poniedziałek, 16 października 2017

Wywiad z Filipem Malentą (Mentalstorm)

Mentalstorm to nazwa projektu muzycznego, którego autorem jest Filip Malenta. 21 września odbyła się nieoficjalna premiera albumu „Mnieniema”. Materiał dostępny jest jedynie w formie cyfrowej, jeżeli będzie w wersji fizycznej, to raczej w bardzo małym nakładzie. Kulisy powstania tego koncept albumu można poznać przy okazji lektury wywiadu z Filipem. 

SH: Kim jesteś? Jako człowiek i muzycznie.
Filip Malenta: Jako człowiek - jestem studentem z Warszawy, rocznik 1993. Muzycznie - na początku liceum zacząłem z ciekawości grać na gitarze, potem spróbowałem jeszcze innych instrumentów (perkusja, elektronika). I wsiąkłem. Co ciekawe jako dziecko nie wykazywałem szczególnego zainteresowania grą na instrumentach. W związku z tym nie posiadam żadnego wykształcenia muzycznego, jestem samoukiem.  
Filip Malenta
fot, Filip Malenta (Mentalstorm)

 

SH: W jaki sposób nagrywałeś album?
Filip Malenta: Nagrywałem go w studio, ścieżka po ścieżce, potem komputerowo miksowałem całość. Wszystko jest zagrane na klasycznym instrumentarium (gitara+bas+perkusja), do tego używałem gitary ze specjalnie regulowaną menzurą i grubością strun, żeby uzyskać dźwięk bliski sitaru. Całość podlałem elektroniką.
SH: Czy to jest twoja solówka czy inni w tym maczali palce?
Filip Malenta: Nikt nie maczał w tym palców, wszystko to moja robota - możesz spokojnie o tym napisać, nikt się nie upomni, że o nim nie wspominałem (śmiech).
SH: Dlaczego koncept album? Bo tak to wygląda.
Filip Malenta: Spróbowałem opowiedzieć na nim historię. Nagranie instrumentalnego koncept albumu to ciężkie zadanie, szczególnie jak chcesz, żeby był on koncepcyjny nie tylko z nazwy, ale by rzeczywiście mógł być tak odbierany. Cała historia jest zbyt długa i zawiła. Powiem krótko i nie do końca ujmując sens całości - to opowieść o neurotycznym, przytłoczonym przez codzienność człowieku, który pragnął tylko spokojnego życia, jednak nieszczęśliwa miłość sprawiła, że wyszła z niego nieznana wcześniej nawet jemu samemu osoba, co w konsekwencji doprowadziło do tragicznego finału. Najchętniej zrobiłbym fabularną ekranizację tego albumu, z muzyką jako soundtrackiem. Ale to już przedsięwzięcie wymagające wielkich nakładów finansowych, i nie do zrealizowania w pojedynkę.
SH: Kim jest Lucjan?
Filip Malenta: Kobietą.

SH: Kobietą kotem? Lucyferem? Kim?
Filip Malenta: Normalną z krwi i kości. Więcej szczegółów nie podaję, bo to zabiłoby potem całą przyjemność z oglądania potencjalnego filmu.
SH: Ok, rozumiem. Resztę pozostawmy słuchaczom. Powiedz, jakie muzyczne inspiracje pchnęły cię do nagrania tego albumu?
Filip Malenta: Muzyczne inspiracje? W Nie używam takich określeń. Ujmę to w ten sposób - to przegląd tego, czego słuchałem przez ostatnie 6-7 lat. A więc: Joy Division, tryptyk The Cure: “Boys Don't Cry” – “Seventeen Seconds” – “Faith”, masa zespołów z nurtu grunge, rock progresywny spod znaku Rush. Generalnie żadnej muzyki nie odrzucałem z założenia. Swojego czasu mordowałem singiel "Visitors" elektronicznego duetu Koto oraz płytotekę Alphaville. Mogły to być moje - nawet podświadome - inspiracje.
SH: Jak będzie dystrybuowana płyta?
Filip Malenta: Póki co jestem na bandcampie, wrzuciłem też gdzieniegdzie linki do albumu na YT. Fizyczna wersja, jeżeli będzie, to raczej w bardzo skromnym nakładzie. Jako że album nagrywałem sam, to również sam pokryłem koszty z tym związane. A wytworzenie nawet kilkunastu krążków, i wydanie tego w cywilizowany sposób (czyt. nie w plastikowej kopercie z płytą podpisaną pisakiem) to będą kolejne wydatki.
SH: W jaki sposób zamierzasz promować album „Mnieniema”?
Filip Malenta: Przede wszystkim poprzez internet. Ale rozglądam się.
okładka płyty Mentalstorm - Mnieniema

 
SH: Do kogo jest adresowana ta płyta?
Filip Malenta: Do każdego, kto nie oczekuje utworu w formacie zwrotka-refren-zwrotka, a zarazem nie oczekuje czegoś, co będzie awangardową formą pozbawioną melodii. Starałem się nie popaść w banał, ale też chciałem stworzyć coś chwytliwego.
SH: Dziękuję za rozmowę.
Filip Malenta: Dzięki.
----

wtorek, 12 września 2017

The Trepp: Dziedzictwo koncert

11 września 2017 ukazał się zmontowany przeze mnie koncert zespołu The Trepp. Nagranie zawiera 15 numerów, w tym trzy premierowe kompozycje: "Gen wolności", "Bądźcie jak kwiaty", "Skanalie". Koncert został zarejestrowany 13 grudnia 2016 w chrzanowskim klubie Stara Kotłownia przy okazji 30 urodzin grupy. Przy tej okazji na scenie nie mogło zabraknąć byłych członków The Trepp: Darka Kołomańskiego (bas), Piotrka Malinowskiego (gitara), Irka Kurnika (bębny) oraz Marka Głowacza i Adama Drabika. 


Grupa pracuje obecnie nad drugim albumem. Wszystko wskazuje, że płyta ukaże się jeszcze w tym roku.

"The Trepp: Dziedzictwo koncert" został nagrany jako suplement do filmu dokumentalnego.

...

niedziela, 6 sierpnia 2017

Dead Cross – Dead Cross (2017) - recenzja płyty

Premiera płyty: 4 sierpnia 2017
gatunek: thrash/metal/punk/hardcore

Mike Patton (Faith No More i mnóstwo innych) oraz Dave Lombardo (perkusista znany ze Slayera) ponownie spotykają się w jednym zespole. Po kolaboracji w Fantomasie teraz w nieco bardziej piosenkowej konwencji. Kto zna wspomnianą grupę muzyczną inspirowaną serią komiksów o słynnym fikcyjnym przestępcy Fantomasie, ten wie że były to albumy konceptualne – poza „Director`s Cut” stanowiące ilustracje do komiksów i szalone szarże stylistyczne. Dla zwykłego śmiertelnika nie do przejścia.

Dead Cross - Dead Cross
Dead Cross - Dead Cross (2017)


A Dead Cross jest projektem, w którym Patton śpiewa zamiast jęczeć/pluć/chrząkać do mikrofonu. Gdybym miał wskazać podobieństwo do innych przedsięwzięć, w jakich brał udział – podałbym The Dillinger Escape Plan i EP-ke z 2002 roku „Irony Is A Dead Scene”. Mike lubi się po prostu wyżyć i poeksperymentować wokalnie.

Płyta faktycznie brzmi jak skrzyżowanie ostrego łupania spod znaku Slayera z mrocznymi, porąbanymi klimatami Fantomasa. 28 minut konkretnego ciupania. Patton nie oszczędza się tu ani trochę. Oprócz premierowych kawałków Dead Cross prezentuje cover „Bela Lugosi`s Dead” zespołu Bauhaus. Można to zrobić mroczniej niż w pierwowzorze? Najspokojniejszy numer na płycie.

Szybkość i wściekłość to bardzo adekwatne określenia do zawartości „Dead Cross”. W takich kawałkach jak „Grave Slave” trudno się nie zakochać od pierwszego razu. Agresywny album, co nie znaczy zróżnicowany. Gitarowo jest to poezja – Mike Crain włożył tu swoje zręczne palce. Na basie udziela się Justin Pearson, a całość produkcyjnie ogarnął Ross Robinson. Debiutancki krążek został wydany w wytwórni Pattona Ipepac Recordings. Patton & Lombardo = sukces.

...


środa, 2 sierpnia 2017

Bekowe zespoły podbijają Polskę?

cz. I






W naszym kraju tradycja robienia muzyki dla żartu/ z jajem ma bogatą tradycję. Nie ma sensu szukać na siłę pierwowzorów, wystarczy odbyć krótką podróż wstecz do lat 90. Satyryczna czasami wręcz happeningowa twórczość zespołu Big Cyc - w klimatach punk rockowych oraz ska - zaczęła zdobywać popularność. Wszystko dzięki poruszaniu tematów błahych jak i ważnych, jednakże zawsze z tzw. „drugim dnem”, co dla tego „bekowego” nurtu muzycznego od zawsze było istotne. Zespół Skiby debiutuje w 1990 roku albumem „Z partyjnym pozdrowieniem. 12 hitów w stylu lambada hardcore” i raczy słuchaczy takimi hitami jak: „Berlin Zachodni” czy „Ballada o smutnym skinie”. Brzmienie Big Cyca z biegiem czasu zaczęło łagodnieć, ale patent na zabawne komentowanie rzeczywistości i nagrywanie kultowych kawałków przez lata pozostał atutem grupy.

Wstęp związany z Big Cycem ma swój cel, bo jest to jedna z tych grup, która komizm przełożyła na sukces komercyjny. Bycie zabawnym stało się wręcz ich najcięższym orężem.  Warto tu wspomnieć o kolejnym zespole bez którego mniej poważny odłam sceny muzycznej nie byłby taki sam – Bielizna (początkowo jako Bielizna Goeringa). Grupę założył Jarek Janiszewski. Jego teksty I wokal stanowią znak rozpoznawczy od początku, czyli od 1984 roku.  Choć formacja zyskała uznanie na scenie muzycznej, to dopiero połączone siły Bielizny i Big Cyc w postaci zespołu Czarno-Czarni uwydatniły satyryczno-komercyjny potencjał Janiszewskiego. Przebojowe numery „Nogi” czy „Trąba-Twist” trafiły pod strzechy rozgłośni radiowych, stacji muzycznych a nawet na… wesela. Wielu fanów „Bielizny” krytykowało jednak nową grupę za łagodniejsze brzmienie.

W roku 1998 Tymon Tymański lider zespołu Kury wydał „najgłupszą płytę świata”.  „P.O.L.O.V.I.R.U.S.” to wielki album „bekowej sceny muzycznej”. Nie może dziwić fakt, że oprócz 6 nominacji do Fryderyków płyta zdobył nagrodę w kategorii Najlepsza Alternatywna Płyta Roku”. Zasłużenie. Ta była petarda. Wszystko co u Tymona najlepsze. Teksty, muzyka na wysokim prześmiewczym poziomie. Kto nie skumał konwencji mógł poczuć się nieswojo. Tymon „darł łacha” z satanizmu, kiboli, rozliczał przeszłość czy parodiował i pastiszował co się da. Śmieszny numer w stylu reggae „Nie mam jaj” spodobać się szerokiej publiczności, a „Jesienna deprecha” w stylu disco/new romantic miała potencjał by zostać ironicznym hymnem pokolenia lat 90. No dobra, zagalopowałem się. Druga w dyskografii płyta Kur wypada dobrze od strony muzycznej dzięki sporej liście zaproszonych gości. I tak np. Jerzy Mazzoll wniósł do brzmienia albumu partie klarnetu, Leszek Możdżer dograł instrumenty klawiszowe, a Olaf Deriglasoff dorzucił sample i trochę swojego głosu. Tymon wmiksował do jajcarskiej konwencji „P.O.L.O.V.I.R.U.S.” śmietankę polskiej sceny muzycznej. W 2001 roku Kury nagrały jeszcze dość przyzwoitą płytę „100 lat undergroundu”, ale nie udało się powtórzyć sukcesu wydawnictwa numer 2 w dyskografii.

 Prawdziwe trzęsienie ziemi na rynku muzycznym przyniósł debiutancki album grup El Dupa. W 2000 roku „A pudle?” rozwaliło system. Wielkie przeboje „Natalia w Bruklinie odc. 1” i „Prohibicja” doczekały się teledysków i przyniosły sporą popularność zespołowi. Jednak na płycie znalazło się więcej porządnego mięcha m.in. „Nie mam dupy” czy „220V” zaśpiewane przez Dr Yry (polecam wersję koncertową, która znalazła się na płycie KNŻ „Występ”). Niewątpliwie sukcesu „A pudle?” nie byłoby bez udziału w projekcie Kazika Staszewskiego, ale też dzięki obecności zespołu Zacier. Rozstrzał stylistyczny jest oczywiście spory - od rocka przez hardrocka aż po muzykę ludową (przynajmniej tak twierdzi wikipedia). To jest pozycja obowiązkowa dla fanów „bekowego grania”.
Romans Kazika Staszewskiego z El Dupą nie był jego jednorazowym wyskokiem, bowiem sam Kazik to kwintesencja muzyki ironicznej/sarkastycznej/parodystycznej w dawce przepotężnej. Dwa kultowe (nie mylić z zespołem Kult) albumy: „12 groszy” i „Melassa” stanowią materiał na pracę magisterską albo doktorancką. Nie ma co opisywać, wypada jeszcze raz posłuchać. Zadanie domowe na dziś – wskaż najlepszy numer Kazika.



W tekście nie pojawiły się nazwy takich zespołów jak Elektryczne Gitary czy Blenders, ale nikt im nie odbierze wkładu w rozbawianie społeczeństwa swoją muzyką.
Jarek Janiszewski, Skiba, Dżej Dżej (Big Cyc), Dr Yry, Kazik Staszewski, Tymon Tymański (nie wiem czy powinienem nazwiska obu Panów pisać obok siebie, bo mieli swego czasu „kosę”), a także legenda podziemia zespół Zacier to punkt wyjścia do pytania postanowionego w tytule -  Bekowe zespoły podbijają Polskę? W drugiej części próba odpowiedzi, czyli Nocny Kochanek wygrywa eliminacje 23. Przystanku Woodstock!

[chwila na oddech]


„Bekowe” zespoły podbijają Polskę? cz. II

Mimo że nie jestem do końca zwolennikiem bezpłatnych muzycznych, to muszę przyznać szczerze, że właśnie występ na darmowym festiwalu Przystanek Woodstock jest dla wielu zespołów prawdziwą trampoliną. Koncert przed kilkudziesięcioma albo kilkuset tysiącami fanów musi na każdym robić wrażenie. Radość fanów jaką widziałem na nagraniu z klubu Progresja - gdy zespół Nocny Kochanek znalazł się w gronie szczęśliwców, którzy na dużej scenie zagrają na Woodstocku – była ogromna. Radość ogromna i zasłużona, bo furora jaką robi ten heavy metalowy skład jest nieprawdopodobna.    

Wizerunkowo zaprzeczają schematom, sami nazywając się zdrajcami metalu. Brzmią jak Iron Maiden czy Helloween napakowane marychą i innymi „rozweselaczami”. Obśmiać patos rodem z Judas Priest przy tysiącu długowłosych metali w glanach i nie dostać przy tym butelką w głowę? Nieźle co? Nocny Kochanek to nie tylko sukces zespołu, który jak wszystkie wymienione w poprzedniej części kapele wymyka się klasyfikacjom. Ten band (jak mówią niektórzy moi rodacy) wpisuje się w pewną muzyczną modę i trend słuchania „bekowych” zespołów. Dla przykładu podam oszałamiającą karierę Domowych Melodii (wyprzedawane kluby i tłumy na Woodstocku odśpiewujące teksty tria) czy ogromną popularność Kabanosa oraz Łydki Grubasa. A także swoisty fenomen – Braci Figo Fagot, którzy seksistowsko-pijacką parodią discopolo zapełniają kluby studenckie i koncerty juwenaliowe.

Nie tylko heavy metal doczekał się artystów z ogromnym dystansem, poczuciem humoru i szaleństwem w oczach. Sięgając pamięcią wstecz łatwo wskazać, że punk rock ma formację The Bill, hip-hop rapera rodem z Zabrza – Stasia, a muzyka alternatywna/metalowa/rockowa 100TVarzy Grzybiarzy. I może dziwić fakt nie zgłoszenia przez Polskę do Eurowizji ich szlagieru „Przejebane”, którego chwytliwy tekst łatwo zapamiętać.

Nocny Kochanek idzie w górę. Dwie wydane płyty o oryginalnie brzmiących tytułach: „Hewi Metal”, „Zdrajcy Metalu”, to tylko początek. Łatwo przewidzieć, że 5 sierpnia publika będzie skakać i śpiewać teksty piosenek. Wysoki, mocarny głos Krzysztofa Sokołowskiego i solówki Roberta Kazanowicza od razu przykuwają uwagę. A przecież Arkadiusz Majstrak (gitara), Artur Pochwała (bas) i Tomasz Nachyła (perkusja) również nadają metalowemu brzmieniu charakteru.



Polska publiczność kocha to przeżycie zabawy, relaksu i wspólnoty koncertowej. A zespoły „bekowej” sceny dokładają do ludycznego charakteru muzyki jeszcze element komizmu. To takie połączenie nocy kabaretowej z koncertem rockowym. Skoro coś działa, nie można tego psuć!


No dobrze, kończmy te pieszczoty. Wkładam koszulkę George`a Michaela i idę pogować do Slayera. A jakie są Wasze ulubione „bekowe” zespoły? 

...

niedziela, 23 lipca 2017

Męskie Granie 2017 (Katowice-Strefa Kultury, 22.07.2017) - relacja z koncertu

Męskie Granie 2017


Jak co roku bilety na trasę Męskiego Grania wyprzedają się jak świeże bułeczki. Tym razem nie było inaczej. Katowicki koncert był trzecim z siedmiu (jeszcze w te wakacje artystów MG zobaczy publiczność w Gdyni, Krakowie, Warszawie i Żywcu).

Na wstępie kilka słów krytycznych, bo później będą już same komplementy. Miejscówka? Katowicka Strefa Kultury wypada w porównaniu chociażby do Sztygarki dość przeciętnie. Betony i kostka przegrywają rywalizację z trawą. A że moje ostatnie 3 wizyty (Chorzów, Kraków) odbywały się w miejscach zielonych, tym razem poczułem się na wstępie mocno rozczarowany. Świadomie też opuściłem dwa pierwsze koncerty: Kortez (bo nie lubię i poszukiwałem miejsca parkingowego) oraz Xxanaxx (bo kupowałem piwo, a ich elektroniczna muzyka w ogóle do mnie nie trafia; to nie The Dumplings).

Łąki Łan
Łąki Łan


I tu wypada zakończyć narzekanie, bo reszta koncertu była świetna. Na wysoki poziom energetyczny uniósł publikę żywiołowy koncert Łąki Łan. Paprodziad polewający ludzi z pistoletu na wodę i skaczący razem z tłumem? Na ich koncertach nikogo nie może to dziwić. Tak samo jak nie może dziwić, że zawsze potrafią zafundować fanom porządną dawkę WF-u. ŁŁ grali głównie ostatnią płytę „Syntonię”. Gościnnie pojawiła Justyna Święs z The Dumplings w tytułowym kawałku „Syntonia” z wspomnianego albumu.

Po chwili ochłonięcia przyszła kolej na kolejny wyśmienity koncert. Tribute to Voo Voo połączone z Voo Voo oczarowały wszystkich zgromadzonych. Na scenie pojawili się więc Czesław Mozil, Gaba Kulka czy Krzysztof Zalewski, ale też Wojciech Waglewski. A potem już sceną zawładnęli muzycy Voo Voo. Każdy kto choć raz widział na żywo występ Ojca Męskiego Grania – Wojtka Waglewskiego, ten wiedział, że magia/mistycyzm i niesamowity (nie do opisania) klimat zdominują muzykę. Mateusz Pospieszalski na saksofonie – mistrzostwo świata.

Znakomity występ Krzysztofa Zalewskiego był wydarzeniem w dużej mierze dzięki gościnnemu udziałowi Zbigniewa Hołdysa – byłego muzyka legendarnego składu Perfectu – artysty, który 8 lat nie stał na scenie. „Obracam w palcach złoty pieniądz” po prostu wybrzmiał genialnie. Oczywiście autorskie kompozycje Krzyśka również porwały publikę. Sam artysta zresztą doskonale wie jak złapać dobry kontakt z fanami, co czym świadczy odśpiewany przez wszystkich fragment numeru Mobiego (Moby`ego?) z polskim tekstem.



Brodka zagrała set podobny do tego, który słyszałem w ubiegłym roku w Krakowie. Zaskoczyła jednak ostrym, punkowym wykonaniem „Grandy”. I te ciągotki do gitarowego, mocniejszego grania należy zapisać jej na plus. Podczas występu znów mogliśmy podziwiać The Dumpling.
Finał Męskiego Granie Orkiestra był godnym zwieńczeniem kilku godzin muzycznego pikniku. Na froncie liderzy: Monika Brodka, Piotr Rogucki i Tomasz Organek. Gościnnie pojawił się raper Miuosh oraz wokalistka Sorry Boys (Bela Komoszyńska). MGO wykonała kilka kultowych kawałków (m.in. „Tata Dilera” KNŻ z Brodką na wokalu czy „Hi-fi superstar” grupy Wanda i Banda z Rogucem i Miuoshem przy mikrofonach). Był też Kev Fox, który zaśpiewał szlagier The Rolling Stones (I Can`t Get No) „Satisfaction”. Najgłośniej zrobiło się podczas “Nie wierzę politykom”, gdy wszyscy zdzierali gardła podczas refrenu. Na zakończenie hymn tegorocznego Męskiego Grania, czyli numer „Nieboskłon” oraz bis. A potem wspólnie selfie i do domu.

Tegoroczną edycję MG ogarnia muzycznie Organek. Natomiast ja najbardziej tęsknie za czasami Smolika czy Wojtka Waglewskiego, bo pamiętam ten artystyczny ferment (kapitalna edycja 2014). Mam wrażenie, że choć trasa stoi na wysokim poziomie, to brakuje trochę odkryć i zaskoczeń. Jako fan gitarowego grania nie obraziłbym się na więcej mocnego brzmienia zamiast elektroniki. Podejrzewam jednak, że grupa docelowa jest nieco inna i np. występ Acid Drinkers mógłby niektórych za bardzo przeorać.

Męskie Granie Orkiestra 2017
Męskie Granie Orkiestra 2017


Warto wspomnieć o małej scenie. Nie będę się jednak rozpisywał, bo tak naprawdę poszedłem tylko na koncert rapowy Bisz & B.O.K. To był rewelacyjny występ zwłaszcza utwory „Pollock” i mój ulubiony „Jestem bestią”. Świetny flow, żywe instrumenty i energia ze sceny. Taki miły akcent.

Męskie Granie to wciąż świetnie zorganizowany, ciekawy festiwal promujący polskich artystów i polską muzykę. Brak opóźnień czasowych koncertów, dobra organizacja, solidne nagłośnienie i świetna oprawa wizualna to kolejne plusy trasy sponsorowanej przez znaną markę producenta piwa. Jednak utrzymanie wysokiego poziomu i atrakcyjności musi wymagać nieustannego rozwoju, I tego życzę organizatorom! Aby do przodu!

----------

sobota, 17 czerwca 2017

"The Trepp: Dziedzictwo" - pokaz filmu 30 czerwca

Gorąco zapraszam osoby, które chcą zobaczyć mój film 30 czerwca do Goniądza. Tam w ramach festiwalu Rock na Bagnie odbędzie się pokaz dokumentu "The Trepp: Dziedzictwo". Pokaz o 16:00. Później odbędzie projekcja dokumentu o Sexbombie więc ostatnie piątkowe popołudnie może być naprawdę ciekawe. Wstęp bezpłatny. Przybywajcie!

The Trepp Dziedzictwo

30.06.2017, seans o godz. 16.00 – sala kinowa w budynku Goniądzkiego Ośrodka Kultury – film Konrada Wichra „THE TREPP: Dziedzictwo”.


Więcej o festiwalu:












W 2016 roku powstał film dokumentalny o zespole The Trepp. Historia odkryła tę grupę na nowo i dała światu sporo ciekawych informacji. Przede wszystkim wcale nie jest to prosta punkowa kapela, a zespół mający  o wiele więcej do zaoferowania. Dobre teksty, zwłaszcza te o wymiarze antytotalitarnym. Ciekawe brzmienia: prócz klasycznych punkowych numerów, reggae oraz mocne rockowe numery z czy też potężne czołgi z jazgotem gitar ("Świątynia"). Jako że w tym roku ukaże się drugi album, też założonej 31 lat temu formacji, warto dowiedzieć się nieco więcej o jej twórczości. O tym etapie pierwszym, gdzie grupa działała w okresie 1986-1992 i tym późniejszym po reaktywacji w nieco odmienionym składzie. "The Trepp: Dziedzictwo" pokaże też jeszcze inne oblicze zespołu (zakończenie filmu). 

...

niedziela, 14 maja 2017

Klang 2017 - inny niż wszystkie

13.05.2017 - relacja z Przeglądu Zespołów Muzycznych KLANG, który odbył się w chrzanowskim klubie Stara Kotłownia.



Na wstępie napiszę, że w tym roku 4 zespoły mnie oczarowały i na pewno nie chciałbym być w skórze jurorów. Takich kłopotów bogactwa dawno nie było.

Wyzwanie, dobra zabawa, emocje - te emocje co roku towarzyszą przeglądowi zespołów muzycznych KLANG. W tym roku nie było inaczej. Intensywnej, ciekawiej. Przede wszystkim dzięki mocnej stawce kapel.

Podczas przeglądu chrzanowska publiczność zobaczyła rodzinny rockowy zespół Ayers Rock, gdzie prym wiedzie ród Sikorów. Jak podkreślają członkowie grupy - młode pokolenie wniosło świeży powiem w szeregi weteranów.

Krakowski Strach Uszu okazał się wielkim zaskoczeniem przeglądu. W kuluarach dało się słyszeć zachwyty nad niesztampową muzyką grupy łączącej rocka z psychodelicznymi wpływami. Kwartet wzbudził zainteresowanie innych zespołów oraz jurorów.

Jako trzeci zagrali black metalowcy z Hamingja. To śląskie trio debiutowało koncertowo więc można usłyszeć pewnie niedociągnięcia, ale warto kibicować grupie, bowiem widać potencjał w kwestii szukania niestandardowych pomysłów muzycznych (próby basowych solówek).

Prowizorium dało się już poznać lokalnej publiczności, bo zajęło 2 miejsce na Chrzanowskiej Lokomotywie Artystycznej. Szczególną uwagę zwrócił dopracowany wokal Aleksandry Ślusarczyk.

Na Klangu publiczność usłyszała także klasycznego rocka zatopionego korzeniami w AC/DC i Fletwood Mac z elementami rockabilly i bluesa. Wszystko za sprawą formacji High Five. Solidna sekcja rytmiczna i dwaj niezwykle wyróżniający się gitarzyści oczarowali publiczność swoimi solówkami. Był też smaczek w postaci harmonijki.

Sporą euforię wywołał śląski kwartet Big Spliff. Zespół zagrał instrumentalny set złożony z progresywnych, wręcz matematycznie dopracowanych kompozycji, którym nie brakowało ognia oraz popisowych solówek gitarowych. Świetnie zaprezentował się pałker zespołu. Na uznanie zasługuje również fakt, iż grupa wskoczyła do przeglądu w ostatniej chwili zastępując jedną z kapel.

Chrzanowski alternatywny rock, czyli Gentle Blow zaprezentowali set bardziej piosenkowy niż ich poprzednicy. Początek przypominał klimatem Placebo, później było więcej psychodelicznych wycieczek. Kwintet ujawnił się światu dość niedawno, bo oficjalnie kilka tygodni temu, ale wiadomo że zespół ciężko pracował nad brzmieniem w swojej sali prób. Przed przeglądem nikt w Gentle Blow nie spodziewał się, że to właśnie w ich ręce trafi nagroda dla najlepszego zespołu.

Grupa została doceniona za brzmienie i pomysły muzyczne oraz spory potencjał. Skład tworzą: wokalista Michał Parzymięso, dwaj gitarzyści: Wojciech Ziegler oraz Michał Filipek, a także basista Tomasz Latko i perkusista Jakub Prusakiewicz, który w 2015 roku zdobył statuetkę z zespołem Eder.

Na koniec wystąpił faworyt publiczności - rockowy-rapowy kwartet Wyjście Awaryjne. Tradycyjnie panowie przyciągnęli pod scenę tłumy, a ich występ został gorąco przyjęty. Gdyby widownia decydowała o przyznaniu nagrody - na pewno trafiłaby ona w ręce Wyjścia Awaryjnego.

Gwiazdą przeglądu był wrocławski zespół John Revolta. Zespół dał energetyczny koncert i jeszcze przed ogłoszeniem wyników rozgrzał publikę.Grupa promowała w Chrzanowie swoją drugą płytę, ale można było też usłyszeć kawałki z debiutanckiego krążka.

Jury w składzie: Łukasz Dulowski (Tygodni Ziemi Chrzanowskiej "Przełom") oraz gitarzysta Piotr Malinowski (Credo) i perkusista Irek Kurnik - po burzliwych obradach zdecydowało się nagrodzić Gentle Blow. Jurorzy podkreślali znaczenie tego przeglądu jako istotnego dla młodych kapel.

Gentle Blow podczas przeglądu KLANG 2017
Gentle Blow w towarzystwie jurorów KLANGU (fot. Paweł Luwikowski)


Gentle Blow w nagrodę otrzyma sesję zdjęciową u Pawła Ludwikowskiego, 10 godzin w studio nagraniowym Kosa Buena Studio oraz bon na 1000 zł do wydania w sklepie muzycznym Muzyk. Dodatkową nagrodą zespół postanowił się podzielić z formacją Strach Uszu. I tak Gentle Blow zagra 3 czerwca podczas Dni Chrzanowa w ramach koncertu "Kumple dla Kumple" supportując Organka, natomiast Strach Uszu wystąpi wcześniej wskakując niejako na miejsce zwycięzcy KLANGU.

Przegląd prowadził w tym roku Eryk Gruca (perkusista The Trepp i współorganizator festiwalu Caban Drummer Fest).

Do chrzanowskiego przeglądu zgłosiło się 25 zespołów, niestety organizatorzy zgodnie z regulaminem mogli przyjąć tylko 8 z nich. Bardzo wysoki poziom muzyczny i spore zainteresowane przeglądem sprawia jednak, że być może obecna formuła KLANGU odejdzie do lamusa. Szykuje się wielka rewolucja. Jakie będą jej efekty? Odpowiedź przyniosą najbliższe tygodnie.

 Relacja wideo z KLANGU 

★ Wywiad z liderem JOHN REVOLTA ★
★ Nagranie z koncertu JOHN REVOLTA ★


...