wtorek, 20 maja 2014

Coldplay - Ghost Stories (2014) - recenzja

Od 2002 roku Coldplay wydaje płyty średnio co trzy lata. W maju fani zespołu doczekali się szóstej płyty o tajemniczym tytule "Ghost stories". Jakie są te opowieści o duchach dowiecie się czytając poniższy tekst.

Coldplay - Ghost Stories
Okładka płyty "Ghost Stories"
Inspiracją do nagrania albumu był rozpad małżeństwa wokalisty Chrisa Martina z Gwyneth Paltrow. Z założenia powstał zatem konceptualny krążek opowiadający i dramatach tych skomplikowanych relacji. Tytułowe duchy, to dla Martina zjawy z przeszłości, które rzutują nie tylko na to co było, ale także na to co jest i na to co będzie. 

Nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem Coldplay, ale bardzo ceniłem ich za wiele świetnych nagrań. Pojechałem też we wrześniu 2012 roku na koncert do Warszawy, by pomimo złej pogody i słabej akustyki, przeżyć genialny spektakl muzyczno-wizualny. 

Lubię Coldplay raczej za ich szybsze numery. Przyznam szczerze, że te smutne utwory zawsze mniej na mnie działały (wyjątkiem jest np. "Fix you").  Najnowszego albumu słuchałem sześciokrotnie i z przykrością stwierdzam, że mnie nie porwał. Brytyjski kwartet gra szeroko rozumianego rocka alternatywnego, jednak na "Ghost stories" gitar nie za wiele. Nie wiem czy to zarzut. Niekoniecznie. Gościnnie na płycie pojawili się znani producenci muzyczni: Avicii, Madeon oraz Timbaland. Nie pozostało to bez wpływu na efekt końcowy. Ósmy numer "A sky full of stars", który brzmi elektroniczne, z tanecznym bitem wyróżnia się jako jeden z niewielu, bo w zestawie pogrążonych w smutku i zadumie utworów, stanowi jeden z żywszych na płycie. Oczywiście jest też parę dobrych kawałków jak: genialny "Magic", klimatyczny "Ink" i akustyczny spokojny "Oceans". Świetnie na tle zamulających tracków wypada też "Ghost story". Dobra, spodobało mnie się też solo w "True love". I to w zasadzie wszystko. Reszta jest poprawna, co nie jest wcale zaletą... Wiem, jestem nieobiektywny i niesprawiedliwy. Cóż, prawo recenzenta. Nie czuję po prostu tej specyficznej aury wypełniającej płytę z historiami o duchach.




Gdybym chciał polecić komuś poznawanie Coldplay, na pewno nie wybrałbym na początek "Ghost stories". Wieloletni fani pewnie będą zadowoleni, mnie pozostaje niedosyt i kolejne odtworzenie najnowszych The Black Keys. Co nie zmienia faktu, że będzie to prawdopodobnie jedna z najczęściej słuchanych płyt w 2014.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza