Gdy 7 lipca 2014 umieszczałem na blogu wpis - 5 najbardziej wyczekiwanych zespołów w Polsce -
nie marzyłem nawet, że niespełna rok później będę posiadaczem biletów dla dwa z
nich (Godsmach i Foo Fighters). Dziś jestem już w połowie drogi, bo po
zaliczeniu - Impact Festival 2015 w Łodzi.
Pewnie zmartwię niektóre osoby, ale widziałem tylko trzy
występy: Gojira, Slipknot i Godsmack. Na pozostałe nie udało się zdążyć. Zatem
odnotuję, że we wtorek 9 czerwca grali także: ThermiT, Lion Shepherd, One oraz
Hollywood Undead; natomiast w przerwach rockowe kawałki miksował DJ Kebs. Od
razu też napiszę, że organizacja na festiwalu pozostawia wiele do życzenia
(obsługa słabo zorientowana, brak dobrego oznaczenia wejść i największy grzech - wciśnięcie Godsmacka na
małą scenę poza halą Atlas Areny). Na szczęście line-up był zacny i tylko to
uchroniło organizatorów z Live Nation przez totalną krytyką...
![]() |
Impact Festival 2015 |
Moim pierwszym koncertem była Gojira. Zespół znałem głównie z płyty "From Mars To
Sirus" więc kojarzyłem pojedyncze kompozycje. Tym bardziej byłem mile zaskoczony
występem Francuzów. Wulkan energii, który wybuchł podczas ich koncertu spłynął
na publiczność. Naprawdę sprawdzili się w roli supportu Slipknota. Mario
Duplantier za bębnami, to zjawisko które trzeba zobaczyć na żywo.
Wiem, wiem - czekacie na moje spostrzeżenia z koncertu
headlinera festiwalu, czyli Slipknota.
Ten występ był dla mnie podróżą w przeszłość, kilkanaście lat wstecz kiedy
goście w maskach robili na mnie ogromne wrażenie. Trzeba jednak podkreślić, że
ostatni album kopie tyłki, dlatego posłuchanie nowym numerów było równie
ekscytujące, co poskakanie do klasyków.
![]() |
Slipknot |
Koncert rozpoczął się od wstępu z albumu "5: The Gray
Chapter", czyli od "XIX" przy opuszczonej kurtynie (budowanie
emocji proszę państwa!), po którym poleciał "Sarcastrophe". Nie mogło
zabraknąć też "Killpop" oraz mojego ulubionego "Custer"
(numer idealnie skrojony pod koncerty). Starsi fani żwawiej zareagowali na
"Wait and Bleed". Można było się porozpychać przy "Duality"
oraz "Spit It Out". Były nieodzowne elementy przedstawienia: ognie,
beczki na obrotowych platformach i sporo szaleństwa pod sceną. Corey Taylor
zachwycał się publicznością (Sprawiliście,
że poczuliśmy, jakbyśmy byli Polakami). Bawiłem się świetnie,
zwłaszcza przy "Spit It Out", kiedy publika zwariowała. Tuż przed bisem trzeba było udać się w stronę
wyjścia, by załapać się na dobre miejsce przed scenę poza halą. Dobre, to za
słabe słowo. Przyzwoito-strategiczne, bliżej zespołu, a jak najdalej od stoisk
z jedzeniem.
Godsmack wreszcie
w Polsce. Pierwszy raz przyjechali i bardzo im zależało na dobrym występie.
Zaczęli w deszczu około godziny 23:30 numerem "Straight Out Of Life",
później był "Awake" i "1000hp". "Keep Away"
zostało wzbogacone wstawką Pantery ("Walk"), a przy "Something Diffrent" Sully Erna
poprosił, by publika zaśpiewała tak, by słychać było aż w Moskwie. Polaków o
takie rzeczy zbyt długo prosić nie trzeba. "VooDoo" śpiewali wszyscy
i to był ten magiczny moment, na który czekałem lata. A potem było jeszcze
więcej emocji: "Batalla de los Tambores" na dwie perkusje (stały
element występów), a także krótki miks klasycznych numerów (m.in.: "We
Will Rock You" Queen, "Back In Black" AC/DC). Deszcz co jakiś
czas wracał, ale nie zdołał ostudzić tłumu. Widać, że zespół się starał, a fani
odwdzięczali się jak się tylko da (czytaj: skacząc, śpiewając). Finałem tego
wydarzenia było zaproszenie wszystkich przez frontmana Godsmacka do młyna,
który miał zostać nagrany (i jak dobrze pójdzie - wklejony do nowego teledysku). Pod sceną zakotłowało, kto nie
chciał brać udziału w zabawie, musiał uciekać daleko do tyłu. Ja zostałem i
walczyłem w młynie podczas "I Stand Alone". Na tym utworze zakończyli
swój godzinny występ oznajmiając, że tylko tyle mogą dziś grać.
To wszystko, można iść. Jeszcze tylko cztery godziny w
samochodzie i upragnione łóżko. Impact Festival należy uznać za udany pod
względem muzycznym i słaby od strony organizacyjnej. Wypada liczyć na poprawę
przy kolejnej edycji. Gdzie, kiedy z jakimi kapelami? Przekonamy się za rok?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz