Czerwcowy koncert Soundgarden w Oświęcimiu to bez wątpienia
jedno z najważniejszych muzycznych wydarzeń roku. Ekipa z Seattle wystąpi w
Polsce po raz pierwszy. Korzystając z okazji, a koncert Soundgarden jest
przecież jakąś okazją, chciałem zaprezentować zestaw kawałków, które warto
sobie odświeżyć lub poznać. Czy usłyszymy je na żywo? Za kilka dni poznamy
odpowiedź na to pytanie.
Zestaw utworów zawiera kawałki z każdej płyty. Wybrałem też
mniej znane kompozycje i wielkie przeboje Soundgarden. Jest ostro!
![]() | |
Soundgarden |
Mood for Trouble / Ultramega OK. [1988]
Wyselekcjonowałem ten kawałek z debiutanckiej płyty ze
względu na świetne wejście gitary akustycznej I ogólną dynamikę nagrania. „Mood
for Trouble” jest kwintesencją początkowych lat twórczości Soundgarden – mocne
sabbathowe riffy Kima Thayila, krzyki Chrisa Cornella (wtedy darł się
najmocniej), surowe hard rockowe brzmienie.
Hands All Over / Louder Than Love [1989]
Mija rok i Soundgarden wydają drugi album. Równie mocny jak
debiutancki krążek, choć pojawiają się też wolniejsze kawałki ("Uncover").
Głośny hard rockowy "Hands All Over" atakuje słuchaczy mocnymi
okrzykami Cornella i hałaśliwą solówką. Wybrałem ten utwór ze względu na
wpadający w ucho riff, jednak w konkursie na najlepszy wokal stawiam bez
wątpienia na "Gun"...
Gun / Louder Than Love [1989]
... no właśnie. Nie można pominąć tego dzieła. Płyta miała
się nazywać "Louder than fuck", ale z oczywistych względów nazwa nie
przeszła. A szkoda, bo znakomicie oddawałaby charakter albumu: ostrego,
głośnego z chwilami ekstazy (przykładem powyższy "Gun" i szaleńcze
krzyki wokalisty). Czy tylko mnie linia basu w "Gun" przypomina
"Isolation" Joy Division?
Nothing To Say / Screaming Life/Fopp [1990]
Albumie powstał z połączenia dwóch wydań EP. W "Nothing
to Say" słychać nisko nastrojone gitary i cały ten brud z Seattle cięty/chłostany
przez wysoki głos Cornella. Tak, tak drodzy czytelnicy - to były czasy kiedy
Chris śpiewał siarczyście, wypluwał z siebie płuca, a czasami nawet krew...
Jesus Christ Pose
/ Badmotorfinger [1991]
Rok 1991 był dla Soundgarden przełomowy. Nie tylko wydali
pierwszą kultową płytę, pojawił się nowy basista Ben Shepherd, a rosnąca
popularność tzw. grunge`u pchnęła w górę kilka kapel z Seattle. Czemu akurat
"Jesus Christ Pose"? Ze względu na cholernie mocne intro, sugestywny
teledysk i niezapomniany riff Kima oraz perkusyjny popis Camerona. Ten utwór definiuje
brzmienie zespołu z tamtych czasów.
Slaves &
Bulldozers / Badmotorfinger [1991]
Gdybym pominął taki kawałek, byłbym ostatnim draniem... Nie
wiem, może się mylę, ale nie znam drugiej takiej kompozycji Soundgarden z taką
gitarową jazdą* (drapieżne solo i oczywiście wściekły Cornell). Dodatkowo Matt
Cameron za bębnami daje prawdziwy popis. Nie pierwszy i nie ostatni (szkoda że go
zabraknie podczas koncertu w Polsce).
Room A Thousand Years Wide / Badmotorfinger [1991]
Dwie gitary mocno suną do przodu, jedna nadaje ton poprzez
riff, druga brzmi momentami jak syrena... To ostrzeżenie! "Room A Thousand
Years Wide" nie zapomnisz do końca swych dni... jeśliś fanem Soundgarden.
A kiedy już myślisz, że jazda się skończy na horyzoncie wyłania się trąbka i
saksofon. Wiecie co? Ten utwór jest za krótki! Zdecydowanie!
Birth Ritual /
Singles OST [1992]
Cameron Crowe nakręcił kiedyś dość przeciętny film
"Singles", którego akcja toczyła się w Seattle. Komedia obyczajowa nie
byłaby godna wzmianki, gdyby nie cała plejada ówczesnej sceny rockowej, jaka się
w nim przewija (Pearl Jam, Alice In Chains czy Soungarden). Historia kilku
singli nikogo nie interesuje. Jest tu muzyka, fragmenty koncertów, na które
chodzą główni bohaterowie. Jest też Sondgarden łojące "Birth Ritual".
Do dziś nie mogę uwierzyć, że ten genialny kawałek nie załapał się na żadną
regularną płytę zespołu.
Black Hole Sun /
Superunknown [1993]
Tu trzeba trochę zwolnić, bo od tych ciężkich kawałków można
się wywalić. "Black Hole Sun" to idealny przykład jak dobry klip i
spokojniejsza kompozycja mogą wypromować zespół. Siedem tygodni na szczycie
rockowej listy Billboardu zrobiło swoje. Kto jeszcze nie słyszał o Soundgarden,
teraz nucił black hole sun won`t you
come? Byli wielcy, a teraz też znani.
Spoonman / Superunknown
[1993]
Czy zdarzyło się wam słuchać tego kawałka i nie mieć ochoty na
wybijanie rytmu sztućcami? Mnie raczej nie. Utwór "Spoonman" został
zainspirowany osobą Artisa the Spoonmana - amerykańskiego ulicznego performera
grającego łyżkami."Człowiek łyżeczka" udziela się na płycie oraz na
teledysku. Co ciekawe, wersja akustyczna jest równie intrygująca.
Zero Chance / Down On The Upside [1996]
Wybór nietypowy, ale ta spokojna klimatyczna kompozycja
zamykała pewien burzliwy rozdział biografii kapeli. Rok później Soundgarden
przeszli do historii...
Been Away Too Long / King Animal [2013]
...by po kilkunastu latach powrócić. W doskonałej formie. Ze
świetną płytą. Z niesamowitym singlem, którym zamknął usta niedowiarkom.
Czekaliśmy tak długo!!!
* no dobra, znam więcej... "Searching With My Good Eyes
Closed", "New
Damage".
A jakie są wasze ulubione kawałki Soundgarden?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz