11 września 2017 ukazał się zmontowany przeze mnie koncert zespołu The Trepp. Nagranie zawiera 15 numerów, w tym trzy premierowe kompozycje: "Gen wolności", "Bądźcie jak kwiaty", "Skanalie". Koncert został zarejestrowany 13 grudnia 2016 w chrzanowskim klubie Stara Kotłownia przy okazji 30 urodzin grupy. Przy tej okazji na scenie nie mogło zabraknąć byłych członków The Trepp: Darka Kołomańskiego (bas), Piotrka Malinowskiego (gitara), Irka Kurnika (bębny) oraz Marka Głowacza i Adama Drabika.
Mike Patton (Faith No More i mnóstwo innych) oraz Dave Lombardo (perkusista znany ze Slayera) ponownie
spotykają się w jednym zespole. Po kolaboracji w Fantomasie teraz w nieco bardziej
piosenkowej konwencji. Kto zna wspomnianą grupę muzyczną inspirowaną serią
komiksów o słynnym fikcyjnym przestępcy Fantomasie, ten wie że były to albumy
konceptualne – poza „Director`s Cut” stanowiące ilustracje do komiksów i
szalone szarże stylistyczne. Dla zwykłego śmiertelnika nie do przejścia.
Dead Cross - Dead Cross (2017)
A Dead Cross jest projektem, w
którym Patton śpiewa zamiast jęczeć/pluć/chrząkać do mikrofonu. Gdybym miał
wskazać podobieństwo do innych przedsięwzięć, w jakich brał udział – podałbym
The Dillinger Escape Plan i EP-ke z 2002 roku „Irony Is A Dead Scene”. Mike
lubi się po prostu wyżyć i poeksperymentować wokalnie.
Płyta faktycznie brzmi jak
skrzyżowanie ostrego łupania spod znaku Slayera z mrocznymi, porąbanymi
klimatami Fantomasa. 28 minut konkretnego ciupania. Patton nie oszczędza się tu
ani trochę. Oprócz premierowych kawałków Dead Cross prezentuje cover „Bela
Lugosi`s Dead” zespołu Bauhaus. Można to zrobić mroczniej niż w pierwowzorze?
Najspokojniejszy numer na płycie.
Szybkość i wściekłość to bardzo
adekwatne określenia do zawartości „Dead Cross”. W takich kawałkach jak „Grave
Slave” trudno się nie zakochać od pierwszego razu. Agresywny album, co nie
znaczy zróżnicowany. Gitarowo jest to poezja – Mike Crain włożył tu swoje
zręczne palce. Na basie udziela się Justin Pearson, a całość produkcyjnie ogarnął
Ross Robinson. Debiutancki krążek został wydany w wytwórni Pattona Ipepac
Recordings. Patton & Lombardo = sukces.
W naszym kraju tradycja robienia
muzyki dla żartu/ z jajem ma bogatą tradycję. Nie ma sensu szukać na siłę
pierwowzorów, wystarczy odbyć krótką podróż wstecz do lat 90. Satyryczna czasami
wręcz happeningowa twórczość zespołu Big
Cyc - w klimatach punk rockowych oraz ska - zaczęła zdobywać popularność.
Wszystko dzięki poruszaniu tematów błahych jak i ważnych, jednakże zawsze z
tzw. „drugim dnem”, co dla tego „bekowego” nurtu muzycznego od zawsze było
istotne. Zespół Skiby debiutuje w 1990 roku albumem „Z partyjnym pozdrowieniem.
12 hitów w stylu lambada hardcore” i raczy słuchaczy takimi hitami jak: „Berlin
Zachodni” czy „Ballada o smutnym skinie”. Brzmienie Big Cyca z biegiem czasu
zaczęło łagodnieć, ale patent na zabawne komentowanie rzeczywistości i
nagrywanie kultowych kawałków przez lata pozostał atutem grupy.
Wstęp związany z Big Cycem ma swój
cel, bo jest to jedna z tych grup, która komizm przełożyła na sukces komercyjny.
Bycie zabawnym stało się wręcz ich najcięższym orężem. Warto tu wspomnieć o kolejnym zespole bez
którego mniej poważny odłam sceny muzycznej nie byłby taki sam – Bielizna (początkowo
jako Bielizna Goeringa). Grupę założył Jarek Janiszewski. Jego teksty I wokal
stanowią znak rozpoznawczy od początku, czyli od 1984 roku. Choć formacja zyskała uznanie na scenie
muzycznej, to dopiero połączone siły Bielizny i Big Cyc w postaci zespołu
Czarno-Czarni uwydatniły satyryczno-komercyjny potencjał Janiszewskiego.
Przebojowe numery „Nogi” czy „Trąba-Twist” trafiły pod strzechy rozgłośni
radiowych, stacji muzycznych a nawet na… wesela. Wielu fanów „Bielizny”
krytykowało jednak nową grupę za łagodniejsze brzmienie.
W roku 1998 Tymon Tymański lider
zespołu Kury wydał „najgłupszą płytę
świata”. „P.O.L.O.V.I.R.U.S.” to wielki
album „bekowej sceny muzycznej”. Nie może dziwić fakt, że oprócz 6 nominacji do
Fryderyków płyta zdobył nagrodę w kategorii Najlepsza Alternatywna Płyta Roku”.
Zasłużenie. Ta była petarda. Wszystko co u Tymona najlepsze. Teksty, muzyka na wysokim
prześmiewczym poziomie. Kto nie skumał konwencji mógł poczuć się nieswojo. Tymon
„darł łacha” z satanizmu, kiboli, rozliczał przeszłość czy parodiował i
pastiszował co się da. Śmieszny numer w stylu reggae „Nie mam jaj” spodobać się
szerokiej publiczności, a „Jesienna deprecha” w stylu disco/new romantic miała
potencjał by zostać ironicznym hymnem pokolenia lat 90. No dobra, zagalopowałem
się. Druga w dyskografii płyta Kur wypada dobrze od strony muzycznej dzięki
sporej liście zaproszonych gości. I tak np. Jerzy Mazzoll wniósł do brzmienia
albumu partie klarnetu, Leszek Możdżer dograł instrumenty klawiszowe, a Olaf
Deriglasoff dorzucił sample i trochę swojego głosu. Tymon wmiksował do jajcarskiej
konwencji „P.O.L.O.V.I.R.U.S.” śmietankę polskiej sceny muzycznej. W 2001 roku
Kury nagrały jeszcze dość przyzwoitą płytę „100 lat undergroundu”, ale nie
udało się powtórzyć sukcesu wydawnictwa numer 2 w dyskografii.
Prawdziwe trzęsienie ziemi na rynku muzycznym
przyniósł debiutancki album grup El Dupa.
W 2000 roku „A pudle?” rozwaliło system. Wielkie przeboje „Natalia w Bruklinie
odc. 1” i „Prohibicja” doczekały się teledysków i przyniosły sporą popularność
zespołowi. Jednak na płycie znalazło się więcej porządnego mięcha m.in. „Nie
mam dupy” czy „220V” zaśpiewane przez Dr Yry (polecam wersję koncertową, która
znalazła się na płycie KNŻ „Występ”). Niewątpliwie sukcesu „A pudle?” nie
byłoby bez udziału w projekcie Kazika Staszewskiego, ale też dzięki obecności
zespołu Zacier. Rozstrzał
stylistyczny jest oczywiście spory - od rocka przez hardrocka aż po muzykę
ludową (przynajmniej tak twierdzi wikipedia). To jest pozycja obowiązkowa dla
fanów „bekowego grania”.
Romans Kazika Staszewskiego z El
Dupą nie był jego jednorazowym wyskokiem, bowiem sam Kazik to kwintesencja muzyki
ironicznej/sarkastycznej/parodystycznej w dawce przepotężnej. Dwa kultowe (nie
mylić z zespołem Kult) albumy: „12 groszy” i „Melassa” stanowią materiał na
pracę magisterską albo doktorancką. Nie ma co opisywać, wypada jeszcze raz
posłuchać. Zadanie domowe na dziś – wskaż najlepszy numer Kazika.
W tekście nie pojawiły się nazwy
takich zespołów jak Elektryczne Gitary czy Blenders, ale nikt im nie odbierze
wkładu w rozbawianie społeczeństwa swoją muzyką.
Jarek Janiszewski, Skiba, Dżej Dżej
(Big Cyc), Dr Yry, Kazik Staszewski, Tymon Tymański (nie wiem czy powinienem
nazwiska obu Panów pisać obok siebie, bo mieli swego czasu „kosę”), a także
legenda podziemia zespół Zacier to punkt wyjścia do pytania postanowionego w
tytule - Bekowe zespoły podbijają Polskę?
W drugiej części próba odpowiedzi, czyli Nocny Kochanek wygrywa eliminacje 23.
Przystanku Woodstock!
[chwila na oddech]
„Bekowe” zespoły podbijają Polskę?
cz. II
Mimo że nie jestem do końca zwolennikiem
bezpłatnych imprez muzycznych, to muszę przyznać szczerze, że właśnie występ na
darmowym festiwalu Przystanek Woodstock jest dla wielu zespołów prawdziwą
trampoliną. Koncert przed kilkudziesięcioma albo kilkuset tysiącami fanów musi
na każdym robić wrażenie. Radość fanów jaką widziałem na nagraniu z klubu
Progresja - gdy zespół Nocny Kochanek
znalazł się w gronie szczęśliwców, którzy na dużej scenie zagrają na Woodstocku
– była ogromna. Radość ogromna i zasłużona, bo furora jaką robi ten heavy
metalowy skład jest nieprawdopodobna.
Wizerunkowo zaprzeczają schematom, sami nazywając się zdrajcami metalu. Brzmią
jak Iron Maiden czy Helloween napakowane marychą i innymi „rozweselaczami”. Obśmiać
patos rodem z Judas Priest przy tysiącu długowłosych metali w glanach i nie
dostać przy tym butelką w głowę? Nieźle co? Nocny Kochanek to nie tylko sukces
zespołu, który jak wszystkie wymienione w poprzedniej części kapele wymyka się
klasyfikacjom. Ten band (jak mówią niektórzy moi rodacy) wpisuje się w pewną
muzyczną modę i trend słuchania „bekowych” zespołów. Dla przykładu podam
oszałamiającą karierę Domowych Melodii
(wyprzedawane kluby i tłumy na Woodstocku odśpiewujące teksty tria) czy ogromną
popularność Kabanosa oraz Łydki Grubasa. A także swoisty fenomen –
Braci Figo Fagot, którzy seksistowsko-pijacką
parodią discopolo zapełniają kluby studenckie i koncerty juwenaliowe.
Nie tylko heavy metal doczekał się
artystów z ogromnym dystansem, poczuciem humoru i szaleństwem w oczach.
Sięgając pamięcią wstecz łatwo wskazać, że punk rock ma formację The Bill, hip-hop rapera rodem z Zabrza
– Stasia, a muzyka
alternatywna/metalowa/rockowa 100TVarzy
Grzybiarzy. I może dziwić fakt nie zgłoszenia przez Polskę do Eurowizji ich
szlagieru „Przejebane”, którego chwytliwy tekst łatwo zapamiętać.
Nocny Kochanek idzie w górę. Dwie
wydane płyty o oryginalnie brzmiących tytułach: „Hewi Metal”, „Zdrajcy Metalu”,
to tylko początek. Łatwo przewidzieć, że 5 sierpnia publika będzie skakać i
śpiewać teksty piosenek. Wysoki, mocarny głos Krzysztofa Sokołowskiego i
solówki Roberta Kazanowicza od razu przykuwają uwagę. A przecież Arkadiusz
Majstrak (gitara), Artur Pochwała (bas) i Tomasz Nachyła (perkusja) również
nadają metalowemu brzmieniu charakteru.
Polska publiczność kocha to
przeżycie zabawy, relaksu i wspólnoty koncertowej. A zespoły „bekowej” sceny
dokładają do ludycznego charakteru muzyki jeszcze element komizmu. To takie
połączenie nocy kabaretowej z koncertem rockowym. Skoro coś działa, nie można
tego psuć!
No dobrze, kończmy te pieszczoty.
Wkładam koszulkę George`a Michaela i idę pogować do Slayera. A jakie są Wasze
ulubione „bekowe” zespoły?
Jak co roku bilety na trasę Męskiego Grania wyprzedają się
jak świeże bułeczki. Tym razem nie było inaczej. Katowicki koncert był trzecim
z siedmiu (jeszcze w te wakacje artystów MG zobaczy publiczność w Gdyni,
Krakowie, Warszawie i Żywcu).
Na wstępie kilka słów krytycznych, bo później będą już same
komplementy. Miejscówka? Katowicka Strefa Kultury wypada w porównaniu chociażby
do Sztygarki dość przeciętnie. Betony i kostka przegrywają rywalizację z trawą.
A że moje ostatnie 3 wizyty (Chorzów, Kraków) odbywały się w miejscach
zielonych, tym razem poczułem się na wstępie mocno rozczarowany. Świadomie też
opuściłem dwa pierwsze koncerty: Kortez (bo nie lubię i poszukiwałem miejsca
parkingowego) oraz Xxanaxx (bo kupowałem piwo, a ich elektroniczna muzyka w
ogóle do mnie nie trafia; to nie The Dumplings).
Łąki Łan
I tu wypada zakończyć narzekanie, bo reszta koncertu była
świetna. Na wysoki poziom energetyczny uniósł publikę żywiołowy koncert Łąki
Łan. Paprodziad polewający ludzi z pistoletu na wodę i skaczący razem z tłumem?
Na ich koncertach nikogo nie może to dziwić. Tak samo jak nie może dziwić, że
zawsze potrafią zafundować fanom porządną dawkę WF-u. ŁŁ grali głównie ostatnią
płytę „Syntonię”. Gościnnie pojawiła Justyna Święs z The Dumplings w tytułowym
kawałku „Syntonia” z wspomnianego albumu.
Po chwili ochłonięcia przyszła kolej na kolejny wyśmienity koncert. Tribute to
Voo Voo połączone z Voo Voo oczarowały wszystkich zgromadzonych. Na scenie
pojawili się więc Czesław Mozil, Gaba Kulka czy Krzysztof Zalewski, ale też
Wojciech Waglewski. A potem już sceną zawładnęli muzycy Voo Voo. Każdy kto choć
raz widział na żywo występ Ojca Męskiego Grania – Wojtka Waglewskiego, ten
wiedział, że magia/mistycyzm i niesamowity (nie do opisania) klimat zdominują
muzykę. Mateusz Pospieszalski na saksofonie – mistrzostwo świata.
Znakomity występ Krzysztofa Zalewskiego był wydarzeniem w
dużej mierze dzięki gościnnemu udziałowi Zbigniewa Hołdysa – byłego muzyka
legendarnego składu Perfectu – artysty, który 8 lat nie stał na scenie.
„Obracam w palcach złoty pieniądz” po prostu wybrzmiał genialnie. Oczywiście
autorskie kompozycje Krzyśka również porwały publikę. Sam artysta zresztą
doskonale wie jak złapać dobry kontakt z fanami, co czym świadczy odśpiewany
przez wszystkich fragment numeru Mobiego (Moby`ego?) z polskim tekstem.
Brodka zagrała set podobny do tego, który słyszałem w
ubiegłym roku w Krakowie. Zaskoczyła jednak ostrym, punkowym wykonaniem
„Grandy”. I te ciągotki do gitarowego, mocniejszego grania należy zapisać jej
na plus. Podczas występu znów mogliśmy podziwiać The Dumpling.
Finał Męskiego Granie Orkiestra był godnym zwieńczeniem
kilku godzin muzycznego pikniku. Na froncie liderzy: Monika Brodka, Piotr
Rogucki i Tomasz Organek. Gościnnie pojawił się raper Miuosh oraz wokalistka
Sorry Boys (Bela Komoszyńska). MGO wykonała kilka kultowych kawałków (m.in.
„Tata Dilera” KNŻ z Brodką na wokalu czy „Hi-fi superstar” grupy Wanda i Banda
z Rogucem i Miuoshem przy mikrofonach). Był też Kev Fox, który zaśpiewał szlagier The Rolling Stones (I Can`t
Get No) „Satisfaction”. Najgłośniej zrobiło się podczas “Nie wierzę
politykom”, gdy wszyscy zdzierali gardła podczas refrenu. Na zakończenie hymn
tegorocznego Męskiego Grania, czyli numer „Nieboskłon” oraz bis. A potem wspólnie
selfie i do domu.
Tegoroczną edycję MG ogarnia muzycznie Organek. Natomiast ja
najbardziej tęsknie za czasami Smolika czy Wojtka Waglewskiego, bo pamiętam ten
artystyczny ferment (kapitalna edycja 2014). Mam wrażenie, że choć trasa stoi
na wysokim poziomie, to brakuje trochę odkryć i zaskoczeń. Jako fan gitarowego
grania nie obraziłbym się na więcej mocnego brzmienia zamiast elektroniki.
Podejrzewam jednak, że grupa docelowa jest nieco inna i np. występ Acid
Drinkers mógłby niektórych za bardzo przeorać.
Męskie Granie Orkiestra 2017
Warto wspomnieć o małej scenie. Nie będę się jednak
rozpisywał, bo tak naprawdę poszedłem tylko na koncert rapowy Bisz & B.O.K.
To był rewelacyjny występ zwłaszcza utwory „Pollock” i mój ulubiony „Jestem
bestią”. Świetny flow, żywe instrumenty i energia ze sceny. Taki miły akcent.
Męskie Granie to wciąż świetnie zorganizowany, ciekawy
festiwal promujący polskich artystów i polską muzykę. Brak opóźnień czasowych
koncertów, dobra organizacja, solidne nagłośnienie i świetna oprawa wizualna to
kolejne plusy trasy sponsorowanej przez znaną markę producenta piwa. Jednak
utrzymanie wysokiego poziomu i atrakcyjności musi wymagać nieustannego rozwoju,
I tego życzę organizatorom! Aby do przodu!
Gorąco zapraszam osoby, które chcą zobaczyć mój film 30 czerwca do Goniądza. Tam w ramach festiwalu Rock na Bagnie odbędzie się pokaz dokumentu "The Trepp: Dziedzictwo". Pokaz o 16:00. Później odbędzie projekcja dokumentu o Sexbombie więc ostatnie piątkowe popołudnie może być naprawdę ciekawe. Wstęp bezpłatny. Przybywajcie!
30.06.2017, seans o godz. 16.00 – sala kinowa w budynku Goniądzkiego Ośrodka Kultury – film Konrada Wichra „THE TREPP: Dziedzictwo”.
W 2016 roku powstał film dokumentalny o zespole The Trepp. Historia odkryła tę grupę na nowo i dała światu sporo ciekawych informacji. Przede wszystkim wcale nie jest to prosta punkowa kapela, a zespół mający o wiele więcej do zaoferowania. Dobre teksty, zwłaszcza te o wymiarze antytotalitarnym. Ciekawe brzmienia: prócz klasycznych punkowych numerów, reggae oraz mocne rockowe numery z czy też potężne czołgi z jazgotem gitar ("Świątynia"). Jako że w tym roku ukaże się drugi album, też założonej 31 lat temu formacji, warto dowiedzieć się nieco więcej o jej twórczości. O tym etapie pierwszym, gdzie grupa działała w okresie 1986-1992 i tym późniejszym po reaktywacji w nieco odmienionym składzie. "The Trepp: Dziedzictwo" pokaże też jeszcze inne oblicze zespołu (zakończenie filmu).
13.05.2017 - relacja z Przeglądu Zespołów Muzycznych KLANG, który odbył się w chrzanowskim klubie Stara Kotłownia.
Na wstępie napiszę, że w tym roku 4 zespoły mnie oczarowały i na pewno nie chciałbym być w skórze jurorów. Takich kłopotów bogactwa dawno nie było.
Wyzwanie, dobra zabawa, emocje - te
emocje co roku towarzyszą przeglądowi zespołów muzycznych KLANG. W tym roku nie było inaczej. Intensywnej, ciekawiej. Przede wszystkim dzięki mocnej stawce
kapel.
Podczas przeglądu chrzanowska
publiczność zobaczyła rodzinny rockowy zespół Ayers Rock, gdzie prym wiedzie ród Sikorów. Jak podkreślają
członkowie grupy - młode pokolenie wniosło świeży powiem w szeregi weteranów.
Krakowski Strach Uszu okazał się wielkim zaskoczeniem przeglądu. W kuluarach
dało się słyszeć zachwyty nad niesztampową muzyką grupy łączącej rocka z
psychodelicznymi wpływami. Kwartet wzbudził zainteresowanie innych zespołów
oraz jurorów.
Jako trzeci zagrali black metalowcy
z Hamingja. To śląskie trio debiutowało
koncertowo więc można usłyszeć pewnie niedociągnięcia, ale warto kibicować
grupie, bowiem widać potencjał w kwestii szukania niestandardowych pomysłów
muzycznych (próby basowych solówek).
Prowizorium dało się już poznać lokalnej publiczności, bo zajęło
2 miejsce na Chrzanowskiej Lokomotywie Artystycznej. Szczególną uwagę zwrócił
dopracowany wokal Aleksandry Ślusarczyk.
Na Klangu publiczność usłyszała
także klasycznego rocka zatopionego korzeniami w AC/DC i Fletwood Mac z
elementami rockabilly i bluesa. Wszystko za sprawą formacji High Five. Solidna sekcja rytmiczna i
dwaj niezwykle wyróżniający się gitarzyści oczarowali publiczność swoimi
solówkami. Był też smaczek w postaci harmonijki.
Sporą euforię wywołał śląski
kwartet Big Spliff. Zespół zagrał
instrumentalny set złożony z progresywnych, wręcz matematycznie dopracowanych
kompozycji, którym nie brakowało ognia oraz popisowych solówek gitarowych.
Świetnie zaprezentował się pałker zespołu. Na uznanie zasługuje również fakt,
iż grupa wskoczyła do przeglądu w ostatniej chwili zastępując jedną z kapel.
Chrzanowski alternatywny rock,
czyli Gentle Blow zaprezentowali set
bardziej piosenkowy niż ich poprzednicy. Początek przypominał klimatem Placebo,
później było więcej psychodelicznych wycieczek. Kwintet ujawnił się światu dość
niedawno, bo oficjalnie kilka tygodni temu, ale wiadomo że zespół ciężko
pracował nad brzmieniem w swojej sali prób. Przed przeglądem nikt w Gentle Blow
nie spodziewał się, że to właśnie w ich ręce trafi nagroda dla najlepszego
zespołu.
Grupa została doceniona za
brzmienie i pomysły muzyczne oraz spory potencjał. Skład tworzą: wokalista Michał
Parzymięso, dwaj gitarzyści: Wojciech Ziegler oraz Michał Filipek, a także basista
Tomasz Latko i perkusista Jakub Prusakiewicz, który w 2015 roku zdobył
statuetkę z zespołem Eder.
Na koniec wystąpił faworyt
publiczności - rockowy-rapowy kwartet WyjścieAwaryjne. Tradycyjnie panowie przyciągnęli pod scenę tłumy, a ich
występ został gorąco przyjęty. Gdyby widownia decydowała o przyznaniu nagrody - na
pewno trafiłaby ona w ręce Wyjścia Awaryjnego.
Gwiazdą
przeglądu był wrocławski zespół John Revolta. Zespół dał energetyczny
koncert i jeszcze przed ogłoszeniem wyników rozgrzał publikę.Grupa promowała w Chrzanowie swoją drugą płytę, ale można było też usłyszeć kawałki z debiutanckiego krążka.
Jury w składzie: Łukasz Dulowski
(Tygodni Ziemi Chrzanowskiej "Przełom") oraz gitarzysta Piotr
Malinowski (Credo) i perkusista Irek Kurnik - po burzliwych obradach
zdecydowało się nagrodzić Gentle Blow. Jurorzy podkreślali znaczenie tego
przeglądu jako istotnego dla młodych kapel.
Gentle Blow w towarzystwie jurorów KLANGU (fot. Paweł Luwikowski)
Gentle Blow w nagrodę otrzyma sesję
zdjęciową u Pawła Ludwikowskiego, 10 godzin w studio nagraniowym Kosa Buena
Studio oraz bon na 1000 zł do wydania w sklepie muzycznym Muzyk. Dodatkową
nagrodą zespół postanowił się podzielić z formacją Strach Uszu. I tak Gentle Blow zagra 3
czerwca podczas Dni Chrzanowa w ramach koncertu "Kumple dla Kumple" supportując
Organka, natomiast Strach Uszu wystąpi wcześniej wskakując niejako na miejsce
zwycięzcy KLANGU.
Przegląd prowadził w tym roku Eryk Gruca (perkusista The Trepp i współorganizator festiwalu Caban Drummer Fest).
Do chrzanowskiego przeglądu
zgłosiło się 25 zespołów, niestety organizatorzy zgodnie z regulaminem mogli
przyjąć tylko 8 z nich. Bardzo wysoki poziom muzyczny i spore zainteresowane
przeglądem sprawia jednak, że być może obecna formuła KLANGU odejdzie do
lamusa. Szykuje się wielka rewolucja. Jakie będą jej efekty? Odpowiedź
przyniosą najbliższe tygodnie. ★ Relacja wideo z KLANGU ★ ★ Wywiad z liderem JOHN REVOLTA ★ ★ Nagranie z koncertu JOHN REVOLTA ★
Przy okazji organizowania festiwalu perkusyjnego Caban Drummer Fest postanowiłem bardziej zająć się tematem i oprócz całkiem udanej imprezy powstał film dokumentalny.
"Perkusiści" to krótkometrażowy dokument, w którym pojawia się czwórka bębniarzy: Eryk Gruca, Jakub Kurdziel, Paweł Larysz i Wiktor Palik. To swoista sklejka przemyśleń ludzi, dla których granie na perkusji to pasja, ale nie tylko.
Pierwsza edycja chrzanowskiego festiwalu
perkusyjnego przyciągnęła tłumy. W Starej Kotłowni pojawili się nie
tylko perkusiści i ich rodziny, ale także całe rodziny z małymi dziećmi.
Popisy lokalnych bębniarzy zjednoczyły chrzanowskie środowisko
muzyczne, a 30 minutowy finał w wykonaniu 4 perkusistów równocześnie
rozgrzał klub do czerwoności.
fot. Paweł Ludwikowski
Takiej imprezy nigdy w Chrzanowie nie było. Kto
wie, być może za sprawą inicjatorów festiwalu - Konrada Wichra i Eryka
Grucy (The Trepp) na ziemi chrzanowskiej narodzi się inicjatywa, która w
przyszłości urośnie do miana legendy niczym ziemniaki "po cabańsku".
Podczas
premierowej edycji Caban Drummer Fest wystąpiło czterech bębniarzy
prezentujących covery, utwory własne oraz popisowe solówki.
Jako
pierwszy zaprezentował się w utworach metalowych i jednym hip-hopowym
numerze Jakub Kurdziel - bębniarz znany z tworzenia nagrywania coverów
na swój kanał wideo na YT - JK Drum Covers. Po nim w klimatach
progresywno-rockowych na ogromnym zestawie perkusyjnym swój set zagrał
Wiktor Palik - wszechstronny pałker udzielający się kapelach metalowych,
ale też w zespołach rockowych (Bongo Jerusalem), doceniany i nagradzany
w przeglądach za swoje nieprzeciętne umiejętności. Nowe oblicze
zaprezentował Eryk Gruca (The Trepp), bo zdecydował się zamiast punk
rocka zagrać numery elektroniczne (w klimacie drum`n`bass) oraz utwór
własny. Było też bardzo emocjonalne solo. Jako gość specjalny festiwalu
wystąpił Paweł Larysz - uznany w środowisku metalowym perkusista
Animations (w tym roku zespół zagra na Metalmanii). Co ciekawe Paweł
jako najstarszy w składzie zaprezentował także krótki wykład o
motywacji, pasji związanej z graniem i życiu z muzyki, co w Polsce nie
jest wcale sprawą łatwą.
Najbardziej
widowiskowy okazał się jednak spontaniczny finał, kiedy Jakub Kurdziel,
Wiktor Palik, Eryk Gruca i Paweł Larysz równocześnie grali na scenie
korzystając z dwóch zestawów perkusyjnych. Bębniarze zmieniali się
miejscami, uderzali pałeczkami we wszystko, co mieli pod ręką (podłoga,
statywy do talerzy).
Impreza była bogata w konkursy. Rozdano
mnóstwo nagród (koszulek, naklejek, pałeczek, naciągów, breloków, płyt).
Organizatorzy zadbali, by najmłodsi uczestnicy festiwalu na długo go
zapamiętali. Dlatego dzieci brały udział w wyzwaniach wystukując rytm
pałeczkami.
Caban Drummer Fest oczami perkusistów?
Jakub Kurdziel (uczestnik festiwalu/perkusista):Caban
Drummer Fest był niesamowitym przeżyciem, którego się nie
spodziewałem. Często szukamy na horyzoncie tego co mamy pod nogami.
Chrzanów - dziękuję! Wiktor Palik (uczestnik festiwalu/perkusista):To było coś absolutnie niesamowitego! Wyczuwalna była miła atmosfera jak gdybyśmy znali się od zawsze. Eryk Gruca (uczestnik festiwalu/perkusista):Tego
jeszcze nie było! Wczorajszy Caban Drummer Fest, przekroczył wszelkie
możliwe oczekiwania! Cała Stara Kotłownia (Klub Muzyczny) została
zapełniona! Takich emocji nie było nigdy w historii Chrzanowa! Paweł Larysz (uczestnik festiwalu/perkusista):Kocham
to co robię i nigdy nie przestanę... I jeśli ktoś mi jeszcze kiedyś
powie, co mam robić, i że lokalne święto perkusyjne nie ma sensu...
To... Dałem serducho i to serducho odpowiedziało...
Organizatorem imprezy był Miejski Ośrodek Kultury, Sportu i Rekreacji w Chrzanowie, a patronat medialny od początku sprawowała Chrzanowska Telewizja Lokalna.
Wszystko wskazuje na to, że kolejna edycja festiwalu już za rok. A na temat festiwalu można poczytać też na blogu - Caban Drummer Fest.
JAK GROM Z JASNEGO NIEBA... spadła na mnie wiadomość. Kelly Family wraca.
Jak reminiscencje wracają do mnie te wszystkie lekcje muzyki, kiedy musieliśmy śpiewać przeboje tego rodzinnego zespołu. Wspomnienia są wyraziste. Tylko krtań na samą myśl boli. Wysokie rejestry w sam raz na okres mutacji młodych chłopców.
Są lata 90. Można sobie ciupnąć w grę na Commodore, a zamiast smartfonów w kieszeniach na rogach ulic stoją budki telefoniczne. Dla ciebie to abstrakcja młody człowieku. Pisemka muzyczne typu „Bravo” znasz jedynie ze „śmieszkowych” profili fejsbukowych. Na koncerty chodzisz, bo to modne. Ale Kelly Family nie poznałeś w okresie dorastania. Ich kompozycje nie zryły ci beretu. A pieczołowicie dopracowany przaśny wizerunek nie mógł odcisnąć piętna na twoich instagramowych fotkach.
Zbiorowa histeria na koncertach przy pełnych emocji łzawych kompozycjach? Ktoś powie, że umieją na gitarkach pogrywać i przepięknie podśpiewują o stadionowe hymny o miłości. Jakoś mnie ten folkowo-celtycki wizerunek odpycha. I ten patos. Dziękuję, nie zapłaczę z nadmiaru wrażeń w chusteczkę. Wolę szybciej, mocniej, jeśli z celtyckim sznytem – koniecznie speed folk (Dropkick Murphys).
Dlaczego o tym piszę? Nie po to by się pastwić nad zespołem, który znowu wyprzedaje koncerty. Kelly Family reunion, disco polo w telewizji publicznej. Jakieś potworne nagromadzenie złej karmy. Brakuje tylko klauna w czerwonych włosach śpiewającego po niemiecku i serialu o Tokio Hotel.
Kusi mnie. Ogromnie kusi mnie, aby ułożyć listę wstydu. Ranking najbardziej znienawidzonych przeze mnie zespołów. Nikt tym niedobrym artystom nie zrobił odstraszającej lekcji muzyki. Za bardzo się nasłuchali, wchłonęli zbyt wiele. I poszli dalej. Ewoluowali. Gitara, ognisko, śpiew, blask fleszy, scena na dożynkach…
Mam jednak przewagę nad współczesnym młodym słuchaczem. Dawniej źli artyści byli bardzo wyraziści w swej beznadziejności. Ich muzyka wywoływała dreszcze wkurwienia. Nie to co teraz przy masowej produkcji przeciętności. Nawet nie zdążę znienawidzić gwiazdy telewizji śniadaniowej, a na horyzoncie majaczy już nowa.
To jak wygląda ten wstydliwy top? Okazuje się, że zawiera sprawdzone marki, bo we współczesnych ciężko się połapać. Pani „wydałam dwa single i biorę 15 tysi za koncert” już nie śpiewa, bo zajmuje się gotowaniem ze znanym aktorem. Jak jej na imię? Kurde, nie pamiętam. A Mandarynę bym skojarzył. Gość od przeboju o miłości też niewiele koncertuje. Musi przecież prowadzić 7 kont społecznościowych. A do tego ma te wszystkie aplikacje.
Nie, to nie jest wokalistka Kelly Family.
Zacząłem od lekcji muzyki dawanych przez nauczycielkę geografii. Kolejny raz wrócę do tego wątku. Dobrze, że nie nauczyłem się wtedy śpiewać. Cała edukacja muzyczna poszła w dobrą stronę. Słuch i gust mam całkiem niezłe. I wiem, co jest warte uwagi. Jakich twórców unikać, a których kochać i wielbić. Mogę wieczorami fałszować bez pohamowania, bo do słuchawki od prysznica się nie liczy. Ty myślisz, że masz talent. Jak Kelly Family. Nie! Oni go naprawdę mają.
Jak zapewne wiecie z poprzedniego wpisu - moim nowym przedsięwzięciem jest Caban Drummer Fest - pierwszy chrzanowski festiwal perkusyjny. Dziś pragnę podesłać kilka namiarów, gdzie będzie można znaleźć informacje o tym wydarzeniu:
Na kanale wideo znajdziecie sporo zapowiedzi, wywiadów, relację z imprezy oraz dużo materiałów. Natomiast blog stanowi doskonałe miejsce na prezentację materiałów, tekstów, zdjęć, wszelkich relacji, artykułów i ciekawostek związanych z festiwalem.
Najbardziej aktualne informacje pojawiać się będą także na fanpejdżu, który warto polubić.