niedziela, 8 stycznia 2017

Najlepsze zagraniczne albumy 2016 roku

Wybór zagranicznych płyt nie był rzeczą prostą i oczywistą. Nie może więc dziwić fakt, że dopiero w styczniu opublikowałem zestawienie. Największy problem miałem z pogodzeniem wygórowanych oczekiwań z rzeczywistością. Mimo ogromnego szacunku połączonego z wielkim oddaniem tym razem nie znalazłem miejsca dla nowych produkcji Davida Bowiego i Nicka Cave`a (ich mroczność mnie chyba pokonała). Długo myślałem o Deftones i doszedłem do wniosku, że "Gore" nie jest tym, czego oczekiwałem. Po latach przerwy sięgnąłem po album Megadeth. "Dystopia" jest w porządku, ale... dupy mi nie urwała.

Są za to odkrycia, zespoły których wcześniej nie słuchałem. Pozycje 6,4 i 1 to absolutne niespodzianki. Korn dostał szansę nieco na wyrost (często znakomite zwrotki psują średnie refreny). Powiem więcej. Tylko Iggy Pop od początku był pewniakiem w zestawieniu. Nie było cienia wątpliwości. Pozostałe 9 pozycji to odkrycia i krążki, do których dojrzewałem.


Garbage - Strange Little Birds
10. Garbage - Strange Little Birds
Pierwotnie nie planowałem umieszczenia tej płyty w zestawieniu. Zdanie zmieniłem przypominając sobie, że na "Strange Little Birds" jest zjawiskowy numer "So We Can Stay Alive" kawałek z niesamowitym kontrastem ostrzejszych gitarowych riffów z leniwymi wokalami Shirley Manson i rockowo-elektronicznym tłem. Warto pamiętać też o jedynym bardziej rockowym utworze "Empty" (swoją drogą ten singiel to mało reprezentatywny przedstawiciel płyty). Co więcej? W zasadzie płyta jest nastrojowa, łagodna i za pierwszym razem nie podchodzi. Odradzam starym fanom Garbage, bo gitarowych numerów raczej tu wiele nie znajdą. No chyba że już zdążyli się przyzwyczaić, że ta grupa tak po prostu gra i tyle.
Data premiery: 10 czerwca 2016

The Cult - Hidden City
9. The Cult - Hidden City
Byłbym zapomniał o The Cult, gdyby nie ostatni bardzo dobry album. Jedno z większych zaskoczeń tego roku. Melodie, kompozycje, riffy, wokale - wszystko na miejscu. Być może będę w mniejszości, która pochyliła się nad tym dziełem. Warto! Siła zespołu tkwi w tym, że nie produkują płyt na każdą okazję. 10 album w dyskografii grupy (istnieją od 1983 roku) i swoisty powrót do korzeni (więcej gotyckiego rocka, czyli mroku).

Data premiery: 5 lutego 2016





Zakk Wylde - Book Of Shadows II
8. Zakk Wylde - Book Of Shadows II
Kiedy Zakk nie ma ochoty na gitarowe wygibasy w Black Label Society bierze się za solowe kompozycje. I w ten sposób w 2016 objawiła się kontynuacja "Book Of Shadows". Spokojniejsze numery, więcej gitar akustycznych i przestrzeni. To taki balsam na zmęczone ciężkimi rffami uszy. W konwencję wyciszonego grania wpasowuje się również Corey Taylor i tak dostajemy świetny "Sleeping Dogs" z gościnnym udziałem wokalisty Slipknota. Pokochacie to!

Data premiery: 8 kwietnia 2016




In Flames - Battles
7. In Flames - Battles
Bardzo dobrze się tego słucha. Album "Battles" jest różnorodny, nasycony mocnymi brzmieniami i melodyjnymi fragmentami. W doskonałych proporcjach. Kiedyś omijałem In Flames, nie wierzyłem, że mnie czymś zaskoczą. I zrobili to! Wyszedł im wciągający zestaw kawałków, do których chętnie będę wracał.

Data premiery: 11 listopada 2016







Korn - The Serenity of Suffering
6. Korn - The Serenity of Suffering
Strasznie nierówna płyta. Kilka genialnych numerów przeplatanych przeciętnymi. Korn próbował udobruchać starych fanów i skończyć etap eksperymentów oraz poszukiwań. Wyszło połowicznie. Teoretycznie nie powinno tej płyty być w zestawieniu, ale "Insane" (ta dzikość)  oraz "Rotting In Vain" to są najlepsze (na pewno pierwsza piątka) numery 2016 roku. Bardzo długo przekonywałem się do "A Differend World", ale dziś jest to jeden z moich ulubionych numerów. Wciąż ostatnim mocnym albumem Korna jest "Take A Look In The Mirror". Tegoroczny krążek ma kilka mocnych momentów i pewnie z czasem zyska na wartości w mojej hierarchii. 

Data premiery: 21 października 2016

Pixies - Head Carrier
5. Pixies - Head Carrier
To było pierwotnie wielkie rozczarowanie, ale jak kurz bitewny opadł i zarzuty o rozmienianie się na drobne straciły na aktualności, zaczęło się rzetelne słuchanie. Pixies prochu nie odkrywa, jednak radzi bardzo sobie przyzwoicie. Rozgrzewka nastąpiła przy okazji poprzedniego albumu. Tam nie było tego ognia i błysku. Tu jest zdecydowanie lepiej. Szczególnie rewelacyjny "Talent" (cóż za refren!) i ten agresywny "Baal`s Back". "Might As Well Be Gone" przypomina czasy "Velourii" (może muzyczne pejzaże się tu tak nie rozmywają, ale klimat jest równie wciągający).

Data premiery: 30 września 2016



Witchcraft - Nucleus
4. Witchcraft - Nucleus
Cóż to jest za album. 2 pojechane kawałki po kilkanaście minut i kilka genialnych krótszych numerów. Jest w czym wybierać.  Ten szwedzki doom metal uzależnia jak najmocniejszy narkotyk. "The Outcast" po prostu mnie przetargał na pół. Nie umieszczenie płyty w zestawieniu 2016 roku wypada uznać za zbrodnię. Synowie Black Sabbath ze Skandynawii - szacun dla Was! Zrobiliście coś wyjątkowego. Pokazaliście, że można nadal inspirować się brzmieniem sprzed czterdziestu lat i nadal tworzyć coś świeżego i poruszającego.

Data premiery: 15 stycznia 2016


Metallica - Hardwired...To Self-Destruct
3. Metallica - Hardwired...To Self-Destruct
Zupełnie nie rozumiem tego całego hejtu na "Death Magnetic". Lubię przedostatnią płytę i w nowym wydawnictwie Metalliki również odnajduję ślady brzmienia z tamtej publikacji. Natomiast różnica na plus dla wydanego w listopadzie albumu jest taka, że kompozycje są lepsze i po kilku przesłuchaniach bardziej wpadają w uchu. Nie jest to najlepsza rzecz jaką słyszałem w 2016 roku, ale "Moth Into Flame" na pewno trzeba uznać top 5 kawałków ostatniego roku. Co jeszcze? Sabbathowy riff w "Dream No More". Jak się dobrze wgryźć w "Hardwired... To Self-Destruct" można doszukać się wielu wycieczek wstecz do starszych płyt. Prawda jest taka, że Metallica wciąż jest na metalowo/rockowym świeczniku i nikt jej z niego nie zrzuci. Kawał dobrego albumu!

Data premiery: 18 listopada 2016

Iggy Pop - Post Pop Depression
2. Iggy Pop - Post Pop Depression
Co możesz zrodzić kolaboracja ojca chrzestnego punk rocka Iggy Popa z ojciec współczesnego stoner rocka Joshem Hommem? Jedną z najlepszych płyt minionego roku. Siedemnasty album w dorobku Popa trzyma wysoki poziom. "Post Pop Depression" przesiąknięta jest pustynnym piaskiem, halucynogennym pejotlem i osobistym oczyszczeniem po śmierci przyjaciela wokalisty.  Wiadomo przecież że Iggy i David Bowie przez lata byli duetem na niwie muzycznej jak i kumplowsko-braterskiej. Wypada mieć tylko nadzieję, że nie jest to żaden testament, a raczej płomyk nadziei i nowo wytyczona ścieżka do kolejnych fantastycznych projektów. Przecież najfajniejsze jest podążanie za celem.

Data premiery: 18 marca 2016

Rival Sons - Hollow Bones
1. Rival Sons - Hollow Bones
Te riffy, te melodie! Od razu polubiłem. I choć jest to dopiero pierwsza płyta Rival Sons z jaką się zetknąłem, od dziś jestem ich fanem. Kalifornijski blues rock połączony z hard rockiem na bardzo klasycznych fundamentach. Idealna propozycja dla słuchaczy, którzy chętnie posłuchają solówki i wyłowią jakieś nawet oldschoolowe korzenie Led Zeppelin oraz Free. Co bardziej uważni odkryją nawet soulowe i psychodeliczne naleciałości.  "Hollow Bones" to 37 minut rockowej fiesty. Początkowo chciałem wyróżnić kilka numerów, ale tu cały zestaw zasługuje na docenienie. Musicie tego posłuchać! To jeden z najlepszych albumów 2016 roku!

Data premiery: 10 czerwca 2016


1 komentarz:

  1. http://www.grodzkiarts.com - blog o sztuce

    Zobacz moją nową książkę science-fiction i muzykę elektroniczną oraz obrazy olejne na płótnie.

    OdpowiedzUsuń