko klauna w czerwonych włosach śpiewającego po niemiecku i serialu o Tokio Hotel.

Kusi mnie. Ogromnie kusi mnie, aby ułożyć listę wstydu. Ranking najbardziej znienawidzonych przeze mnie zespołów. Nikt tym niedobrym artystom nie zrobił odstraszającej lekcji muzyki. Za bardzo się nasłuchali, wchłonęli zbyt wiele. I poszli dalej. Ewoluowali. Gitara, ognisko, śpiew, blask fleszy, scena na dożynkach…

Mam jednak przewagę nad współczesnym młodym słuchaczem. Dawniej źli artyści byli bardzo wyraziści w swej beznadziejności. Ich muzyka wywoływała dreszcze wkurwienia. Nie to co teraz przy masowej produkcji przeciętności. Nawet nie zdążę znienawidzić gwiazdy telewizji śniadaniowej, a na horyzoncie majaczy już nowa.

To jak wygląda ten wstydliwy top? Okazuje się, że zawiera sprawdzone marki, bo we współczesnych ciężko się połapać. Pani „wydałam dwa single i biorę 15 tysi za koncert” już nie śpiewa, bo zajmuje się gotowaniem ze znanym aktorem. Jak jej na imię? Kurde, nie pamiętam. A Mandarynę bym skojarzył. Gość od przeboju o miłości też niewiele koncertuje. Musi przecież prowadzić 7 kont społecznościowych. A do tego ma te wszystkie aplikacje.


Nie, to nie jest wokalistka Kelly Family.

Zacząłem od lekcji muzyki dawanych przez nauczycielkę geografii. Kolejny raz wrócę do tego wątku. Dobrze, że nie nauczyłem się wtedy śpiewać. Cała edukacja muzyczna poszła w dobrą stronę. Słuch i gust mam całkiem niezłe. I wiem, co jest warte uwagi. Jakich twórców unikać, a których kochać i wielbić. Mogę wieczorami fałszować bez pohamowania, bo do słuchawki od prysznica się nie liczy. Ty myślisz, że masz talent. Jak Kelly Family. Nie! Oni go naprawdę mają.

---------------------

niedziela, 26 lutego 2017

Caban Drummer Fest - aktualności

Jak zapewne wiecie z poprzedniego wpisu - moim nowym przedsięwzięciem jest Caban Drummer Fest - pierwszy chrzanowski festiwal perkusyjny. Dziś pragnę podesłać kilka namiarów, gdzie będzie można znaleźć informacje o tym wydarzeniu:

OFICJALNY KANAŁ WIDEO:

BLOG:

Na kanale wideo znajdziecie sporo zapowiedzi, wywiadów, relację z imprezy oraz dużo materiałów. Natomiast blog stanowi doskonałe miejsce na prezentację materiałów, tekstów, zdjęć, wszelkich relacji, artykułów i ciekawostek związanych z festiwalem.

Najbardziej aktualne informacje pojawiać się będą także na fanpejdżu, który warto polubić.


W premierowej edycji CDF zagrają: Eryk Gruca, Jakub Kurdziel, Paweł Larysz i Wiktor Palik.

 

wtorek, 10 stycznia 2017

Caban Drummer Fest 2017

W marcu prawdziwa gratka dla fanów perkusji. W chrzanowskim klubie Stara Kotłownia organizujemy Caban Drummer Fest. Będzie to znakomita okazja by zobaczyć bębniarzy w akcji. W setach nie zabraknie utworów własnych, coverów i oczywiście solówek! Tak! Rozpieprzanie perkusji to jest to! Zwłaszcza jeśli robią to bębniarze z różnych klimatów muzycznych. A nieoficjalnie można powiedzieć, że usłyszymy pałkera metalowego, punkowego oraz funk rockowego. Fajny przekrój.

Caban Drummer Fest 2017

Projekt powstał pod koniec ubiegłego roku, kiedy zaangażowałem do współpracy dwóch bębniarzy: Eryka "Młodego" Grucę (zakumplowaliśmy się przy okazji kręcenia filmu "The Trepp: Dziedzictwo") oraz Jakuba Kurdziela (którego znam jeszcze z czasów, gdy udzielał się w chrzanowskiej formacji We Can Be Angry Too). Obaj błyskawicznie wyrazili chęć działania. I oto jest Caban Drummer Fest - 18 marca 2017 roku w klubie Stara Kotłownia (Chrzanów).

To nie będzie konkurs ani bitwa, ale festiwal. Jednak na pewno znając perkusistów nikt nie potraktuje tematu ulgowo i rywalizacja jakaś nieoficjalna będzie.

----

Zobacz też:

----